Łatwiejszych pytań nie mamy?
Puchar to coś innego niż liga – powtarzają przy Roosevelta. I w tym zaklinaniu rzeczywistości szukają nadziei na przełamanie kiepskiej passy ekstraklasowej.
Michal Gašparik w Katowicach momentami sterował swymi podopiecznymi ręcznie... PAP/Jarek Praszkiewicz
GÓRNIK ZABRZE
Cztery mecze ligowe z rzędu bez wygranej – w takiej sytuacji w tym sezonie Górnicy byli już co prawda w końcówce ubiegłego roku, ale wtedy, w środku tej feralnej passy, zanotowali pucharową wygraną w Gdańsku. Teraz przed nimi również pucharowe starcie, ale poprzeczka idzie znacząco w górę: w środę zagrają na stadionie współlidera tabeli, Lecha.
Jest pomysł, ale nie wpada
Złości Zabrzan po sobotniej porażce na Nowej Bukowej trudno się dziwić, niespecjalnie próbowali ją zresztą kryć. Michal Gašparik na konferencję prasową maszerował z marsową miną. I choć odpowiadał na pytania z właściwą sobie kulturą i spokojem, emocje buzowały w nim ogromne. - Łatwiejszych pytań nie mamy? - tak brzmiało jego pierwsze zdanie po zagadnięciu z sali, jak odwrócić wspomniany na wstępie niekorzystny trend wynikowy. A potem trochę zaocznie – w każdym razie nie wprost – dostało się jego podopiecznym za marnowanie bramkowych sytuacji. - Musimy strzelać bramki z tak wielkich okazji, jakie i tym razem mieliśmy – szkoleniowiec nawiązywał w ten sposób do wcześniejszego spotkania z Pogonią. - Dobrze się Górnika ogląda, jest pomysł na grę, i jest jakość, ale... nie wpada – rozkładał ręce Słowak. I można było odnieść wrażenie, że... czasami chętnie osobiście udzieliłby Zabrzanom lekcji skuteczności na zielonej murawie.
Frustracja ma swe granice
Inna rzecz, że w grze defensywnej też widział mankamenty. - Nie możemy tracić gola od razu z pierwszej okazji rywala. Zachowanie obrońców musi być lepsze, bo GieKSa miała mniejsze okazje niż nasze, a wygrała – analizował. I odwoływał się do rzuconego z sali słowa „frustracja”. - Widzę ją w szatni w tym momencie, gdy schodzimy z murawy po przegranym meczu. Potem, po analizie, ustępuje miejsca chęci do pracy i do przełamania tej serii. Może w pucharze się uda? - zastanawiał się Gašparik.
Opiekun Górnika rękę do pucharowych triumfów ma – to nie ulega wątpliwości. Ekipę Spartaka Trnawa trzykrotnie poprowadził to zdobycia Pucharu Słowacji (2022, 2024, 2025), choć przecież nie należała ona do krajowych mocarzy. - Puchar to coś innego niż liga. Jeśli w końcu strzelimy bramkę jako pierwsi, to może nam się uda odwrócić złą serię! - głośno zastanawiał się Patrik Hellebrand po końcowym gwizdku w Katowicach.
Testy przedpucharowe
Sam szkoleniowiec przyznawał zarazem, że na Arenie Katowice sprawdzał już pewne rozwiązania personalne w kontekście wyprawy do Poznania. - Byłem ciekaw, czy w Poznaniu może zagrać Ondrej Zmrzly – tak wyjaśniał wejście Czecha na murawę już w przerwie, w miejsce Josemy. Podobnemu „eksperymentowi” poddawany był najpierw Yvan Ikia Dimi, a potem jego zmiennik, Roberto Massimo. - Chciałem go zobaczyć, ale... znowu nie pokazał właściwie niczego. A już na pewno niczego, czego można by oczekiwać od kogoś, kto ma 50 występów w 2. Bundeslidze i prawie 50 w pierwszej – mówił Gašparik z goryczą.
W Poznaniu – przynajmniej tak wynika z jego słów – nie będzie zmiany między słupkami (- Nie mam pomysłu, by zmieniać bramkarza). Trwa natomiast wyścig z czasem Erika Janży i Brandona Dominguesa, których – w przypadku Słoweńca: w ostatniej chwili – z występu w Katowicach wyeliminowała infekcja.
Dariusz Leśnikowski
