Legio: padłaś, powstaniesz?

Prawie całą rundę spędzili poza strefą spadkową. No i… co z tego?

Legia Warszawa w sytuacji podbramkowej. Czy (od lewej) Wojciech Urbański, Paweł Wszołek, Marco Burch i Mileta Rajović oraz ich koledzy wezmą się w garść. Fot. PAP/Leszek Szymański

Koniec ligowego roku dla Legii. Można zastanawiać się jakie uczucia towarzyszą piłkarzom, trenerom, kibicom warszawskiej drużyny? Śmiem twierdzić, że najdobitniej wyraziłoby stan ducha głośne „uff”… Ulga, że wreszcie to się skończyło, mimo że przed Legią czarna noc. Trzeba się jednak zatrzymać, żeby widzieć, w którą stronę pójść… Tylko przerwa, tylko nowe rozdanie może coś w sytuacji stołecznego klubu zmienić. W przypadku Legii to rzeczywiście nieodzowne. Tak właśnie musi się stać. Wiosną pojawi się nowy trener, więc nastaną nowe porządki. Marek Papszun to w polskich warunkach trener renomowany. Czy zdoła pożar ugasić?

Zawód

Problem jest głęboki. Przetasowania nic nie dają. W drugim meczu z Piastem nie zagrali Vinagre i Kapuadi – gracze renomowani, wiele umiejący, ale jednak ostatnio ewidentnie bez formy. Nic to nie zmieniło. Wielu zresztą zawodziło, należałoby zadać pytanie kto nie zawodził? Co może powiedzieć o sobie choćby Mileta Rajović, który w obu ostatnich meczach z Piastem mógł sprawić, że wynik byłby odwrotny… Rozbawiło mnie pytanie w przerwie: co pan chciał zrobić w tej akcji sam na sam? – pytał reporter przed kamerami. Strzelić gola – odparł kwaśno napastnik. To był symboliczny mikrodialog. Trener Inaki Astiz chciał coś zmienić, wierzył, że rok zakończy się dobrze, jeśli w ogóle wypada użyć tego słowa – czyli zwycięstwem. Legia była jednak na to zbyt słaba.

Trochę to zaskakujące, że Hiszpanowi się nie udało - to pozytywny, otwarty na innych człowiek, wydawało się, że z odpowiednią wiedzą i autorytetem. Coś jednak nie wypaliło…Co właściwie? Wiele, ale na plan pierwszy rzuca się, że nie udało się znaleźć w drużynie człowieka, który umiałby zatrzymać tę postępującą degrengoladę, który okazałby się liderem na trudne czasy, który porwałby drużynę za sobą. Zawiedli ci, którzy zdążyli się w Legii ugościć, ale i ci, którzy dopiero przyszli i wiele się po nich spodziewano.

Inny problem Legii był taki, że grała czytelnie, że rzadko potrafiła rywali zaskoczyć. Zarówno w ostatnim meczu, jak i w całej rundzie. Słaba skuteczność też stała się symbolem tej ekipy, ledwie jakieś 6 procent strzałów zmieniło się w gole. – Robimy głupie rzeczy na boisku. Nie jesteśmy drużyną, nie jesteśmy zjednoczeni. Brakuje nam pewności siebie. Niektórzy zawodnicy, szczerze mówiąc, nie mają jaj, żeby grać w tej koszulce. I teraz wszyscy bierzemy za to odpowiedzialność, nie uciekniemy od niej – stwierdził przed kamerami dyrektor sportowy Fredi Bobić.

Rekord

Jeśli ktoś potrzebuje dobitnego dowodu kryzysu – proszę bardzo. Niechlubna passa dziesięciu meczów bez zwycięstwa z ery mezozoicznej, czyli z 1966 roku – została pobita. Wtedy zdarzyła się seria dziesięciu meczów bez wygranej. Po kolei: 1:1 z Szombierkami, 1:1 ze Stalą Rzeszów, 0:2 z Zagłębiem Sosnowiec, 0:2 z Cracovią, 0:0 z Pogonią, 0:3 z GKS-em Katowice, potem 0:3 z Chemie Lipsk w Pucharze Zdobywców Pucharów, 0:1 z Polonią Bytom aż wreszcie dwa remisy: rewanżowy – 2:2 z klubem z NRD i wreszcie 1:1 ze Śląskiem. Passę przerwało wtedy zwycięstwu 2:0 w Pucharze Polski z Olimpią Elbląg. Warto przy tym pamiętać, że to nie była personalnie przeciętna ekipa. Na boisko – choćby w meczu z Lipskiem – wychodzili Brychczy, Apostel, Blaut, Żmijewski, Grotyński…

Teraz jest trudniej: półtora miesiąca Legii po wygranej w Krakowie z Szachtarem przemieniło się w koszmar: 0:0 z Lechem, 1:2 z Pogonią w Pucharze Polski, 1:1 w Łodzi z Widzewem, 1:2 w Celje, 1:2 z Niecieczą, 2:2 z Lechią, 0:1 ze Spartą Praga, 1:1 w Lublinie z Motorem, 0:2 w Gliwicach z Piastem, 1:2 w Erywaniu z Noah i wreszcie teraz 0:1 z Piastem u siebie. Bliżej spadku trudno być - szczęście Legii, że tyle kolejek do końca. Poprzednio spadła z ekstraklasy jeszcze przed wojną w 1936 roku. Jej fatalnym błędem byłoby uważanie, że to nie może znowu się zdarzyć.

Dotąd nigdy na tak zaawansowanym etapie sezonu sytuacja warszawskiej ekipy nie była tak dramatyczna. A nikt tej drużynie ręki nie poda, nie pomoże jeśli… sama sobie nie pomoże.

Winny

„Mioduski, od lat klęską Legii jest to, że rządzi nią taki nieudacznik jak ty” – wywalili fani transparent na Żylecie. To jak zwykle uproszczenie. Cóż, trybuny zawsze żądają prostych rozwiązań. Skomplikowane też w sumie mogą być. Byle Legia wygrywała.

Do tego na razie daleko.

Paweł Czado

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się