Kto kogo przechytrzy i założy koronę?
W niedzielę rozpocznie się rywalizacja o złoto z udziałem krajowych hegemonów z Płocka i Kielc. Batalia o tytuł toczyć się będzie do dwóch zwycięstw.
Nafciarze czy Scyzoryki będą górą na starcie wyścigu do mistrzostwa? Oto jest pytanie... Fot. Paweł Andrachiewicz/PressFocus
ORLEN SUPERLIGA MĘŻCZYZN
Na płocko-kieleckie konfrontacje handballowa Polska zawsze czeka z wypiekami na twarzy. Orlen Wisła i Industria zawsze grają o najwyższe splendory i to nie zmienia się od lat. Nie inaczej jest teraz. Pierwsza odsłona „świętej wojny” zawita do płockiej Orlen Areny, natomiast rewanż zaplanowano tydzień później w Hali Legionów w Kielcach. Jeśli po dwóch meczach stan będzie remisowy, do wyłonienia zwycięzcy konieczne będzie trzecie spotkanie, zaplanowane 7 czerwca w Płocku.
Liczy się tu i teraz
Tytułu bronią Nafciarze po rywalizacji, która dostarczyła kibicom niezapomnianych emocji i trzymała w napięciu do ostatnich sekund drugiego meczu w Kielcach. To spotkanie było istnym rollercoasterem, a kończyło się serią rzutów karnych. Więcej zimnej krwi zachowali zawodnicy z Płocka wygrywając serię 3:2, a bohaterem Płocczan został bramkarz Mirko Alilović, który w festiwalu „siódemek” zaprezentował fantastyczną formę. Tym samym Orlen Wisła po raz drugi z rzędu i po raz dziewiąty w historii została mistrzem Polski. Podopieczni Xaviera Sabate wrócili na szczyt i obronili tytuł wywalczony po 13 latach
Po 12 miesiącach i długiej ligowej batalii w ciemno zakładać można, że elektryzujące Polskę współzawodnictwo także na finiszu obecnego sezonu dostarczy wielkich emocji i niezapomnianych wrażeń. Bo choć obie drużyny miały lepsze i słabsze momenty, a w fazie zasadniczej dwukrotnie górą byli gracze z Płocka, to gdy przychodzi kwestia złotego medalu, wszystkie statystyki i dotychczasowe wyniki schodzą na dalszy plan. Liczy się tu i teraz! W finałowych potyczkach nie będzie miejsca na błędy. Wygra ten, kto - będąc w lepszej dyspozycji - przechytrzy rywala.
Presja była, jest i będzie
Teoretycznym faworytem są broniący tytułu aktualni mistrzowie Polski, którzy wygrali ze Scyzorykami ostatni półfinał Pucharu Polski i grają pierwszy mecz u siebie, być może także decydujący trzeci, co jest niebagatelnym atutem. Ale w starciu drużyn o takim potencjale, mających zawodników, z którymi liczą się wszyscy w Europie, pewniaków już nie będzie. Gra toczy się bowiem o mistrzostwo Polski, w dodatku między odwiecznymi rywalami.
Kielczanie ruszają po 21. tytuł w historii. - Chcemy odzyskać tytuł. Jest pełna mobilizacja przed pierwszą „świętą wojną” o złoto - podkreśla trener Krzysztof Lijewski. - Na taki mecz zawodników nie trzeba dodatkowo motywować. Mecze finałowe mają to do siebie, że o zwycięstwie mogą zadecydować detale. Kluczowa będzie nasza dyspozycja w obronie i procent osiągnięty przez bramkarzy. Każda piłka będzie miała duże znaczenie. Pytanie, jak poradzą sobie z tym zawodnicy. Presja była, jest i będzie, ale mnie i naszych graczy ona nie paraliżuje. Każdy da z siebie wszystko, aby mistrzostwo wróciło do Kielc – zapewnia były znakomity reprezentacyjny rozgrywający, medalista mistrzostw świata, który zastąpił niedawno – po przegranym półfinale Pucharu Polski - ikonę kieleckiego klubu, Tałanta Dujszebajewa. „Lijek” zdradził, że zamierza wprowadzić kilka autorskich pomysłów do gry zespołu po odejściu Kirgiza, który został selekcjonerem Les Bleus, jednej z najlepszych reprezentacji świata. - Wspomniałem już, że nie mam zamiaru wchodzić w buty Tałanta, bo tego człowieka nie da się naśladować czy kopiować. On był, jest i zawsze będzie jednym z najlepszych trenerów na świecie. Oczywiście, bazuję na tym, co było u Tałanta. Bardzo dużo się od niego nauczyłem, dużo mu zawdzięczam, ale chcę wprowadzić swoje pomysły - dodał Krzysztof Lijewski.
