Lawa emocji

Trio 3xS, czyli Rafał Szymura – Artur Szalpuk – Kewin Sasak, mocno wspierane przez pozostałych zawodników, sprawiło, że Polacy zaliczyli sukces, który nie przyszedł łatwo.

Siatkarze roześmiani od ucha do ucha, ale trudno im się dziwić, w końcu pokonali groźnych Japończyków! Fot. Volleyballworld

LIGA NARODÓW

Siła mentalna zadecydowała o wygranej Biało-czerwonych w drugim spotkaniu Ligi Narodów z Japonią w chińskim Xi'an. Pierwsza i ostatnia odsłona kończyły się grą na przewagi, dwie pozostałe były równie ciekawe, ale z przewagą jednej i drugiej drużyny. Po dniu przerwy polscy siatkarze zagrają z Turcją, a potem z Serbią i, jak sami deklarują, chcą opuścić Chiny z kompletem zwycięstw. Zobaczymy, czy im się to uda.

Nikola Grbić, sprawia wrażenie niesłychanie spokojnego trenera, ale są momenty, kiedy i jemu się udzielają emocje. A w meczu z Japonią ich nie brakowało. Jeszcze przed wyjazdem do Chin trener zapowiedział, że wszyscy reprezentanci otrzymają szansę gry w dłuższym wymiarze czasowym. Stąd też w podstawowym składzie przyjmujący Michał Gierżot, atakujący Aleksiej Nasewicz, środkowi Szymon Jakubiszak i Jakub Nowak oraz libero Jakub Hawryluk. Szybko się jednak okazało, że trzeba dokonać retuszy w składzie, by utrzymać odpowiedni rytm meczowy oraz kontakt punktowy. Gierżot w pierwszym secie psuł zagrywki, po atakach posyłał piłkę w aut i przy stanie 10:14 opuścił boisku. Jego miejsce zajął Artur Szalpuk i znów udowodnił, że można na nim polegać. W kluczowych momentach zdobywał cenne punkty. Natomiast w emocjonującej grze na przewagi w czwartej odsłonie, „trzymał” wynik. Kiedy w inauguracyjnej partii Biało-czerwoni przegrywali 17:21, serbski szkoleniowiec zdecydował się na podwójną zmianę i na boisku zobaczyliśmy rozgrywającego Łukasza Kozuba oraz Kewina Sasaka. Ten drugi, jak się nieco później okazało, od drugiego seta grał już od pierwszej akcji.

Trio 3xS, czyli Szymura – Szalpuk – Sasak, mocno wspierane przez pozostałych zawodników, sprawiło, że po raz kolejny odnieśliśmy sukces, ale nie przyszedł on łatwo. Największą bolączką naszego zespołu były pomyłki w polu serwisowym – Japończycy tym elementem zyskali 6 punktów. Biało-czerwoni popełnili aż 29 błędów, zaś rywale byli o cztery gorsi. Naszym największym atutem była gra blokiem. Aż 14 razy zatrzymaliśmy rywali, a oni nas tylko trzy i to w końcowych fragmentach.

Mecz trwał dwie godziny bez dwóch minut, zaś ostatni set aż 44 minuty. Pierwszy też był pełen emocji, choć znacznie krótszy (27 minut). W tej pierwszej odsłonie Japończycy byli skoncentrowani, od początku agresywni w ataku i dzięki temu szybko wypracowali sobie kilka punktów przewagi. O zmianach już wspominaliśmy – przyniosły nam korzyści, ale Azjaci po autowym ataku Sasaka prowadzili już 24:20. Wydawało się, że tę odsłonę trzeba będzie spisać na straty. A tymczasem nasi siatkarze obronili cztery piłki setowe, głównie za sprawą trzech skutecznych bloków oraz ataku Szymury. Decydujące punkty zdobył Jakubiszak atakiem oraz blokiem.

