Lepiej mieć suma i 40 małych rybek

Rozmowa z Henrykiem Kulą, prezesem Śląskiego Związku Piłki Nożnej, członkiem Zarządu PZPN

Po Puchar Polski kobiet sięgnęły Katowiczanki. Fot. Marcin Bulanda / Press Focus

 Zacznę nietypowo: drażni pana określenie „baron” w stosunku do prezesów regionalnych związków?

- W Polsce wszyscy wszystkich podszczypujemy. Dawno już przestałem zwracać uwagę na to, jak mnie – i innych prezesów – nazywają. Ważne, jak oceniana jest moja praca – tu, w Śląskim Związku Piłki Nożnej, na śląskiej ziemi.

Pytam, bo akurat po zakończeniu sezonu może się pan owym baronem poczuć faktycznie! Po dwa zespoły ze Śląska bądź Zagłębia w finale Pucharu Polski u pań i panów, w tych samych rozgrywkach w futsalu triumf Rekordu Bielsko-Biała. Wicemistrzostwo Górnika, triumf Czarnych Sosnowiec w kobiecej ekstraklasie...

- W XXI wieku jeszcze się nie zdarzyło, by trzy kluby zrzeszone w Śląskim ZPN-ie zagrały w europejskich pucharach, do tego Czarni – w kwalifikacjach Ligi Mistrzyń. I jeszcze wspomniane sukcesy futsalowe, bo przecież – poza sukcesem Rekordu w PP – Piast Gliwice zdobył mistrzostwo kraju, a wicemistrzyniami zostały dziewczęta z Bielska-Białej. Podbeskidzie z kolei wywalczyło awans do Betclic 1. Ligi. Wyjątkowo urodzajny rok dla naszej piłkarskiej społeczności, choć…

Choć bywały i potknięcia. Bolesne...

- Bywały, niestety... Ruch w ostatniej kolejce Betclic 1. Ligi wypadł z baraży. GKS Tychy z niej spadł, Zagłębie Sosnowiec pożegnało Betclic 2. Ligę.

Kiedy było coraz bardziej dramatycznie w Tychach i Sosnowcu, nie pytano o radę w Śląskim ZPN-ie?

- Nie wtrącam się do prowadzenia klubów, choć rozmawiałem z właścicielami obu wymienionych. No cóż, porażki są wpisane w piękno naszej dyscypliny, trzeba je przyjąć na klatę. W niektórych momentach trzeba zrobić krok w tył, by móc później zrobić dwa w przód. Pamięta pan Ruch i jego trzy kroki wstecz? A potem się odbudował i wrócił nawet do ekstraklasy. Myślę, że i w Sosnowcu, i w Tychach myślą o szybkim powrocie co najmniej na poprzednie pozycje. Zwłaszcza, że przecież bazę – piękne, nowoczesne stadiony – mają znakomitą.

GKS był pierwszym poważnym sprawdzianem trenerskim Łukasza Piszczka – człowieka stąd. Czuł pan gorycz, że Łukasz doświadczył klęski w Tychach?

- Myślę, że głównie dla niego jest to bardzo gorzkie doświadczenie. Uczestniczyłem parokrotnie w webinarach przez niego prowadzonych: ma bardzo zdroworozsądkowe podejście do piłki, do zawodu trenera. Bardzo wysoko oceniam jego wiedzę teoretyczną; nawet jeśli w zderzeniu z praktyką mu nie wyszło... Ale jest tak poukładanym człowiekiem, że polska piłka jeszcze będzie mieć z niego wielki pożytek.

Były też inne smutne sytuacje wydarzenia, niewynikające ze słabości na murawie. Mam na myśli wycofanie się GKS-u Jastrzębie z drugoligowych rozgrywek.

- Nie wiemy dziś, co będzie również z przyszłością Pniówka Pawłowice. Trudne sprawy... W takich momentach często przypominają mi się moje rozmowy sprzed wielu lat ze świętej pamięci Ireneuszem Serwotką. Zawsze powtarzał – w kontekście finansowania klubu – że lepiej mieć jednego suma i 40 małych rybek. Bo jeżeli mamy tylko jednego wieloryba, każde jego „utonięcie” powoduje, że nie ma koła ratunkowego.

Oby jak najdłużej utrzymał się nam pozytywny trend. A co – pana zdaniem – o tym nagłym przypływie radosnych zdarzeń zdecydowało?

- Umiejętne zarządzanie klubami i udana polityka transferowa. A czasem i... pomoc sił nadprzyrodzonych – nigdy nie lekceważę tego elementu, nawet jeśli inni się z tym nie zgadzają. W końcu GKS Katowice awansował do pucharów w 97. minucie ostatniego meczu!

Wyniki potwierdzają zdanie o dobrym zarządzaniu. Ale czy nie powinniśmy się martwić, że zamiast zabrzańskiej młodzieży, wicemistrzowski tytuł świętowali przede wszystkim „stranieri”?

