Kropka nad „i”

Rozmowa z Kamilem Żbikowskim, prezydentem Zabrza

Prezydent Zabrza Kamil Żbikowski podczas niedzielnej fety na Stadionie im. Ernesta Pohla. