Kto się lepiej rządzi?
BEZ ROZGRZEWKI - Andrzej Grygierczyk
Przeczytałem gdzieś, że działacze Legii w poszukiwaniu nowego trenera udali się (?) na Cypr, by skusić Greka, który prowadzi tamtejszą reprezentację do pracy w swoim klubie. Może by i to wyglądało wiarygodnie, gdyby nie to, że inne źródła doniosły, iż ów trener o niczym takim nie wie (a może udaje Greka?). Właściwie można byłoby wrzucić to do wora z anegdotami – pojawia się otóż w przestrzeni medialnej jakieś nazwisko, tylko że bez poinformowania najbardziej zainteresowanego, iż znajduje się w czyichś notatkach (planach? marzeniach?) jako kandydat do roboty. Chłop – jeśli w ogóle o tym wie – pewnie się zdziwił, ale jeśli z niejednego (greckiego) piłkarskiego pieca jadł chleb, to może się uśmiechnął i... poszukał na szczegółowej mapie Europy, gdzie leży Warszawa. A może kiedyś nawet w niej był?
Już kompletnie inną sprawą jest to, czy akurat kierunek cypryjski jest tym najlepszym, jeśli chodzi o poszukiwanie człowieka do objęcia funkcji trenera pełnego ambicji klubu. Po pierwsze dlatego, że zasługi cypryjskiego dla rozwoju futbolu w Europie i na świecie wydają się dość problematyczne, po drugie – wszystkie (większość?) doświadczenia z trenerami wywodzącymi się z południa Europy nakazują ostrożność i wstrzemięźliwość w powierzaniu im roboty w polskim klubie, a w Legii – gdzie z założenia jest gorąco (i nigdy inaczej nie będzie) – przede wszystkim. Na Łazienkowskiej chyba dość dobrze pamiętają doświadczenia na przykład z Portugalczykami, Sa Pinto i Gonzalo Feio, w tym ich gorące, a wręcz przegrzane głowy, co skutkowało zachowaniami daleko wykraczającymi poza dobry ton. Być może, byłoby im to wybaczone, gdyby nie fakt, że znacznie gorzej było z wynikami sportowymi.
Ostatni nabytek, Edward Iordanescu z Rumunii, też zostanie zapamiętany z różnych dziwnych decyzji, zwłaszcza personalnych, ale już chyba najbardziej z tego, że od początku sprawiał wrażenie, jakby do Polski przyjechał za karę. Tak czy owak, wyniki jego kilkumiesięcznej pracy najlepiej pokazuje tabela, a ponadto pojawiło się wśród ludzi zarządzających Legią dość zrozumiałe powątpiewanie, czy drużyna pod przywództwem Iordanescu wreszcie się otrząśnie i śmiało rozpocznie marsz w górę.
Ale też pojawia się pytanie, czy problem klubu z Łazienkowskiej tkwi w niedouczonych (?) pod względem szkoleniowym i psychologicznym trenerach, czy może jednak w sposobie jego funkcjonowania jako całości? No bo niby wszystko się zgadza. I jakość poszczególnych zawodników, i pensje płacone na czas, i piękny ośrodek treningowy, i... co sobie jeszcze wymyślimy. Co zatem się nie zgadza? Sposób zarządzania tymi wszystkimi dobrami? Panująca atmosfera; taka pod psem, a będąca pochodną – nazwijmy to – mobbingu, wymagań nie z tej ziemi, braku pozytywnych bodźców i nadmiaru negatywnych? To oczywiście nie pewnik, a zaledwie przypuszczenie. Tak czy owak, można byłoby założyć, że dominującym sposobem działania jest tam improwizacja, a nie sprawna organizacja.
Trudno w tym momencie nie przywołać idei właściciela Legii, Dariusza Mioduskiego, który przed kilku laty nawoływał do takiego ukształtowania zasad panujących w polskiej lidze, by Legia stała się w niej trwale dominującą siłą – w tym znaczeniu, że inne kluby miałyby przekazywać do niej swoich wyróżniających się piłkarzy. Niby po to, by wreszcie polski klub zaczął współrządzić w Europie, i – w domyśle – po to, by być beneficjentem lejącej się tam coraz większym strumieniem kasy.
Tylko że – patrząc na to, co się w Legii dzieje z dzisiejszej perspektywy – byłby to przejaw autodestrukcji polskiego klubowego futbolu. Inne kluby by się osłabiały, a Legia by się nie wzmacniała; i zapewne wciąż tkwiła w swoim mało twórczym chaosie. Czyż nie? Pytanie kolejne brzmi: skoro nie daje sobie rady w komfortowych warunkach, to czy dawałaby sobie radę w warunkach jeszcze bardziej komfortowych? Pomijając już takie „drobiazgi” jak: co na to Raków, co na to Jagiellonia, co na to Lech, co na to jeszcze inni? I w świetle tego trzeba sobie zadać jeszcze jedno pytanie: kto w polskiej piłce lepiej się rządzi przez tych kilka minionych lat? Czy zadufana w sobie Warszawa, czy może skromna prowincja?
Nie wiem, może trener reprezentacji Cypru udzieli dobrej odpowiedzi – o ile się dowie, że czeka go ewentualność przeprowadzki do polskiej stolicy.