- Pamiętajmy, że spółki akcyjne – a w takiej formie funkcjonują kluby ligowe - „skazane” są na zysk, a więc i na wynik sportowy. Nie mogę się więc obrażać, że trenerzy czy dyrektorzy sportowi tych klubów sięgają po zawodników mających ten wynik zapewnić. Mówiąc nieco z przymrużeniem oka: mamy w Górniku graczy ze Śląska; tyle że... ze Śląska Cieszyńskiego, wychowanych tuż za naszą południową granicą.

Na ile to trwała tendencja, że kluby ze Śląskiego ZPN będą rozdawać w karty? Na ile solidna jest konstrukcja fundamentu sukcesów w Zabrzu, Katowicach, Częstochowie, ale również w Piaście, który utrzymał się w elicie?

- Nie wiem. Pamiętam z dzieciństwa jeszcze porzekadło „kto nie ma miedzi, ten w doma siedzi”. Nie mam wglądu w finansowe dokumenty Górnika, GKS-u, Rakowa. Mogę się wymądrzać: chcesz iść do Europy, musisz zatrzymać swoje gwiazdy. Ale może zdarzą się w tych klubach oferty nie do odrzucenia ze względów ekonomicznych? Natomiast bardzo bym sobie życzył, jako sternik śląskiej piłki, by w cieniu tej „wielkiej gry” w pucharach czy w lidze, o obronę pozycji w kolejnym sezonie, toczyła się cicha, ale solidna praca z własną młodzieżą. By za rok-dwa lata można było w pierwszej kolejności w tych klubach spoglądać w stronę własnych wychowanków, a niekoniecznie – cudzoziemców.

Lukas Podolski, który właśnie został właścicielem Górnika, przez całe lata swej gry stwarzał wrażenie, że akademia jest jego oczkiem w głowie. Teraz będzie okazja powiedzenia „sprawdzam”...

- Ja nikomu nie będę zaglądać w zarządzanie klubem. Ale jestem przekonany, że Lukas Podolski bardzo dobrze sobie poradzi z prowadzeniem klubu i doczekamy się 15. mistrzowskiej gwiazdki Górnika.

Wśród bohaterów minionego sezonu był z pewnością Ślązak z krwi i kości – mam na myśli Rafała Góraka. Spodziewał się pan, że ten szkoleniowiec zajdzie ze swą ekipą tak wysoko?

- Dostał w Katowicach potężny pakiet zaufania – to raz. Po drugie – grał w Polonii, trenował Ruch Radzionków, Tychy, ale znalazł sobie chyba życiowe miejsce właśnie przy Bukowej. Przeszedł tam wiele; dziś jest noszony na rękach. Dobrał sobie – jak widzę – świetnych współpracowników. Jeśli nie straci żadnego z liderów drużyny - a może jeszcze znajdzie drugiego Bartka Nowaka – to wcale nie jest powiedziane, że GKS... nie zostanie pod jego skrzydłami mistrzem Polski.

A propos Nowaka. Facet ma 33 lata, a został „Piłkarzem sezonu”!

- I słusznie. Jest kołem zamachowym GieKSy. Mistrz Polski zwykle zbierał większość nagród indywidualnych, tym razem zostały one rozdzielone inaczej. Jeżeli chodzi o polskich piłkarzy w ekstraklasie, był zdecydowanie najlepszy. Wnosił w drużynę nie tylko solidną grę, ale dużo więcej – element wirtuozerii, nieprzewidywalności zaskakującej rywali. I jest liderem zespołu.

Pogdybajmy przez chwilę. Jak przedstawiciele Śląskiego ZPN-u wypadną w pucharach? Kto dotrze do fazy ligowej?

- Bardzo ciężko gdybać, bo dziś to wróżenie z fusów. Zobaczymy po okienku transferowym i po losowaniu – wtedy będziemy mądrzejsi.

Zostańmy jeszcze na chwilę przy sukcesach, bo trzeba koniecznie przywołać powrót Czarnych Sosnowiec na królewski tron wśród pań!

- Tak jest! To czternasta gwiazdka w koronie Czarnych, a zatem klub dołączył do Ruchu i Górnika, którzy mają tyleż tytułów wśród panów. Od Sosnowca zaczęła się piłka nożna pań w naszym regionie, teraz znów wrócił na należne mu miejsce. Nie przypadek, że ma w swej akademii wiele reprezentantek Polski do lat 17 czy 19. Podobnie to zresztą wygląda w GieKSie, a przykład Rekordu i innych klubów kobiecych pokazuje, że piłka w regionie dynamicznie się rozwija.

W Niemczech pojawiła się w końcówce sezonu pierwsza kobieta w roli trenera zespołu Bundesligi. Myśli pan, że na przykład Karolina Koch, świętująca od lat sukcesy z podopiecznymi w GKS-ie, mogłaby zostać prekursorką w polskiej ekstraklasie?

