Łaska Boska na usługach górali

Zagranie piłki ręką przez obrońcę gospodarzy zdominowało trenerskie dyskusje po ostatnim meczu bielskiego beniaminka.

Marcin Włodarski sprawia wrażenie, że wie, gdzie kierować apele o przychylność Opatrzności! Fot. Sebastian Sienkiewicz/Pressfocus.pl

PODBESKIDZIE BIELSKO-BIAŁA 

W piątkowym meczu Górale po bramce Lucjana Klisiewicza z początku spotkania pokonali Pogoń Siedlce. W czwartej minucie doliczonego czasu po faulu przy linii bocznej Pogoń miała rzut wolny. Po dośrodkowaniu piłka trafiła w rękę Arkadiusza Kasperkiewicza, a po chwili arbiter ruszył do monitora.

W głowie siedzi...

Ostatecznie spotkanie zakończył, a jak mówił na konferencji Marcin Włodarski, sędzia Sebastian Krasny nie został wezwany przez arbitrów obsługujących system VAR. - Sędzia boczny nas uspokoił, że główny nie został zawołany do monitora, a sam chciał zobaczyć sytuację, bo jest koniec meczu. Natomiast łaska Boska była po naszej stronie w końcówce - mówił wyraźnie uśmiechnięty szkoleniowiec Podbeskidzia.
Marcin Włodarski cieszył się przede wszystkim z faktu, że jedyna bramka pojedynku padła po starannie przygotowanym schemacie. - Strzeliliśmy bramkę z naszego otwarcia gry, które było zaplanowane, a nic tak nie cieszy, jak podanie od bramkarza przez linię obrony, pomoc, i kończący akcję napastnik. Mieliśmy zamknąć mecz w pierwszej połowie, bo były ku temu okazje, a potem wkradła się bojaźń. Nie ma się co oszukiwać. Wypychaliśmy drużynę do przodu, a staliśmy z tyłu, bo w głowie siedzi, że ostatnie mecze remisowaliśmy i chcieliśmy za wszelką cenę się wybronić. W końcówce przejęliśmy inicjatywę, odepchnęliśmy rywala od bramki, wydawało się, że będzie spokój. Maks mógł zrobić wszystko i kopnął do bramkarza. On wyrzucił i z tego był potem rzut wolny - wracał jeszcze do ostatniej akcji Włodarski.

Chwała rezerwistom

Jego zdaniem pierwsza wygrana od ponad dwóch miesięcy sprawi, że drużynie będzie grało się znacznie łatwiej. - Nie możemy jednak odpuszczać i myśleć, że jak wygraliśmy mecz, to przyjdzie samo dalej. Na pewno trochę „puści" niektórych zawodników, bo w pierwszych minutach widać było, że gramy na luzie, w piłkę, a w końcówce była ta nerwowość. Jak będziemy spokojniejsi w drugich połowach, w końcówce, to powinniśmy grać tak, żeby wygrać, a nie żeby nie przegrać - podkreślał opiekun Górali.
Wygrana jest tym cenniejsza, że została odniesiona w trudnej sytuacji kadrowej. - Kamil Sochań i Bartosz Martosz, który był w świetnej formie, złapali urazy. Mamy kilka innych kontuzji, ale zawodnicy, którzy weszli, podnieśli nas z tego bronienia. Nie oszukujmy się jednak: skład, w którym kończyliśmy, czasem nie zdarza się nam nawet w treningu. W środku pola graliśmy zawodnikami, którzy ostatnio grali zdecydowanie mniej. Chwała im, bo pokazali, że im zależy i że zasługują na to, by grać - zaznaczył trener Podbeskidzia.

Uzasadnione pretensje

Zdecydowanie mniej powodów do zadowolenia miał Adam Nocoń , który nie krył pretensji do pracy arbitrów oraz postawy własnego zespołu w pierwszej części. - Za bardzo daliśmy się zepchnąć w pierwszej połowie. W drugiej była nasza dominacja, ale zagraliśmy nieskutecznie. Spora liczba dośrodkowań, sytuacji w polu karnym, a nie było konkretnego wypełnienia. Liczy się to, co w sieci, a Podbeskidzie o jedną bramkę było skuteczniejsze - ocenił opiekun Pogoni. 

Szkoleniowiec przyjezdnych powrócił też do najbardziej kontrowersyjnego momentu meczu z czwartej minuty doliczonego czasu gry. - Ręka ewidentna, nie róbmy scen, bo to jest przesada. Jak zobaczyłem to na wideo, pomyślałem: nie może tak być... Bezpodstawne jest to, że nie było rzutu karnego - podsumował niepocieszony szkoleniowiec Pogoni.

(gru)


Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się