Chce się pożegnać złotem
Dla Alexa Dujszebajewa będą to ostatnie mecze w barwach Industrii i bardzo zależy mu na tym, żeby złotym medalem pożegnać się z Kielcami i kibicami. - Fajnie się czuję, jestem gotowy do gry. Nie trzeba nikogo mobilizować. Oczywiście, wierzymy, że jesteśmy w stanie ograć Płock. Gdybyśmy w to nie wierzyli, nie byłoby sensu wychodzić na parkiet. Kluczem do zwycięstwa musi być bardzo dobra gra obrony. Jestem przekonany, że to będzie bardzo wyrównany mecz i każda akcja będzie na wagę złota. Kiedy nasz bramkarz obroni, to będziemy musieli robić zbiórkę, aby nie dawać szans gospodarzom na kolejne trafienia. Musimy być skupieni na walce o każdą piłkę - powiedział kapitan Industrii, a skrzydłowy Arkadiusz Moryto dopowiedział. - Nasi bramkarze są w niesamowitej formie. Mam nadzieję, że Wisła dowie się o tym, że kieleccy bramkarze są w fenomenalnej dyspozycji i gospodarze będą się ich bać!
Zbigniew Cieńciała
_________________________________Młode i gniewne Wybrzeże
Równie ciekawie zapowiada się batalia o brązowy medal, w której nie sposób wskazać faworyta.
Zarówno Rebud KPR Ostrovia, jak i PGE Wybrzeże Gdańsk udowodniły w tym sezonie medalowe aspiracje i nikogo nie zdziwi fakt, jeśli do wyłonienia zwycięzcy potrzebne będą trzy mecze. Co ciekawe, w ubiegłym sezonie oba zespoły zacięcie biły się w ćwierćfinale. Do wyłonienia zwycięzcy potrzebne były właśnie trzy pojedynki, które można było oglądać na stojąco. Każdy z nich miał swoją dramaturgię. Triumfowali Ostrowianie, sięgając później po historyczny medal po pokonaniu Górnika Zabrze.
Pięciu kadrowiczów kontra doświadczenie
W bieżącym sezonie Wybrzeże wygrało na inaugurację u siebie po rzutach karnych. W rewanżu górą była ekipa Kima Rasmussena, zwyciężając 28:27. Pod koniec stycznia z kolei to drużyna z Gdańska zaliczyła wysokie, bo aż 10-bramkowe zwycięstwo w Pucharze Polski. Za to Ostrowianie byli skuteczniejsi na finiszu sezonu zasadniczego, zajmując 3. miejsce, które teraz daje im atut własnego boiska w pierwszym i ewentualnie trzecim spotkaniu. – Mecz o brąz zapowiada się naprawdę emocjonująco. Będziemy się mierzyć z młodym i gniewnym Wybrzeżem. Na ich korzyść przemawia to, że mają pięciu reprezentantów Polski, a my żadnego, ale za to my mamy doświadczenie zebrane w Lidze Europejskiej – zauważa Kacper Ligarzewski, bramkarz Ostrowian.
Czekali ćwierć wieku
Podobna atmosfera panuje w Gdańsku. Wybrzeże zameldowało się w najlepszej czwórce po raz pierwszy od 25 lat, kiedy sięgnęło po tytuł. – Nasze ambicje sięgają wyżej niż miejsce w czwórce i tak musimy na to patrzeć. Przyszedłem tutaj, aby grać o medal. Chcę pomóc chłopakom. Naszym celem jest gra w Europie – przekonuje Tomasz Gębala, rozgrywający drużyny znad morza.
– Teraz wszystko podporządkowujemy meczom o brąz. Wiemy, jaka jest stawka tej rywalizacji. Pamiętamy też, jak zakończył się poprzedni sezon i chcemy się odegrać. Będziemy walczyć o każdą piłkę, gryźć parkiet, żeby wygrać – zapowiada Mikołaj Czapliński, skrzydłowy Gdańszczan.
Zbigniew Cieńciała
◼ Rebud KPR Ostrovia - PGE Wybrzeże Gdańsk; transmisja - Polsat Sport 3
Walka Ostrovii z Wybrzeżem o brąz zapowiada się równie interesująco, jak bitwa o złoto. Fot. Piotr Matusewicz/PressFocus