Poirytowany trener Laurent Tillie dokonał roszad w składzie, a potem ciągle dokonywał zmian, bo gra jego zespołu mocno falowała. W kolejnych dwóch odsłonach emocje nieco opadły. Japończycy po przegranej na przewagi byli wyraźnie załamani i nie potrafili się zebrać, wyraźnie ustępując naszym siatkarzom. Brak koncentracji sprawił, że Biało-czerwoni w kolejnej partii nie byli w stanie utrzymać gry na odpowiednim poziomie. Japończycy dość łatwo zapisali ją po stronie plusów. Nasi siatkarze w czwartym secie prowadzili wysoko (18:11 i 20:15) i nic wskazywało, że wszystko tak się wydłuży w czasie. Japończycy krok po kroku odrabiali jednak straty, mieliśmy dwie piłki meczowe, ale rywale doprowadzili do remisu 24:24. Gra na przewagi była niezwykle emocjonująca. Raz jedni mieli piłkę meczową, zaś innym razem drudzy piłkę setową. W końcu przy remisie 37:37 sprawy w swoje ręce wziął Sasak. Najpierw skutecznie zaatakował, zaś za chwilę zatrzymał rywali blokiem. A Biało-czerwoni po tych akcjach wydali wojowniczy okrzyk na znak zwycięstwa.


◼  Polska – Japonia 3:1 (27:25, 25:22, 18:25, 39:37)

POLSKA: Firlej, Szymura (14), Jakubiszak (12), Nasewicz (2), Gierżot (3), J. Nowak (13), Hawryluk (libero) oraz Szalpuk (16), Kozub, Sasak (20), Granieczny (libero). Trener Nikola GRBIĆ.

JAPONIA: Oya, Otsuka (8), Murayama (1), Miyaura (9), Tomita (2), Evbade-Dan (4), Ogawa (libero) oraz Nishimoto (8), Kai (18), Keihan (13), Shimokawa, Yamazaki (7), Sato (6), Soshi (libero). Trener Laurent TILLIE.

Sędziowali: Michail Koutsoulas (Grecja) i Fahad Ismail Mohamd (Katar). Widzów 2632.

Przebieg meczu

I: 8:10, 11:15, 16:20, 27:25.

II: 10:9, 15:14, 20:17, 25:22,

III: 7:10, 10:15, 14:20, 18:25.

IV: 10:6, 15:10, 20:15, 25:24, 29:30, 35:34, 39:37.

Bohater – Kewin SASAK.


Grupa III (Xi'an, Chiny)

◾ Chiny – Serbia 3:0 (25:23, 25:23, 25:20)

Grupa I (Quebec, Kanada)
◾  Bułgaria – Włochy 1:3 (16:25, 25:22, 19:25, 19:25)
◾  Argentyna – Francja 3:1 (25:22, 13:25, 25:22, 25:19)

◾  Niemcy – Kanada 2:3 (25:23, 19:25, 25:21, 23:25, 11:15)

Grupa II (Rio de Janeiro, Brazylia)
◾  Ukraina – USA 3:0 (25:20, 25:20, 25:23)
◾  Brazylia – Iran 3:0 (25:19, 25:16, 25:18) 

◾  Słowenia – Kuba 3:1 (25:22, 21:25, 25:18, 25:15)

1. POLSKA

2

2/0

6

6:2

2. Brazylia

1

1/0

3

3:0

Ukraina

1

1/0

3

3:0

4.Argentyna

1

1/0

3

3:1

Słowenia

1

1/0

3

3:1

Włochy

1

1/0

3

3:1

7. Japonia

2

1/1

3

4:3

8. Chiny

2

1/1

3

3:3

9. Serbia

2

1/1

3

3:4

10. Kanada

1

1/0

2

3:2

11. Niemcy

1

0/1

1

2:3

12. Bułgaria

1

0/1

0

1:3

Francja

1

0/1

0

1:3

Holandia

1

0/1

0

1:3

Kuba

1

0/1

0

1:3

Turcja

1

0/1

0

1:3

17. Iran

1

0/1

0

0:3

USA

1

0/1

0

0:3

Dzisiaj polscy siatkarze mają dzień wolny. Natomiast w sobotę grają z Turcją (13.00), a w niedzielę z Serbią (13.00). Kolejne punkty mile widziane!

(sow)