Lepszy nie będzie
KOMENTARZ „SPORTU” - Kacper Janoszka
Nicki Pedersen wrócił na ekstraligowe tory po ponadmiesięcznej nieobecności. Trener ROW-u Piotr Żyto ułaskawił Duńczyka i pozwolił mu na zaprezentowanie się przed kibicami w Rybniku podczas starcia z GKM-em Grudziądz (został odsunięty od składu za niezadowalające wyniki i niesubordynację). Doświadczony trzykrotny mistrz świata zdobył co prawda sześć punktów, ale ogólnie nie powalał formą na kolana. Raczej prezentował się przeciętnie, bazując na latach jazdy na żużlu i cwaniactwie. Nie był szybki, nie potrafił wyprzedzać, raczej bronił się przed atakami rywali, którzy byli szybsi od niego. Tym samym Nicki Pedersen ani nie pomógł, ani nie zaszkodził Rekinom, które przegrały z GKM-em 40:50. Zapewne takim wynikiem zakończyłby się ten mecz niezależnie od tego, kto znalazłby się w danym momencie na torze. Ważne było jednak to, że trener Żyto przekonał się, że Pedersen nie wnosi niczego pożytecznego w jazdę drużyny i nie stanie się nagle, w ostatniej fazie rozgrywek, wymarzonym liderem, który będzie zdobywał kilkanaście punktów na mecz. Na takie cuda nie można liczyć – przecież Duńczyk skończył w tym roku 48 lat. Młodszy nie będzie.
Niezależnie więc od tego, kto pojedzie w play downie, czy będzie to Pedersen, czy Czugunow, ROW będzie miał ogromne problemy z utrzymaniem się w ekstralidze. Bo fakty są takie, że na tym etapie sezonu dobrze spisuje się jedynie Maksym Drabik, który formą przerósł kolegów z zespołu. Początkowo kroku próbował mu dotrzymać Rohan Tungate, ale znacząco zwolnił i teraz bliżej mu do wyników Pedersena niż Drabika. Rybniczanie prezentują się naprawdę miernie. Ten sezon jest dla nich na tyle słaby, że w niedzielę zaskoczenie i RADOŚĆ wywołało indywidualne zwycięstwo Kacpra Pludry! Powtórzę – ZWYCIĘSTWO INDYWIDUALNE… To przecież nie powinien być szczyt możliwości zawodnika, który reprezentuje ekstraligowy zespół. A jednak dla Pludry była to dopiero pierwsza „trójka” w sezonie.
W tej sytuacji nie ma nawet kogo winić. Jasne, szanse na utrzymanie jeszcze istnieją, biorąc pod uwagę zmieniony system rozgrywek, ale z pewnością wielu kibiców z Rybnika pogodziło się już ze spadkiem. Powodem tego ewentualnego scenariusza jest oczywiście słaba kadra zbudowana na ten sezon. W Rybniku mieli nadzieję, że Chris Holder i Pedersen przypomną sobie najlepsze lata, gdy sięgali po złote medale w cyklu Grand Prix. Marzono, że Pludra będzie wystarczającym żużlowcem w roli U-24. Nic z tych nadziei się nie spełniło. Dwaj zagraniczni zawodnicy tylko co jakiś czas miewają przebłyski niezłej formy. To jednak za mało, żeby ROW mógł liczyć na utrzymanie… A dlaczego nie ma kogo za tak zbudowaną kadrę winić?
Bo brakuje żużlowców. Fakty są takie, że liczba zawodników, którzy nadają się do ekstraligi, jest ograniczona. Żużel to nie piłka nożna, w której można jednego świetnego piłkarza zastąpić drugim, ściągniętym z drugiego końca świata. W ekstralidze zawodnicy duszą się w sosie własnym. Raz na rok (a czasem rzadziej) pojawia się nowy talent, który przedostaje się na dłużej do elity. Żużlowców jest za mało. Gdy rybniczanie, którzy nie byli głównymi faworytami do awansu z 2. ekstraligi w poprzednim sezonie, nagle znaleźli się na najwyższym szczeblu rozgrywkowym, okazało się, że na rynku nie ma już wolnych zawodników. Wszyscy najlepsi mieli już podpisane kontrakty (ci sami są JUŻ dogadani z klubami na następny rok!), a ROW-owi zostali Pedersen, Holder, Pludra i Drabik, czyli ci, których żaden klub już nie chciał. Tak właśnie doszło do tego, że w górnośląskiej ekipie jest lider (Drabik) z prawdziwego zdarzenia, któremu pozostali nie dorastają do pięt. A i tak jest to niespodzianka, bo w poprzednim sezonie Drabik raczej zawodził we Włókniarzu Częstochowa.
I dla ROW-u nie jest to pierwsza taka sytuacja. W końcu gdy awansował w 2019 roku do ekstraligi, też musiał pocieszyć się zawodnikami niechcianymi gdzie indziej. Tak do Rybnika trafili Adrian Miedziński, Wacław Milik i Robert Lambert, który wtedy niespodziewanie stał się gwiazdą zespołu (tak zresztą rozpoczęła się jego poważna kariera w polskiej lidze). Wówczas ROW po sezonie jazdy w elicie spadł na drugi poziom rozgrywkowy. Wiele wskazuje na to, że scenariusz się powtórzy.
