Kropla w morzu
Po odejściu Wahana Biczachczjana oraz Benedikta Zecha z Pogonią pożegnał się Alexander Gorgon.
Przez prawie pięć lat gry w Pogoni Alexander Gorgon zagrał w 92 meczach ekstraklasy, w których strzelił 20 goli. Fot. Mateusz Porzucek/PressFocus
POGOŃ SZCZECIN
W tym tygodniu otrzymaliśmy informację od władz Pogoni, że 31 stycznia poznamy nowego inwestora, który ma pomóc klubowi w walce z długami. Przekazano, że wszystkie ruchy wykonywane przez klub do czasu finalizacji transakcji są uzgadniane z nowym właścicielem. Dlatego dziwi fakt, że inwestor pozwala na pozbywanie się niezwykle ważnych zawodników, którzy mogą być kluczowi w osiągnięciu celu, którym jest wygranie Pucharu Polski.
Jeszcze przed Nowym Rokiem z klubem pożegnał się Benedikt Zech. Z tym ruchem nowy tajemniczy inwestor nie miał nic wspólnego, bo wówczas Pogoń była bliska sprzedania akcji Aleksowi Haditaghiemu, kanadyjskiemu biznesmenowi. Jednak gdy 16 stycznia do Legii odszedł Wahan Biczachczjan, o tym nowy właściciel już wiedział. Co więcej, zaakceptować też musiał przenosiny Alexandra Gorgona do Rheindorfu Altach (austriacka Bundesliga, ten sam klub, do którego przeniósł się Zech). Nie trzeba nikogo przekonywać, że „Portowcy” stracili ważnych zawodników ofensywnych.
Stracili 650 tysięcy euro
Gorgon w ostatnim sezonie zagrał w 18 meczach, choć częściej wchodził z ławki rezerwowych. Tylko ośmiokrotnie był zawodnikiem pierwszego składu, ale to nie przeszkodziło mu zdobyciu czterech bramek. Co ważniejsze, każdy z goli był niezwykle cenny, bo za każdym razem, gdy Gorgon wpisywał się na listę strzelców, szczecinianie wygrywali. Tak było w starciu ze Stalą Mielec, gdy w ostatnich minutach zapewnił Pogoni trzy punkty, czy podczas rywalizacji z Legią Warszawa, gdy kilka minut po wejściu z ławki zdobył jedynego gola w meczu. Realnie 36-latek przyczynił się do tego, że Pogoń zdobyła kilka punktów więcej w rundzie jesiennej. Jak widać, nie miało to znaczenia.
Odejścia tych zawodników mogą być postrzegane jako konieczne cięcie kosztów. Być może za dużo zarabiali. Prawda jest jednak taka, że ich wypłaty były kroplą w morzu długów, w których tonie Pogoń Szczecin. Około 50 milionów złotych zobowiązań -z takim ciężarem będzie zmagał się nowy właściciel. W takiej sytuacji gotówkowy transfer Biczachczjana ma marginalne znaczenie. Pogoń zarobiła na transferze około 250 tysięcy euro. Dużo? Cóż, Ormianin dołączał do szczecińskiego klubu w 2022 roku, gdy zapłacono za niego MSK Żilina 900 tysięcy euro…
Sukces sportowy?
W ten sposób, pozbywając się trzech zawodników, budżet klubu być może został delikatnie odciążony krótkoterminowo. Nie zmienia on jednak ogólnej sytuacji Pogoni, która zmuszona jest do spłacenia części (ok. 20 milionów złotych) długów natychmiastowo. Jednym z pomysłów na odrobienie straty finansowej jest osiągnięcie sukcesu sportowego. Przewodniczący rady nadzorczej Pogoni Tomasz Brzozowski zaznaczył, że gdyby Pogoń wygrała Puchar Polski rok temu, zyskałaby co najmniej kilkanaście milionów złotych (za wygraną i za grę w europejskich pucharach). Trofeum zdobyć się nie udało, do Ligi Konferencji zespół nie dostał się także poprzez wynik w ekstraklasie, więc na dodatkowy zastrzyk funduszy nie można było liczyć. Ale Pogoń przecież może o dokładnie te same cele i te same nagrody pieniężne walczyć w bieżących rozgrywkach. W lidze od podium dzieli ją różnica ośmiu punktów i nie jest to strata nie do odrobienia. Wszystko się może wydarzyć. Za to w Pucharze Polski zespół dotarł już do ćwierćfinału. Pod koniec lutego będzie walczył o półfinał z dołującym Piastem Gliwice. Jest więc też spora szansa na osiągnięciu sukcesu w tych rozgrywkach. Pozostaje jednak pytanie, czy bez zawodników, których szczecinianie puścili za półdarmo w ciągu ostatniego miesiąca, zespół będzie mógł w ogóle myśleć o święceniu triumfów?
Kacper Janoszka
