Kto wymyślił sagę Papszuna
PARAGRAFY I SPORT
Marek Papszun Fot. Wojciech Dobrzynski/ PressFocus
„Cui bono, qui prodest" – czyje dobro, tego sprawka - ta uniwersalna prawnicza sentencja rzymska w pełni oddaje meandry trójstronnych relacji: Marek Papszun - Raków Częstochowa - Legia Warszawa.
Sprawa wątku pana Papszuna i jego odejście do Legii zostały odmienione przez wszelakie przypadki - przez wszystkie ogólnopolskie media sportowe. Również przez nas; zachęcam do zapoznania się z naszym Redakcyjnym Espresso pt. Papszunada, w którym moi koledzy redakcyjni wiernie oddali złożoność i gmatwaninę w sprawie. Nie będę streszczał całego przebiegu wydarzeń i problemów, skoncentruję się natomiast na kwestii, kto go wywołał, jak się on zakończy oraz jakie za tym przemawiają argumenty?
Jestem przekonany z prawdopodobieństwem bliskim pewności, że kontekst odejścia do Warszawy wywołał sam pan Papszun chcący poprawić swoją pozycję negocjacyjną w klubie z Częstochowy. Później sprawa wymknęła się wszystkim spod kontroli, stała się niesterowalna i uzyskała swoje własne życie, eskalując emocjami pod niebiosa.
Praprzyczyna całego zamieszania to sławetna Konwencja Trenerska PZPN, która mając uporządkować funkcjonowanie trenerów piłkarskich w obrocie rynkowym, pomimo własnej obszerności, nie przewidziała sytuacji rozwiązującej spór, gdy trener chciałby w jednej rundzie sezonu odejść z jednego do drugiego klubu rywalizującego w tej samej klasie rozgrywkowej. Możliwość pracy trenera piłkarskiego w tych dwóch klubach nie oznacza przymusu faktycznie rozwiązującego umowę z tym pierwszym klubem, aby móc pracować w tym drugim. Może nie oznacza musi! W świetle prawa znaczy to, że opcja fakultatywna (może) nie jest opcją obligatoryjną (musi). Wszystko to powoduje, że na odejście pana Papszuna do Legii zgodę musiał wyrazić Raków. Co więcej, zarówno w polskim prawie powszechnym istnieje możliwość rozwiązania takiej umowy wprost - art. 396 kodeksu cywilnego - jak również w ramach prawa federacyjnego (PZPN). Jest możliwość skorzystania z opcji rozwiązania kontraktu z opcją wypłaty odszkodowania klubu lub trenera (Konwencja trenerska albo wcześniejsze uchwały trenerskie), czyli zastosowania tzw. klauzuli automatycznie rozwiązującej. Tylko musi być ona zawarta na piśmie.
Jeśli w sprawie trwały dywagacje, za jaką kwotę ostatecznie przeniesie się pan Papszun do Warszawy oznacza to, że nie posiadał on rzeczonego postanowienia o odstępnym, którego wpłata rozwiązywałaby jego umowę z Rakowem. Pan Papszun albo jego przedstawiciel nie wprowadzili takiego postanowienia do umowy z klubem, tym samym jego odejście w trakcie trwania umowy było uzależnione od woli Rakowa. Stawianie „pod ścianą” Rakowa i wydanie zgody klubu pod przymusem czy też presją oznaczałoby działanie jego funkcjonariuszy na szkodę Rakowa. Taki kształt aktu prawnego PZPN wskazuje, że uległ lobby trenerskiemu, które przeforsowało swoje uwarunkowania regulacyjne i przewidziało sytuację, w której trener jest zwalniany z pierwszego klubu i zatrudniany przez drugi klub. Ta norma PZPN nie przewidziała jednak sytuacji, gdy trener nie jest zwalniany w pierwszym klubie, a chce być zatrudniony w drugim, w jednej rundzie w tej samej klasie rozgrywkowej. Jak taki fakt ma się do idei integralności i uczciwości takich rozgrywek? Przykładowo: Widzew Łódź będzie mógł osłabić sportowo Górnik Zabrze „deszczem pieniędzy”, ratując jego fatalną kondycję finansową?
Pan Papszun jest zbyt inteligentnym człowiekiem, aby nie rozróżniać takich niuansów, że „nie musi, tylko może” i za zgodą Rakowa odejść do Legii. Stąd mój wniosek, że kwestia jego odejścia do Legii (sam deklarował, że to on się do niej zgłosił - wedle Bożydara Iwanowa) miała na nowo zdefiniować i wzmocnić jego pozycję w Rakowie, a skoro włodarze z Częstochowy zaczęli poszukiwać jego następcy, tzn. że sprawa wymknęła się spod kontroli. Okoliczności jednak się poważnie zmieniły, a odbiór aktywności Pana Papszuna dążącego do zmiany pracodawcy wśród społeczności kibicowskiej Rakowa jest delikatnie mówiąc negatywny. Częstochowianie, rozczarowani postępowaniem Pana Trenera, odbierają jego działanie jako nielojalność i na zasadzie „z niewolnika nie ma pracownika” postawią na skuteczne poszukiwanie innego personalnego rozwiązania. Intuicyjnie uważam przy tym, że warszawian obecnie nie „stać” finansowo i organizacyjnie na Pana Papszuna. Biorąc te wszystkie okoliczności pod uwagę, jestem przekonany, że Pan Papszun przelicytował w swojej sprawie grając w rosyjską ruletkę zamiast realizować wszystkie kroki racjonalnie i w przemyślany sposób, np. wcześniej wprowadzając klauzulę tzw. autowykupu do swojego kontraktu z Rakowem. Zatem czyje dobro, tego sprawka tym razem nie musi być proroczą przyszłością, lecz z pewnością naprowadza nas, kto był źródłem Sagi Papszuna ?
_______________________________________* Robert Kiłdanowicz jest doktorem nauk prawnych. W przeszłości występował m.in. w I-ligowych (wg dzisiejszego nazewnictwa ekstraklasowych) zespołach Stomilu Olsztyn, Widzewa Łódź czy Śląska Wrocław.
