Lepiej uciekać niż gonić
Do poniedziałku niepokonany w tym roku Górnik Zabrze musiał uznać wyższość Ostrovii, ale szans na 6. miejsce po sezonie zasadniczym nie stracił.
Jakub Szyszko (z lewej) i jego koledzy mieli problemy, by przebić mur stawiany m.in. przez Kamila Adamskiego. Fot. PAP/Jarek Praszkiewicz
ORLEN SUPERLIGA MĘŻCZYZN
Chwaleni za ostatnie mecze zabrzanie szybko opuścili parkiet hali przy Wolności. Nie tak bowiem wyobrażali sobie mecz z Ostrovią. - Od starcia z tym przeciwnikiem rozpocząłem pod koniec listopada pracę jako pierwszy trener i bardzo mi zależy, aby tym razem wygrać - mówił przed pierwszym gwizdkiem Arkadiusz Miszka, który chciał zrewanżować się za porażkę 30:32. „Żył” przy ławce, podpowiadał, ustawiał zawodników i gdyby mógł, wbiegłby na parkiet... Niewiele to jednak dało, bo po kiepskim początku jego podopieczni musieli odrabiać straty, a tego nie lubią robić. W większości wcześniejszych spotkań „Górnicy” byli na prowadzeniu i w późny poniedziałkowy wieczór potwierdziło się, że lepiej czują się w roli uciekających niż goniących. Trzeba zauważyć, iż w drugiej połowie miejscowi czterokrotnie obejmowali jednobramkowe prowadzenie, lecz w każdym przypadku było ono „kasowane”.
Ambicji i zaangażowania nie można było zabrzanom odmówić, ale trudno też nie odnieść wrażenia, że presja wyniku nieco ich paraliżowała, zwłaszcza w ofensywie. Statystyki nie kłamią - oddali 56 rzutów, z czego 44 celne, ale tylko po 32 piłka znalazła się w siatce, bo 12 zatrzymał Sandro Mestrić. Mimo co najmniej kilku kilogramów nadwagi, wypożyczony z Industrii Kielce Chorwat bronił ze sporym wyczuciem, a w decydujących momentach z wielkim poświęceniem. Skrzywił się na obrotowego Górnika, Piotra Krępę, gdy ten w ferworze walki go solidnie poturbował, ale to jego łupem padała piłka przy ostatnich rzutach, a wcześniej po aż trzech „siódemkach”. Do tej pory zabrzanie w tym elemencie byli niemal bezbłędni, zaś w poniedziałek trafili tylko raz.
Porażka jednym golem boli szczególnie, bo pokazuje, że zwycięstwo było blisko, a jednocześnie daleko. - Trudno się z tym nie zgodzić... Oceniając na gorąco, trzeba powiedzieć, że zabrakło nam szczęścia w ataku, a zmarnowane okazje się zemściły. Owszem, wychodziliśmy na prowadzenie, ale od początku nie było u nas takiego zaangażowania i agresji w obronie, jak z Kwidzynem czy Głogowem - powiedział prawoskrzydłowy Jakub Szyszko, myślami będący już przy niedzielnym spotkaniu. - Zgubionych punktów z Ostrovią trzeba będzie poszukać na trudnym terenie w Opolu. Mecz z Gwardią jest teraz dla nas najważniejszy. Jeszcze nic straconego, najważniejsze, że wszystko jest w naszych rękach - dodał zawodnik Górnika. Szyszko, jego koledzy, działacze oraz kibice wiedzą, że gdyby punkty zostały w Zabrzu, to 6. miejsca po sezonie zasadniczym (oznacza uniknięcie ekip z Kielc lub Płocka w już 1. rundzie play offu), nikt by „Trójkolorowym” nie odebrał. Mieliby bowiem 41 punktów i przy ewentualnej porażce w Opolu, mające taki sam dorobek Wybrzeże Gdańsk (w ostatniej serii gra z Legionowem), by ich nie wyprzedziło, gdyż dwukrotnie z nimi przegrało, a tak nadal ma na to szansę. - Nie ma co teraz kalkulować, z której pozycji przystąpimy do play offu. Musimy zrobić swoje. Wszystko zależy od nas - podkreślił na koniec Szyszko.
Marek Hajkowski
