Kto się śmieje ostatni...

KOMENTARZ „SPORTU” - Kacper Janoszka

Przed meczem z Rayo Vallecano w mediach społecznościowych Lecha Poznań pojawiło się nagranie, w którym pokazana jest szatnia gości na stadionie w Puente de Vallecas, dzielnicy Madrytu. To stara arena, która lata świetności ma dawno za sobą. Nie wiem więc, czego spodziewali się przyjezdni z Poznania. Czy oczekiwali czerwonego dywanu przed autokarem, a może złotych klamek w drzwiach? A może z kranu miał się lać Johnnie Walker? Jeśli rzeczywiście myśleli, że zastaną w Madrycie luksusy, to… źle myśleli. Szatnię może wypadałoby odświeżyć. Jest po prostu stara. To jasne, ale czy rzeczywiście było w niej tak fatalnie, że trzeba było ją nagrać, a nagranie wrzucić do sieci?

Poznaniacy zwrócili uwagę na to, że przy wejściu do szatni stały kartony (a w nich woda dla piłkarzy Lecha!). Pokazali, że zawodnicy otrzymali ręczniki, ale były one… różnokolorowe (szok!). I może to są minimalne wymagania UEFA, ale… zostały spełnione! Co więcej, piłkarze w szatni mieli gdzie usiąść, mieli gdzie się przebrać i gdzie się wykąpać. Niczego więc im nie brakowało (poza światłem w pomieszczeniu dla trenera); zostali ugoszczeni w normalny sposób, bez fajerwerków, a mimo wszystko zdecydowali się na upublicznienie filmiku ukazującego warunki w szatni gości, żeby pośmiać się z klubu, który gra na nieco starszym stadionie niż ten w Poznaniu. Szkoda że Lechowi nie było do śmiechu, gdy kilka tygodni temu przegrał w Gibraltarze z amatorami. Szkoda że nie było mu do śmiechu, gdy w starciu z Rayo wygrywał 2:0, by przegrać 2:3.

Zachowanie Lecha było żenujące. Wyglądało to tak, jak gdybym ugościł sąsiada kawą, ciastem, chlebem i solą, spędzilibyśmy fajny wieczór, a następnego dnia sąsiad stanąłby na środku osiedla i zaczął krzyczeć, że mam zniszczone meble, stary, kineskopowy telewizor, nie działa mi radio, a upieczone przeze mnie ciasto było niesmaczne. Tak po prostu się nie robi.

Nie wiem, czy którykolwiek z piłkarzy Lecha był na stadionie Stamford Bridge w Londynie (baza Chelsea). To też wiekowy obiekt, a szatnia gości specjalnie została zaprojektowana tak, żeby piłkarzom było... niewygodnie. Jest mała, nie ma normalnych szafek, tylko wkręcone w ścianę haczyki (wysoko, żeby stawać na palcach). Do niedawna nie było ciepłej wody pod prysznicem. Z tego co widziałem na nagraniu Lecha, na Stamford Bridge panują znacznie gorsze warunki niż w Puente de Vallecas. Jestem ciekaw, czy gdyby poznaniacy zagrali z Chelsea na wyjeździe, również odważyliby się na opublikowanie podobnego nagrania. Filmik uderzający w warunki panujące na stadionie Rayo można było udostępnić, bo to mały, lokalny klub, który oczywiście ma fanów, ale ich liczba jest ograniczona. Dlatego ryzyko ogromnego ataku internetowego na poznaniaków było niewielkie. Mimo wszystko filmik powędrował po różnych zakątkach hiszpańskich mediów, które albo komentowały słabe zachowanie Lecha, albo zwracały uwagę na nieprzystające do dzisiejszych czasów warunki w szatni Rayo.

Czy jednak te warunki mają jakiekolwiek znaczenie? Czy Lech - zespół, który w ostatnim czasie przegrał z Lincoln Red Imps, zagrał beznadziejny mecz z Legią (0:0), cudem wygrał w Pucharze Polski z Gryfem Słupsk (2:1), a także zremisował z Motorem Lublin 2:2 - nie ma większych problemów niż skupianie się na tym, czy w szatni na hiszpańskim stadionie trzeba przeprowadzić remont? Proponuję klubowi, aby przypatrzył się temu, że Kolejorz przegrywa mecze, że nie potrafi zachować koncentracji w ważnym starciu w Lidze Konferencji, żeby utrzymać dwubramkowe prowadzenie. To jest najważniejsze, a nie to, czy ręczniki w szatni były z herbem Rayo, czy może we wszystkich kolorach tęczy.

Jeżeli Lech chce pławić się w luksusach, niech zagra w Lidze Mistrzów. Przecież nikt nie bronił mu awansu do tych rozgrywek. Może wówczas Real Madryt śmiałby się z warunków w szatni Lecha? O tym się na razie nie przekonamy. Moglibyśmy się przekonać, gdyby Lech wygrywał , a nie skupiał się na nic nieznaczących pierdołach, tylko po to, żeby komuś dokuczyć i go poniżyć. Karma wróciła do poznaniaków błyskawicznie, bo sami zostali upokorzeni, ale nie w internecie, tylko na boisku, a to jest dużo bardziej bolesne.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się