Legendarna mekka
Z DRUGIEJ STRONY - Bogdan Nather
Od tamtego spotkania upłynęło 55 lat, a ja wielokrotnie gościłem na śląskim gigancie, najpierw w charakterze kibica, a potem dziennikarza. Przeżyłem na nim wiele wspaniałych, wzruszających chwil. Nie dbam o to, czy narażę się kibicom, czy dziennikarzom ze stolicy, dla mnie mekką polskiego futbolu do końca życia pozostanie Stadion Śląski, a nie Stadion X-lecia w Warszawie, czy postawiony na jego miejscu PGE Narodowy. Wiem, co mówię i piszę, wystarczy prześledzić historię tego legendarnego obiektu i ile reprezentacja Polski w piłce nożnej mu zawdzięcza. Gwoli przypomnienia – to w Chorzowie Biało-czerwoni prowadzeni przez Czesława Michniewicza zapewnili sobie w 2022 roku przepustkę do finałów mistrzostw świata w Katarze, pokonując w finale baraży 2:0 Szwecję dzięki trafieniom Roberta Lewandowskiego i Piotra Zielińskiego. Czy potrzeba więcej argumentów, by ten obiekt w pewnym sensie uznać za magiczny?
Z natury – i chyba również z przyzwyczajenia – jestem przeciwny wszelakim monopolom. Nie widzę zatem powodów, by takowy miała PGE Narodowy w Warszawie na organizowanie WSZYSTKICH meczów z udziałem piłkarskiej reprezentacji Polski. Tym bardziej, że nie został on wybudowany tylko z podatków mieszkańców stolicy, ale całej Polski, więc irytują mnie wynurzenia niektórych „mędrców”, że tylko stadion w Warszawie jest godny gościć Biało-czerwonych. Ich język jest szybki jak koń wyścigowy, sęk w tym, że nie zauważyli, że biegną poza torem. Tym, którzy będą próbowali zbić mnie z tropu i zapytać, czy nadążam za nimi, odpowiadam – tak, nadążam, jak pies myśliwski.
Teraz mała powtórka z historii. W ubiegłym roku reprezentacja Anglii regularnie korzystała z stadionu Wembley w Londynie i tylko spotkanie towarzyskie z Bośnią i Hercegowiną rozegrali na St. James' Park w Newcastle. Ale wiadomo, że Anglicy to najbardziej zatwardziali konserwatyści jeżeli nie na świecie, to na pewno w Europie.
Tacy „pryncypialni” nie byli już Niemcy, którzy w Lidze Narodów grali w Duesseldorfie (5:0 z Węgrami), Monachium (1:0 z Holandią) i Freiburgu (7:0 z Grecją), natomiast towarzyskie potyczki rozgrywali we Frankfurcie nad Menem (2:1 z Holandią), Norymberdze (0:0 z Ukrainą) i Moenchengladbach (2:1 z Grecją).
Tą samą drogą podążyli Włosi, grając w Lidze Narodów z Belgią (2:2) w Rzymie, z Izraelem (4:1) w Udinese, z Francją (1:3) w Mediolanie, zaś towarzysko zagrali z Bośnią i Hercegowiną (1:0) w Empoli. Można? Można! Rezygnacja ze stadionowego monopolu jeszcze nikogo nie zabiła, ja przynajmniej nie słyszałem o takim przypadku.
P.S. W sensie przenośnym „mekka” oznacza miejsce o szczególnie dogodnych warunkach do rozwoju jakichś zainteresowań, przyciągające szeregi miłośników i znawców jakiejś dziedziny.
