Legia osiągnęła cel
Kiedy nie możesz zachwycić, przynajmniej utrzymaj się w grze.
Zawodnikom Legii po meczu z Djurgardens IF towarzyszyło uczucie niedosytu.
Zatykało ich
Legioniści zdają sobie oczywiście sprawę z nienadzwyczajnej gry w Szwecji. - Czujemy niezadowolenie, bo jesteśmy ambitną drużyną i nie lubimy przegrywać - przyznał Paweł Wszołek przed kamerami Polsatu. - Fazę ligową musimy ocenić przez pryzmat wszystkich sześciu meczów i wychodzimy z podniesioną głową. Zawsze jest sporo do poprawy, chcemy się rozwijać i jestem przekonany, że najlepsze momenty przyjdą wiosną - dodał piłkarz. - Spotkanie było szalone - zamknięty dach, po kilku minutach odpalone race i kilkanaście minut przerwy. Potem były problemy z widocznością, ale też oddechem, zatykało nas. Nie chcę szukać jednak wymówek.
Jan Ziółkowski wypowiedział się w podobnym tonie. - Oczywiście, czujemy niedosyt, mimo awansu z czołowej ósemki. Przecież pierwsze cztery mecze zagraliśmy na klasowym poziomie, nie straciliśmy bramki. W ostatnich dwóch spotkaniach potraciliśmy jednak aż nadto. Cieszymy się z awansu, ale musimy wyciągać wnioski z takich meczów, bo w wielu fragmentach mogliśmy grać lepiej. Mieliśmy fazy, w których traciliśmy zbyt dużo piłek. Gospodarze to wykorzystywali, skutecznie nas kontrując. Po trzecim golu Szwedów było nam już ciężko zdobyć kolejną bramkę.
Robota wykonana
W charakterystycznym dla siebie stylu wypowiedział się szkoleniowiec Legii. - Dla mnie ten awans to tylko osiągnięcie celu. W mojej dotychczasowej karierze trenerskiej osiągnąłem wszystkie cele. Ten jest kolejny. Nie umiem cieszyć się z porażki, ale jestem bardzo dumny z drużyny . Zespół zanotował ogromny progres mentalny, drużynowy, indywidualny. Wykonaliśmy po prostu swoją robotę - ocenił po spotkaniu Goncalo Feio i… trudno nie przyznać mu racji.Szkoleniowiec uważa, że jego drużyna dobrze weszła w to spotkanie. - Nie chcę mówić, że przymusowa przerwa nam przeszkodziła. Straciliśmy bramkę po powrocie do gry. Warunków gry się nie wybiera, jako trenerzy nie mamy na to wpływu. Byliśmy jak najlepiej przygotowani, ale nasz poziom piłkarski mógł być momentami lepszy - przyznał Feio.
To akurat zabawne
Jak wiadomo, kibice gospodarzy zadymili cały stadion, przez co widoczność zmalała właściwie do zera. Dopiero po niespełna kwadransie sędzia wznowił zawody, choć warunki nadal nie należały do komfortowych. Podczas przekazu transmisyjnego nie było zbyt wiele widać. Z pewnością Djurgardens poniesie za to zasłużoną karę. Z obozu Legii dochodzą krytyczne wobec całej sytuacji głosy. „Otrzymaliśmy informację, że Legia zamierza mocno reagować w UEFA na tak długie przerwanie meczu i warunki, w których przyszło grać po jego wznowieniu” - przekazał portal legionisci.com. Ciekawe, czy klub będzie reagować równie mocno, gdy w przyszłym roku fani Legii będą zadymiać stadion przy Łazienkowskiej. Patrząc w przeszłość, trudno mieć wątpliwości, że podobne wydarzenia, oprawy i inne tego typu dyrdymały będą w Warszawie miały miejsce. Chciałbym się jednak mylić.
Paweł Czado
