Leksykon zarządzania klubem sportowym w Polsce, cz. II
SPORT I PARAGRAFY - felieton Roberta Kiłdanowicza
Kontynuując ubiegłotygodniowy wątek, dzisiaj omówię kwestię zarządzania klubem w domenie ekonomicznej. Z wymienionych przeze mnie poprzednio trzech obszarów zarządzania klubem ten wydaje się najważniejszy, ponieważ pozostałe dwa mogą niedomagać, tzn. funkcjonować nieprawidłowo zarówno pod względem sportowym jak i administracyjno-organizacyjno-prawnym, lecz załamanie kondycji finansowej klubu oznaczać będzie jego zagrożoną egzystencję. Truizmem byłoby stwierdzenie, że profesjonalne kluby działające w Polsce na zasadzie spółek kapitałowych powinny być samowystarczalne finansowo. Tak powinno być, jednakże w polskich warunkach kluby o charakterze komercyjnym wypełniają również wiele obowiązków społecznych wobec wspólnot obywatelskich, wśród których funkcjonują kreując i integrując obywatelską tożsamość lokalną, regionalną czy ogólnonarodową. Oznacza to, że takie kluby należy postrzegać nie tylko jako podmiot ściśle handlowy, lecz jako jednostkę wypełniającą ważne obowiązki socjalno-społeczne. Tyle tytułem wstępu do omówienia ekonomicznego obszaru zarządzania aktywnością klubu w Polsce.
Warto by było również trochę odmitologizować tę dziedzinę działania klubów, dlatego że wszyscy, również Nasi Czytelnicy są po części ekonomistami (co najwyżej nie zdają sobie z tego sprawy) zarządzającymi swoim portfelem, który w przypadku „życia ponad stan” spowoduje niechybnie kłopoty finansowe i potencjalne bankructwo. Tak również dzieje się z klubami, lecz - co ciekawe - mimo złożoności prowadzenia klubów sportowych w Polsce, wcale nie bankrutują one często. Ubiegłoroczne kłopoty Kotwicy Kołobrzeg (upadek/likwidacja) czy w obecnym sezonie problemy GKS Jastrzębie SA (upadłość) są raczej incydentami niż zapowiedzią fali bankructw.
Podstawowym i w zasadzie jedynym powszechnie dostępnym dokumentem podlegającym naszej analizie będzie sprawozdanie finansowe klubu najczęściej działającego w ramach spółki akcyjnej, rzadziej funkcjonującego jako spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, jak np. Polonia Bytom. Uzupełnieniem wiedzy o gospodarczym sposobie zarządzania klubami byłaby również finansowa dokumentacja, obejmująca tzw. wymagania kryteriów finansowych, składana do wniosku o licencję w PZPN czy ewentualnie UEFA, lecz to są już dane poufne, poddane ocenie przez właściwe komisje licencyjne tych regulatorów podczas przyznawania licencji rozgrywkowej. Te dwa typy dokumentów różnią się między sobą przede wszystkim tym, że sprawozdania finansowe składane m.in. do KRS dotyczą czasu przeszłego, a finansowe dokumenty na potrzeby licencji dotyczą przyszłych zdarzeń finansowych. Oznacza to zasadniczą różnicę w ocenie aktywności ekonomicznej klubu, bo pierwsza jest analizą, jak klub gospodarował finansami, a druga jak zamierza nimi gospodarować w czasie przyszłym.
