Kumulacja wielce nieszczęśliwa
Eksponowanie faktu, że ekipa z Łazienkowskiej ma na koncie jedenaście ligowych gier bez wygranej, przypominałoby kopanie leżącego. W Katowicach o przełamanie tej passy wcale nie musi być łatwo.
Paweł Wszołek cierpienie odmalowane ma na twarzy... Fot. Wojciech Dobrzyński/PressFocus
LEGIA WARSZAWA
Bo to Katowiczanie, patrząc na tabelę i tegoroczne występy – będą w piątkowy wieczór faworytem. – To fenomenalny człowiek i świetny piłkarz. W Rakowie grał bardzo dobrze, ale teraz jest liderem GKS-u. Trzeba zwrócić na niego uwagę chociażby przy stałych fragmentach – tak Marek Papszun, trener Legii, oceniał najważniejszy w tym sezonie atut najbliższego rywala. Miał na myśli oczywiście Bartosza Nowaka, z którym pracował – jak przypomniał – w najbardziej udanym dla obu panów sezonie, zakończonym mistrzowskim tytułem częstochowian.
Piątek, trzynastego
Podopieczni Rafała Góraka wiosnę zaczęli od dwóch wygranych, więc w kontekście piątkowej potyczki z nimi szkoleniowiec Legii – w stylu zupełnie "niepapszunowym" – odwołał się do czynników... pozarozumowych. – Bardziej wierzę w efekt pracy, a nie w to, żeby mieć farta. Potrzebujemy jednak trochę szczęścia, bo ostatnio nam go brakowało. Wierzę, że w meczu z GKS-em, w piątek trzynastego, trochę tego szczęścia będzie po naszej stronie – zaznaczył.
Tak naprawdę zdaniom o szczęściu – a raczej jego niedostatku – trudno się dziwić. Zaraz potem Marek Papszun przywołał przecież wydarzenia, które fartem nazwać nie sposób. Wręcz przeciwnie – to pech pełną gębą.
Podcięte skrzydła
Ledwie kwadrans wytrwał w minioną sobotę na murawie Paweł Wszołek. Reprezentant Polski w zimowym okresie przygotowawczym mozolnie walczył z kontuzją mięśnia dwugłowego uda. Jego powrót do gry w Gdyni najwyraźniej okazał się jednak przedwczesny. - Uraz Pawła, niestety, się odnowił, a przerwa może być dłuższa. Na razie ustalamy datę powrotu, ale z pewnością poczekamy na to kilka tygodni – mówił opiekun legionistów.
Po raz kolejny w jedenastce na pozycji Wszołka zagra zapewne Arkadiusz Reca. Problem jest też po przeciwległej stronie, bo niezdolny do gry wciąż jest Ruben Vinagre. – A Paweł i Ruben to dla nas kluczowi zawodnicy na skrzydle... Kontuzje to nasz największy problem od początku okresu przygotowawczego. Ich kumulacja jest spora – przypominał Marek Papszun.
Duet na murawę
Ale miał w tym temacie i parę dobrych dla kibiców z Łazienkowskiej wieści. – Juergen Elitim jest w zasadzie gotowy i mógłby wyjść na boisko, ale jeszcze będziemy decydować, czy Eli zagra. Gotowy jest za to Artur Jędrzejczyk – zdradził. – Te przerwy nie były długie, a ci piłkarze nie potrzebują wprowadzającego treningu.
Dariusz Leśnikowski
Papszun nazwał po imieniu!
Wydarzenia po meczu z Arką w Gdyni – groźby słowne skierowane do piłkarzy – najwyraźniej mocno wstrząsnęły Markiem Papszunem; zresztą szkoleniowiec wystąpienie chuliganów słyszał dobitnie, bo towarzyszył swej drużynie w wyprawie przed sektor gości. - Rozumiem rozgoryczenie i emocje, które towarzyszą naszym występom. To wszystko musi mieć jednak wymiar graniczny. Nie może iść w kierunku bandytyzmu – przyznać trzeba, że to ostatnie słowo, użyte przez szkoleniowca, jest absolutną rzadkością w ustach trenerów (i szerzej – ludzi związanych ze środowiskiem piłkarskim). Być może by nieco złagodzić jego wydźwięk, opiekun legionistów koncyliacyjnie zaapelował do „Żylety”. - Prośba do kibiców o wsparcie w czasie meczu. Musimy być razem. Rozumiem emocje negatywne: niech internet płonie, ale dla nas najważniejsze jest to, co dzieje się podczas meczu. Wtedy potrzebujemy wsparcia! - przypomniał Papszun przed wyprawą swego zespołu do Katowic.
(DaL)