- Trudno mi oceniać warsztat pani trener. Sam jestem ciekaw, czy ona by tego chciała. Zakładam bowiem, że całkiem inaczej się pracuje z kobietami, niż z mężczyznami. Nie wiem też, czy polskie kluby by się z tym pogodziły, że na czele męskiej drużyny stoi kobieta. Ale oczywiście życzę Karolinie Koch jak najlepiej. Może rzeczywiście będzie tą, która przekroczy ten Rubikon w Polsce?

Porozmawiajmy chwilę o lokalnej piłce. Jak pan – po drugim roku funkcjonowania w nowej formule – ocenia IV i V ligę, czyli – w związkowej terminologii - 1. i 2. Ligę Śląską?

- Bardzo cieszy poziom rozgrywek, emocje, wiele ciekawych meczów i wiele bramek na obu tych szczeblach, co zresztą może pan sam potwierdzić, będąc stałym bywalcem na spotkaniach 1. Ligi Śląskiej - InterHall. Moim zdaniem rozgrywki mogłyby być jeszcze atrakcyjniejsze, gdybyśmy na szczeblu wojewódzkim prowadzili 1. Ligę Śląską i trzy klasy okręgowe. Reszta rozgrywek odbywałaby się w podokręgach, połączonych po cztery. Ale kluby tego nie chcą, więc zmian w najbliższych latach nie będzie. Ale skoro już do tych lokalnych zmagań przeszliśmy, muszę podziękować całej tej ogromnej rzeszy działaczy, pracujących społecznie. To są właśnie ci, którzy najbardziej wzięli sobie do serca przesłanie Świętego Jana Pawła II: „Kochajcie wszystko, co dobre, piękne i prawdziwe”. Bo taka jest ta piłka na tych najniższych poziomach klubowych. To po pierwsze. Po drugie – jakby na to nie patrzeć, my też napędzamy gospodarkę Śląska! Co weekend ludzi w 3,5 tysiącu drużyn wszystkich kategorii wiekowych, biorących udział w rozgrywkach organizowanych przez Śląski ZPN, trzeba przewieźć, dać im jeść, zapewnić sprzęt. To wymaga ogromnego nakładu pracy klubowych działaczy, trenerów i sędziów Śląskiego Związku Piłki Nożnej.

Trzy i pół tysiąca drużyn?! Ogromna liczba!

- No i dlatego mamy problemy, jeśli chodzi o szkoleniowców. Na tę liczbę w Śląskim ZPN przypada w tej chwili tylko 2598 zarejestrowanych i aktywnych trenerów. Niektórzy muszą prowadzić więcej niż jeden zespół! Dlatego wychodzimy z zupełnie nowym programem: w czwartej klasie liceów działających w ramach szkół mistrzostwa sportowego z klasami piłkarskimi organizujemy dla uczniów tych klas kurs trenerski UEFA C. Kończąc edukację szkolną, i zdając przy okazji egzamin końcowy takiego kursu, wchodzą od razu w dorosłość z tytułem trenera. Od września przyszłego roku rozpoczniemy także – tym razem na poziomie klasy trzeciej – kursy sędziowskie dla uczniów.

Regionalną inicjatywą jest także Śląska Akademia Piłkarska. Przybliży pan cel i sposób jej funkcjonowania?

- Chodzi o wyrównywanie szans dzieciaków z mniejszych ośrodków piłkarskich. Mamy szesnaście lokalizacji treningowych w różnych miejscach województwa śląskiego, gdzie trenuje ponad 300 dzieci z małych klubów. Przez dwa lata – dzięki regularnym zajęciom w tych miejscach, prowadzonym przez naszych związkowych trenerów – dokonujemy selekcji i wyłaniamy w kolejnych rocznikach 20 zawodników, przyjmowanych do naszej związkowej akademii. ŚLAP ma swój autorski program szkoleniowy. I mamy pierwsze tego rezultaty: wyróżniający się chłopcy z roczników 2010 czy 2011 trafili już do czołowych młodzieżowych akademii klubowych w regionie. Bez tego etapu pośredniego, zapewnianego przez związek, prawdopodobnie nigdy by w swych rodzinnych wioskach nie zostali zauważeni. Skauting nawet największych akademii nie zawsze jest w stanie wychwycić wszystkie talenty. Marzy mi się rozwój tego potencjału, jaki mamy na Śląsku; tak, aby był widoczny i na tle ogólnokrajowym. W CLJ U-17 mamy trzy zespoły (Górnik, Raków, GKS – dop. aut.), a potencjał piłkarski jest na sześć. To realny scenariusz, patrząc nie tylko na środki finansowe przeznaczane u nas na szkolenie, ale także na zapał ludzi przy tym pracujących.

Rozmawiał Dariusz Leśnikowski

Wśród panów trofeum wznieśli piłkarze Górnika Zabrze. Fot. Weronika Morciszek / Press Focus

Do śląskich triumfów swoją cegiełkę dołożyli też futsalowcy Piasta Gliwice. Fot. Marcin Bulanda / Press Focus

Henryk Kula, prezes Śląskiego ZPN-u. Fot. Łukasz Sobala / Press Focus

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się