Legia po Gliwicach może się nie odkopać!
Rozmowa z trzykrotnym mistrzem Polski w barwach Wisły Kraków, obecnie pomocnikiem Avii Świdnik, która właśnie awansowała do ćwierćfinału Pucharu Polski
Piast przegrał w Pucharze Polski z Lechem, ale Legię, zdaniem naszego eksperta, może pokonać. Fot. Marcin Bulanda / Press Focus
NA KOLEJKĘ ZAPRASZA PATRYK MAŁECKI
Zanim przejdziemy do ekstraklasy, zapytam o wydarzenie tygodnia z pana udziałem, jakim jest sensacyjny awans Avii do ćwierćfinału Pucharu Polski, po wygranej z Polonią Bytom!
- Cieszymy się ogromnie, bo dwa razy z rzędu, rok po roku, wyeliminowaliśmy bytomian z Pucharu Polski. Jesteśmy szczęśliwi, bo to przecież mocny zespół, co pierwszoligowa tabela pokazuje.
Pana radość mąci fakt zobaczenia żółtej kartki eliminującej z kolejnego meczu?
- No właśnie. W czterech czy pięciu podbiegliśmy do naszych kibiców. To była euforia, emocje i tak naprawdę, jeśli sędzia pokazał mi kartkę, to powinien dać także czterem innym. Więc nie wiem, o co tu chodzi. Moim zdaniem sędzia zbyt pochopnie się zachował. Mam nadzieje, że klub się odwoła, bo ani nie zdjąłem koszulki, ani nie podbiegłem do kibiców Polonii. To był spontaniczny manifest naszego szczęścia, więc może komisja w PZPN spojrzy łaskawym okiem i będzie OK.
W ekstraklasie nie gra pan już od siedmiu lat. Liga się zmieniła, jest silniejsza, niż za czasów „Małego” ?
- Jest zdecydowanie silniejsza. Już nie przyjeżdża do nas zagraniczny szrot, tylko skauci sprowadzają do Polski coraz wartościowszych piłkarzy. Technologia poszła do przodu. A ostatnio nawet pomyślałem, że kiedy byłem osiem lat temu w Wiśle Kraków, w sztabie szkoleniowym pracowało pięciu trenerów, a teraz jest ich 14, 15, 16... Są analitycy, spece od przygotowania motorycznego, od napastników, pomocników, stałych fragmentów gry, rzutów z autu. Piłkarze zaś stali się atletami, mają większą świadomość celu. Dzięki temu piłka poszła mocno do góry. Poziom na pewno jest dużo wyższy.
Czyli warto pojawiać się na stadionach. Śledzić ekstraklasę w TV. Zapraszamy na ligę bez cienia wątpliwości?
- Zdecydowanie. Jest atrakcyjna, jest dużo emocji, ciekawych meczów. Zaskoczeniem pozytywnym jest Jagiellonia, od kilku lat grająca na wysokim poziomie, radząca sobie w lidze i w europejskich pucharach. Na pewno mamy w Polsce kilka drużyn na europejskim poziomie.
Drużyny z ubiegłorocznego TOP 4 ligi po słabym starcie odzyskują teren, wracają – poza Legią – do ligowej czołówki.
- To fakt. Jagiellonia, Raków I Lech na pewno będą się biły o mistrzostwo kraju. To nie ulega wątpliwości. Wysoko może być beniaminek z Płocka czy silna w tym sezonie, choć grająca z pomyłkami, Cracovia. Jest Górnik, jest Widzew, który sobie pozwala na reprezentacyjne krajowe i zagraniczne transfery. Liga jest wyrównana, różnice punktowe są niewielkie, ciężko powiedzieć, kto wygra. Ale czy ktoś wydrze złoto eksportowej trójce? Raczej nie.
W ostatnich tygodniach tematem przewodnim nie tylko w ekstraklasie jest casus „trenera - zamordysty” Marka Papszuna, który przestał kochać Raków, bo odwieczna miłość do Legii okazuje się silniejsza.
- Nie pracowałem nigdy z trenerem Papszunem, więc nie nazwałbym go zamordystą, ale dużo o nim usłyszałem. Zawodnicy czują do niego ogromny respekt. Ma być wszystko tak, jak on sobie życzy. Nikt nie może się odzywać, bo on jest szefem. Jak powie, że masz biegać lub stać tu, to masz tak robić. Ale przejął zespół w trzeciej lidze i w kilka lat zrobił z Rakowa mistrza Polski grającego w europejskich pucharach, czyli jego metody treningowe się sprawdzają.
Pan należał do najbardziej krnąbrnych piłkarzy w lidze. Wy, zawodnicy, potrzebujecie silnej ręki z biczem nad sobą? Prowadził pana kiedyś trener o podobnej do Marka Papszuna charyzmie?
- Jak wchodziłem jako młody chłopak do Wisły, to trenerem był Rumun Dan Petrescu, u którego się bardzo ciężko trenowało, pracowało. Miał charakter, charyzmę i nie tolerował leni. Miał zasadę, którą nam wpajał: jak ci na treningu będzie ciężko, to w meczu będzie łatwiej. Wielu to kupowało, pomogło im, ale niektórym zawodnikom przeszkadzało.
Na mizerną postawę w tym sezonie „gwiazd” z Łazienkowskiej trener Papszun będzie lekarstwem?
- Sam jestem ciekaw, jak legioniści z takim dużym ego - a wydaje mi się, że mają większe niż piłkarze Rakowa - zareagują. Podobno trener Papszun jest dobrym psychologiem, więc zobaczymy, czy po swojemu poukłada sobie Legię. W Częstochowie miał pełną swobodę, a czy będzie miał w Warszawie?
Ostatnia kolejka przed nami. Może bez hitu, za to z kilkoma bardzo interesującymi starciami.
- Ciekawym spotkaniem będzie ten mistrza Polski z Cracovią, która ostatnio wygrała w Kielcach. Bardzo interesującą zapowiada się mecz Rakowa z GieKSą. Nie wiem, czy można go nazwać derbami, ale w obu drużynach są zawodnicy, którzy grali w obu klubach. No i Lechia z Górnikiem, dopiero co grające ze sobą w Pucharze Polski. Myślę, że Lechia powalczy teraz o pełną pulę, skoro w przegranym PP nie wystawiła najlepszej jedenastki, jakby szykując wszystkie siły na zabrzańskich liderów w lidze. Ale Górnik z ciekawymi zawodnikami, dobrze grającymi i punktującymi, na pewno nie odpuści, chcąc się „podpiąć” przed wiosną pod puchary.
No i są Gliwice, a tam Piast grający z Legią. Jeśli Piastunki wygrają, to przy nieciekawych dla Legii wynikach na dole tabeli mogą wciągnąć wojskowych na zimę w spadkową otchłań!
- To zmieniam zdanie: w tym kontekście to najciekawsze spotkanie tej kolejki będzie w Gliwicach! Piast pod wodzą Daniela Myśliwca dwa mecze wygrał, raz przegrał, a Legia albo przegrywa, albo remisuje. No ale w końcu musi się obudzić. Ale jeśli Piast pogrąży Legię, to ona może się już nie odkopać po zimie.
Zbigniew Cieńciała
Fot. Kacper Paczocha / Press Focus