Dla dokonania wiarygodnej oceny zarządzania finansami klubu należy prześledzić trzy wskaźniki ze sprawozdania finansowego, tj. rachunek zysków i strat, bilans i kapitał (fundusz) podstawowy. Odpowiedzą nam one w sposób wiążący, ile zarobił klub i na co wydał pieniądze. Czy spółka jest bogata, czy może zadłużona? W końcu jak spółka/klub zarządza swoim kapitałem, czy go „przejada”, czy kapitał potrafi przynosić zysk? Jest to istotne z tego powodu, ponieważ jak wykazał raport UEFA The European Club Finance and Investment Landscape 2025 (omawiałem go w felietonie „Wiwat puchar biedronki”, 21-22 marca 2026) 11 klubów polskiej ekstraklasy (sic) ma ujemny kapitał własny, co mniej więcej oznacza, że w zasadzie wszystkie generują stratę w sezonie rozgrywkowym, oprócz tych, które występują w europejskich pucharach. Jestem przekonany, że w aktualnym sezonie sytuacja będzie analogiczna. Pal licho, jeśli te kluby posiadają prywatnych właścicieli, bo to ich suwerenna decyzja stanowi w jakiej wysokości i jak długo dokapitalizowuje spółkę/klub. Ale kluby/spółki publiczne wydają nie swoje, tylko publiczne pieniądze. Poza tym wart odnotowania jest fakt, że w ostatnich sezonach uczestnictwo w rozgrywkach europejskich jest faktycznie zarezerwowane dla klubów prywatnych, a nie publicznych. To właśnie również z tych przyczyn, że kapitał prywatny jest sprawniejszy w zarządzaniu tymi klubami, efektywniejszy w obrocie ekonomicznym oraz we wdrażaniu w życie mechanizmu koszt-efekt.
Choć zarządzanie domeną ekonomiczną wydaje się wysoce skomplikowaną materią, wcale taką nie jest. Musi to być jednak obszar zawiadywany racjonalnie, bez przekraczania aksjomatycznych zasad finansowania spółki, jakimi są: brak życia ponad stan, zrównoważenie wydatków z przychodami, co wcale nie oznacza braku zadłużania się spółki/klubu. Powinno być jednak ono na tyle bezpieczne, żeby nie obniżało zdolności operacyjnych klubu (nadmiernego zadłużania się, deficytu wydatków bieżących). Dodatkowo polskie kluby, zwłaszcza te o kapitale publicznym, doinwestowują spółki zazwyczaj poprzez emisję akcji, aby zabezpieczyć ich budżet, jednocześnie powodują wzrost kapitału podstawowego do niebotycznych rozmiarów. Kuriozum takiej sytuacji polega na tym, że tych środków nie ma w tych spółkach. Nie polemizując z taką praktyką, bo ona taka jest, ważniejsze jest jak postrzega taką sytuację potencjalny inwestor prywatny i za jaką cenę kupuje on akcje klubu. Jeśli cena akwizycji klubu/spółki jest inna, zazwyczaj niższa od wartości nominalnych akcji, oznacza to wprost, że środki finansowe w klubie są najzwyczajniej w świecie „przepalane”. Prywatny kapitał gwarantuje gospodarne wydatkowanie takich środków przez kluby, tylko samorządy lokalne (najczęstszy właściciel publiczny klubów) nie chcą sprzedać takich klubów niewiarygodnemu właścicielowi prywatnemu, obawiając się skutków politycznych, czyli upadku takiego klubu. Trzeba przyznać, że to są poważne i realne argumenty samorządów lokalnych, które należy wziąć pod uwagę. Wiarygodną formułę takiego przejęcia należy jednak wypracować. Jest od tego cały system zabezpieczeń, poręczeń, gwarancji i abdykowanie od podstawowej idei, że kluby powinny być własnością prywatną, jest tanią wymówką oraz przepisem na marnotrawienie środków publicznych.
_______________________________________
* Robert Kiłdanowicz jest doktorem nauk prawnych. W przeszłości występował m.in. w I-ligowych (wg dzisiejszego nazewnictwa ekstraklasowych) zespołach Stomilu Olsztyn, Widzewa Łódź czy Śląska Wrocław
Oby ostatnie problemy postawionego w stan upadłości GKS-u Jastrzębie nie były zapowiedzią fali bankructw. Fot. Mateusz Sobczak/PressFocus
