Lechia na czele!

Kolejna wygrana Gdańszczan i w efekcie pozycja lidera. Spotkanie z Unią było arcyciekawe.

Dwie bramki Bartosza Bidy nie pomogły Unii w starciu na Gdańsk Arena. Fot. Piotr Matusewicz/Pressfocus.pl

W meczach z udziałem Biało-zielonych pada w tym sezonie rekordowo wiele bramek. Pod koniec sierpnia sześć goli w starciu z Polonią Warszawa - wygranym 4:2 - potem jeszcze więcej, bo osiem trafień w rywalizacji ze Stalą Mielec, rekordowe 7:1, a wreszcie rekordowa przegrana w Pucharze Polski w środę u siebie z Jagą - 0:6. Wiele goli padło też w sobotę w ciekawym i emocjonującym starciu z beniaminkiem ze Skierniewic.

Bramka za bramkę

Wiele nie brakowało, a Unia, jak Białostocczanie przed kilkoma dniami, wyjechałaby znad morza z wygraną. Spotkanie zaczęło się dla niej znakomicie, bo już po kilku minutach na listę strzelców wpisał się Bartosz Bida. Zawodnik z ekstraklasową przeszłością wykorzystał koszmarny błąd Kacpra Łopaty przy wyprowadzeniu piłki, którą obrońca Lechii mu… podał. Gdańszczanie w tym elemencie zachowywali się jakby dopiero co uczyli się grać. Popełniali karygodne błędy, a po kilkunastu minutach na listę strzelców mógł się wpisać Damian Gąska. Futbolówka po jego strzale została jednak na szczęście dla gospodarzy zablokowana i skończyło się na rożnym.

W spotkaniu cios za cios wyrównał Vladislav Blanuta. Wysoki rumuński napastnik wykorzystał znakomite dośrodkowanie z lewej strony w wykonaniu innego z bohaterów spotkania na Gdańsk Arena, Ukraińca Artura Szacha. Blanuta powoli zaczyna wchodzić w buty Tomasa Bobcka, który przecież w poprzednim sezonie był królem strzelców ekstraklasy. Na przerwę w tym ciekawym spotkaniu goście schodzili z prowadzeniem. Julian Kamiński znakomicie uruchomił z przodu Bidę, a ten w sytuacji sam na sam nie dał szans Axelowi Holewińskiemu.

Tak powstaje zespół

Po przerwie na boisku rządził już ekstraklasowy spadkowicz. Najpierw po świetnym wolnym – zegarmistrzowskie podanie w punkt Samuela Kopaska – wyrównał Blanuta, a w końcówce decydujący cios zadał harujący przez całe spotkanie Szach. Świetnie znalazł się w polu karnym i płaskim strzałem pokonał bramkarza Unii (asysta Tomasza Wójtowicza). Beniaminek wcześniej miał swoją znakomitą okazję, ale w nogi Holewińskiego trafił Antoni Burkiewicz. 

– Nie zgadzam się z opinią, że wynik jest lepszy niż nasza gra. Graliśmy z bardzo jakościowym rywalem, to jedna z lepszych prac trenera w lidze. Jestem pewien, że od następnego meczu zaczną wygrywać. Jeśli chodzi o nas, to mieliśmy siedmiu piłkarzy, którzy grali w poprzednim meczu i mieliśmy krótką przerwę. Piłkarze rozumieli, że rywal jest agresywny w pressingu. Stworzyliśmy wiele sytuacji, a bramki które straciliśmy to przypadek. Drużyny budują  się w takich sytuacjach, kiedy się przełamujesz. Tymi momentami powstaje zespół – komentował po ciekawym spotkaniu Władysław Łupaszko, szkoleniowiec Lechii.

(zich)   

 OCENA MECZU⭐ ⭐ ⭐ ⭐

◼ Lechia Gdańsk - Unia Skierniewice 3:2 (1:2)

0:1 – Bida, 4 min, 1:1 – Blanuța, 24 min, 1:2 – Bida, 40 min, 2:2 - Blanuța, 69 min, 3:2 – Szach, 84 min

LECHIA: Holewiński - Kopasek, Łopata, Beskorowajnyj, Małow - Wójtowicz, Adkonis (66. Iwanow), Neugebauer (45. Szczepankiewicz), Dodaj (66. Sonko) - Blanuța, Szach. Trener Władysław ŁUPASZKO.

UNIA: Pruszkowski - Mierzwa, Kamiński, Stępień, Straus, Szmyd - Burkiewicz (78. Kosior), Bieroński (88. Toporkiewicz), Dudek (85. Mularczyk), Gąska (78. Wolsztyński) - Bida (85. Kalisz). Trener Kamil SOCHA.

Sędziował Piotr Idzik (Poznań). Widzów 5964. Żółte kartki: Adkonis, Beskorowajnyj - Stępień.

 


Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się