Kwartet znów w grze

W ostatnim meczu w tym roku GKS Tychy bardzo potrzebuje zwycięstwa. Rękę do niego przyłożyć mogą zawodnicy wracający po kartkowej pauzie.

Panowie, od teraz idziemy w górę! – mówi Łukasz Piszczek także do wracającego po kartkowej pauzie Jakuba Tecława. Fot. Łukasz Laskowski / Press Focus

GKS TYCHY

Wiecie, jaka jest różnica między pesymistą i optymistą? Gdy pesymista mówi: „gorzej to już być nie może” optymista odpowiada „oj, może, może”... Przypominam ten stary dowcip, bo wielu kibiców GKS-u Tychy po 18. kolejce rozgrywek I ligi jest na etapie „pesymisty”. Drużyna, która pod wodzą Artura Skowronka stoczyła się na 15. miejsce w tabeli, a po zwolnieniu szkoleniowca, z którym w 10 spotkaniach z rzędu doznała 9 porażek i raz zremisowała, z meczu na mecz spisuje się... gorzej.

Ani prowadzony przez tymczasowy duet Michael Chojnicki – Marcin Paczkowski, ani już dowodzony przez Łukasza Piszczka tyski zespół nie potrafił się przełamać. Od 21 sierpnia, bo wtedy Trójkolorowi wygrali 1:0 w Niepołomicach z tamtejszą Puszczą, trwa serial niepowodzeń, więc niby dlaczego na otwarcie 19. kolejki, i to w starciu z aspirującą do strefy barażowej Polonią Warszawa, która pięć ostatnich spotkań wygrała, tyszanie mieliby pokusić się o zwycięstwo?

Prezent od Świętego Mikołaja

Po pierwsze każde dziecko wie, że w nocy z 5 na 6 grudnia przychodzi Święty Mikołaj i rozdaje prezenty… A mówiąc poważnie, do gry wracają pauzujący tydzień temu: Jakub Tecław, Marcel Błachewicz, Tobiasz Kubik i Marcin Szpakowski, których brak w Legnicy, w przegranym aż 1:6 spotkaniu z Miedzią, był bardzo widoczny.

– Graliśmy bez czterech „wykartkowanych” zawodników – podkreślił Łukasz Piszczek. – Mieliśmy debiut młodego stopera w środku obrony. Nie ma co zwalać winy na Nico Adamczyka, bo nie o to chodzi, ale przetarcie dla niego okazało się dość brutalne. Niestety, musieliśmy sobie radzić w tej sytuacji kadrowej w taki, a nie inny sposób. Wystawiliśmy to, co mieliśmy najlepsze w tym momencie w kadrze.

Brutalnie zweryfikowani

Do meczu z Polonią kadra jest więc szersza, ale to nie znaczy, że jest pełna, bo w Legnicy z boiska z urazem w pierwszej połowie zszedł mający być liderem Damian Kądzior. Pełniejszy ogląd zawodników ma za to na pewno sztab szkoleniowy, bo za ekipą sformowaną przez 66-krotnego reprezentanta Polski już 23 dni pracy oraz 2 ligowe spotkania.

– Porównując mecze w Rzeszowie i w Legnicy, na pewno w spotkaniu ze Stalą, jako drużyna zaprezentowaliśmy się zdecydowanie lepiej – dodał trener tyszan. – Natomiast przy takich problemach kadrowych, jakie nas spotkały, trudnoo porażkę z Miedzią mieć pretensje do tych zawodników, którzy byli na boisku. Młodzi chłopcy dostali lekcję, zostaliśmy brutalnie zweryfikowani. Za dużo piłek graliśmy w tył.

Zima w blasku (czerwonej) latarni?

Jest więc pomysł na grę i powinni być też zawodnicy, którzy będą w stanie zrealizować zamysł taktyczny Łukasza Piszczka. Jest też dodatkowy bodziec w postaci… wyniku z Warszawy, gdzie w 2. kolejce tego sezonu tyszanie wygrali 2:1 po golach Szpakowskiego i Błachewicza. A jeżeli się nie uda, to GKS Tychy może przezimować jako czerwona latarnia.

Jerzy Dusik

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się