Legenda topniejącego śniegu
Z DRUGIEJ STRONY – Piotr Tubacki
Gdy spada pierwszy śnieg, drogowcy są w szoku, a ci, którzy jeszcze nie zmienili letnich opon na zimowe, zbierają się w popłochu do wulkanizatora. Zima zaskakuje też środowisko piłkarskie. Na niektórych stadionach opady białego pieroństwa udało się opanować, poszły w ruch łopaty i tak w minionej kolejce zagrano w Niecieczy, w Rzeszowie czy w Chorzowie. Ale kwestią czasu było, aż gdzieś śniegu napada tyle, że meczu nie uda się rozegrać. I wtedy padnie hasło owiane legendą, dotyczące jeszcze bardziej legendarnego mechanizmu obecnego na najnowocześniejszych arenach piłkarskich – co z systemem podgrzewania murawy?
Są w świecie rzeczy, które nie są takie, jak się na pierwszy rzut oka wydaje. Powtarzane są mity, które nie są prawdą. Alkohol w piwie nie bierze się z chmielu, ale ze słodu. Stolicą Australii nie jest Sydney, lecz Canberra. Pies nie widzi na czarno-biało, tylko ma te kolory wyblakłe. Globalne ocieplenie nie wyklucza mrozu w kwietniu, a Śląsk nie był nigdy pod zaborami. Fakty. Tak jak to, że system podgrzewania murawy nie służy do stapiania śniegu. Ma trochę niefortunną nazwę, bo może lepiej by brzmiał system ochrony murawy? A może po prostu warto przypomnieć, o co w tej technologii chodzi.
A chodzi o wspomnianą ochronę trawnika. System ów ma na celu wytworzenie milusiej podusi zabezpieczającej boisko przed nieprzyjaznymi temperaturami poprzez zagwarantowanie temperatury optymalnej. Parę stopni grzane od dołu. Ma ochronić warstwę wegetacyjną czy glebę, by trawa za szybko nie weszła w stan wegetacji, co mogłoby spowodować tzw. zadarnienie, czyli po prostu zniszczenie wskutek wyrywanych kęp. Jeśli z nieba spadnie cieniutka warstwa śnieżku, to okej, system może pomóc się go pozbyć, ale jeśli centymetrów będzie kilkanaście (czyli wciąż niedużo), to jak niby miałoby to zadziałać? Przecież murawa nie może być kaloryferem, bo trawa zostałaby żywcem spalona i wtedy dopiero by się porobiło. Już pomijam fakt, że przy bardziej intensywnych opadach śniegu, ten zamieniłby się w wodę, zalałby boisko i tyle byłoby z grania. Woda też musi zejść do tych drobnych rureczek systemu odwadniającego, a pamiętacie zapewne liczne mecze odwołane właśnie z powodu mini powodzi. Natomiast jeśli miałoby to być robione stopniowo i z odpowiednim zabezpieczeniem boiska, to przecież... trwałoby to całymi dniami. Spójrzcie, jak długo utrzymują się pojedyncze kupki śniegu przed domem, gdy temperatura jest na plusie.
Ano i jeszcze jedna sprawa – działanie systemu podgrzewania murawy cholernie dużo kosztuje. To kwoty idące w dziesiątki tysięcy złotych, więc po prostu... bardziej opłaca się poprosić kilku krzepkich gości, żeby zakasali rękawy i odgarnęli nieproszonego spadochroniarza. Stety czy niestety, w 2025 nadal najlepszą metodą odśnieżania jest chłop z łopatą. Równouprawnienie płci (tutaj już na pewno niestety) się w tej kwestii nie sprawdza, no ale z drugiej strony... odśnieżanie jest całkiem fajne. Sam pamiętam, jak w juniorskich czasach na naszym A-klasowym boisku – murawę przywieźli z Narodowego, serio! – trzeba było odśnieżyć przed treningiem. Tylko że nie mieliśmy łopat, więc wzięliśmy... przenośne bramki w rozmiarze halowym, którymi sunęliśmy po nawierzchni, by poprzeczką pozbywać się śniegu. Czego to się nie robi, żeby pograć trochę w piłkę? No ale nasze nogi nie były ubezpieczone na grube tysiące...
