Kurde, mogliśmy dowieźć!
Prócz króla remisów z Bielska-Białej, to właśnie niebiesko-czerwoni z Piłkarskiej 8 mają największy problem z wygrywaniem meczów o punkty.
Cóż z tego, że Oskar Krzyżak wygrał zdecydowaną większość boiskowych potyczek z Germanem Barkowskijem, skoro Bytomianie i tak dali sobie strzelić dwa gole i posiali dwa punkty? Fot. PAP / Leszek Szymański
POLONIA BYTOM
Pozornie takie wyniki, jak 1:1 w Gdyni czy 2:2 w Warszawie – a więc remisy na stadionach kandydatów do awansu – powinny być przyjmowane z satysfakcją przez polonijnych kibiców, a pewnie i samych piłkarzy też. Jest jednak zupełnie inaczej. - Potrzebujemy zwycięstwa, radości w szatni – zaznaczał po ostatnim gwizdku przy Konwiktorskiej bytomski bohater wyprawy do stolicy, Konrad Andrzejczak. Raz jeszcze błysnął niepoślednimi umiejętnościami w finalizacji akcji i żałować należy nie tylko czerwonej kartki sprzed tygodnia (bo być może przez ostatnie pół godziny meczu z Podbeskidziem znalazłby sposób na zdobycie zwycięskiej bramki), ale i przymusowej pauzy w następnej kolejce, w prestiżowych derbach z Ruchem.
Sam zawodnik żałował też innych rzeczy. Ot, choćby – to też już niemal „tradycja” tego sezonu – dwóch różnych odsłon w wykonaniu jego drużyny. - Już kolejny raz I połowa jest dziwna, na zasadzie „jesteśmy - nie jesteśmy” - mówił pozornie zagadkowo, ale jednak z oczywistym przesłaniem: „gramy nierówno”.
No gracie – chciałoby się rzec. Widzi to oczywiście Konrad Gerega, wyliczając etapy swoistego „falowania” formy swych podopiecznych: - Jest dobre wejście w mecz. Potem strata bramki powoduje chaos, nic nam się już do końca I połowy nie klei. W przerwie następuje korekta planu meczowego, i dzięki temu – znów dobre wejście w drugą połowę. A na koniec – minimalizm: prowadzisz i się cofasz, co przeciwnicy wykorzystują. W końcówce brakowało nam konsekwencji.
„Stare demony” - nazwaliśmy jeden z fragmentów relacji z piątkowego meczu. Trudno o inną nazwę. - Nie jesteśmy konsekwentni w naszych poczynaniach obronnych. W meczu z Podbeskidziem (0:0 – dop. aut.) potrafiliśmy wybronić 20 stałych fragmentów, w Warszawie po dwóch straciliśmy dwa gole – z narastającymi emocjami zauważał trener Bytomian. - Mocno się musimy zastanowić nad tym, co teraz zrobić, bo dla mnie to jest niezrozumiałe!
Wtórował mu Andrzejczak. - Dużo sił nas kosztuje strzelenie gola, a potem przeciwnik wrzuci piłkę w nasze pole karne i od razu zdobywa gola – też trudno mu to było zrozumieć. Sęk w tym, że takie sytuacje – i takie słowa – to smutna „powtórka z rozrywki” po niemal każdym spotkaniu Polonii w tym sezonie. To jedna z głównych przyczyn obecnego bilansu niebiesko-czerwonych: jedno zwycięstwo – pięć remisów – dwie porażki.
Gerega: - Te remisy pewnie do nas wrócą około 30 kolejki, gdy będziemy mówić: „Kurde, mogliśmy dowieźć wygraną tu, dowieźć tu, dowieźć tam”. Ja chcę wygrywać, a nie remisować. I myślę, że zawodnicy też to czują.
(DaL)
