Lekko, łatwo, nieprzyjemnie

KONTROWERSJA KOLEJKI

Zabrakło Adrianowi Siemieńcowi wyczucia momentu, w którym przekroczył cienką czerwoną linię... Fot. Krzysztof Porębski / Press Focus

Lekko, łatwo i... nieprzyjemnie przegrała Jagiellonia w Krakowie. Równie lekko – trudno było nie odnieść takiego wrażenia – Adrian Siemieniec potraktował temat swych niedozwolonych kontaktów ze środowiskiem sędziowskim. Zbyt łatwo przeszedł nad nim do porządku dziennego. I zrobiło się nieprzyjemnie...

Trener Białostoczan przed meczem w Krakowie dostał od właściciela praw telewizyjnych do ekstraklasy „pięć minut” nie tyle na wyłożenie swych racji – bo to zupełnie niewłaściwe słowo w tych okolicznościach – co raczej na proste „wybaczcie”. Wobec ligowych rywali, ale przede wszystkim – wobec milionów kibiców, którym skóra cierpła i zbierało się na wymioty na myśl o możliwości powrotu do czasów, w których robieni byli w balona. Swoją drogą kuriozalny film sędziego Kamila Arkadiusza Wójcika na portalu X, miast – jak sobie to pewnie wyobrażał – łagodzić nastroje, dolał oliwy do ognia, zawierając potwierdzenie „dealów” między piłkarzami a sędziami (w kwestii „czyszczenia się” z kartek).

To jednak tylko dygresja.

Ważniejsze w ów piątkowy wieczór były słowa samego Siemieńca. „Mam świadomość tego, że wysyłanie tej wiadomości było niepotrzebne i był to błąd. Nie miałem w tym żadnych złych intencji, ale sposób komunikacji, który wybrałem, był niepotrzebny. Ta sytuacja bardzo dużo mnie nauczyła i na pewno mogę obiecać, że to się już nie powtórzy, niczego takiego w przyszłości nie zrobię” - powiedział dziennikarzowi szkoleniowiec.

Niby trochę skruchy, niby szczypta żalu, ale raczej z tego tytułu, że został ślad po korespondencji („sposób komunikacji, który wybrałem, był niepotrzebny”), a nie z samej próby pójścia na skróty, postawienia swej drużyny w sytuacji korzystniejszej niż rywale w walce o wicemistrzostwo.

Czujecie różnicę?

60 godzin kibice ekstraklasy – lub szerzej: polskiej piłki - „mielili” wygłoszone przez szkoleniowca Jagi exposee. Siemieniec – przez swą mozolną drogę na szczyt, i ludzką (a na dodatek zazwyczaj uśmiechniętą) twarz – wzbudzał sympatię daleko poza Białymstokiem (i rodzinną Czeladzią). Brak pokory wobec pożaru, pod jaki sam podłożył ogień, bez wątpienia zabrał mu całe grono zwolenników.

A taki był ładny, amerykański...

Co gorsza; być może zabrał też ligowemu futbolowi spore grono fanów, przerażonych perspektywą powrotu starych demonów spod szyldu „Fryzjera” (ponoć było ich 711...).

60 godzin – tyle potrzebował Adrian Siemieniec na rzeczywistą refleksję. Na kolejne – już zdecydowanie niekontrowersyjne - oświadczenie (jego pełna treść – w aplikacji „Sportu”). Jest w nim – prócz rachunku sumienia, żalu za grzechy, szczerej spowiedzi i mocnego postanowienia poprawy – także najbanalniejsze, ale najbardziej oczekiwane słowo: „przepraszam”.

Czas leczy rany. Jednak nie od razu...

Dariusz Leśnikowski

OŚWIADCZENIE ADRIANA SIEMIEŃCA

„Do całej piłkarskiej społeczności w Polsce.

Ostatnie dni są trudne, bardzo trudne. Wyjątkowo trudne dla mojej rodziny, dla mnie, dla całej Jagiellonii, ale myślę też, że dla całej piłkarskiej społeczności w Polsce. Fakty są jednak takie, że gdyby nie mój brak rozwagi i odpowiedzialności, tych trudnych dni by nie było. I w tym oświadczeniu nie chodzi o to, co mówią przepisy czy konsekwencje, na który paragraf się powołujemy i jak prawo reguluje to, co się wydarzyło. O tym, jak już wspomniałem przy okazji meczu z Wisłą Kraków, zadecyduje Komisja Ligi. To oświadczenie ma być przede wszystkim refleksją człowieka, który mimo braku jakichkolwiek złych intencji ma świadomość, że popełnił błąd.

Mam świadomość, że nie powinienem zachować się w ten sposób, i naprawdę bardzo żałuję tego, co się stało. Jestem sobą rozczarowany i wiem, że zawiodłem wielu ludzi. Przede wszystkim jednak zawiodłem sam siebie. Mój brak odpowiedzialności naraził na cierpienie całą moją rodzinę, a przede wszystkim moją żonę. Kobietę, która była i jest ze mną zawsze. Nie tylko w chwilach chwały, kiedy wygrywam, ale przede wszystkim wtedy, kiedy upadam - jak teraz. Swoim zachowaniem naraziłem swój klub i swoich kibiców na straty wizerunkowe, a zaufanie całego piłkarskiego środowiska do mnie wystawiłem na ogromną próbę. Dlatego przepraszam. Po prostu, po ludzku, przepraszam.

Przepraszam swoją rodzinę. Przepraszam swoich zawodników, sztab, kibiców, klub i całą jagiellońską społeczność. Przepraszam kibiców wszystkich klubów oraz wszystkie kluby. Przepraszam swoich kolegów trenerów, z którymi na co dzień rywalizuję na boisku o ligowe punkty. Przepraszam władze piłkarskiego związku i Ekstraklasy. Przepraszam wszystkich sędziów i całe środowisko sędziowskie. Przepraszam wszystkich, którzy poczuli się rozczarowani, a którym zależy na dobru polskiej piłki.

Chciałbym również osobiście odnieść się do tego, co działo się w przestrzeni medialnej i internetowej. Przede wszystkim pragnę bardzo podziękować osobom, które udzieliły mi wsparcia. Rozumiem również tych, którzy mnie krytykowali. Zasłużyłem na słowa krytyki. Trudno mi jednak przejść obojętnie obok hejtu, który wylewa się na mnie i moją rodzinę. Popełniłem błąd i zasługuję na krytykę, ale nie na hejt i publiczny lincz. Ta granica została przez wielu ludzi przekroczona.

Czasu już nie cofnę, niestety. Chociaż na pewno bym chciał. Wnioski już wyciągnąłem, a jedyne, co mogę teraz zrobić, to wziąć odpowiedzialność za błąd i ciężko pracować nad odbudowaniem zaufania całego piłkarskiego środowiska w Polsce. Obiecuję, że zrobię wszystko, żeby tak się stało.”






Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Masz już dostęp? Zaloguj się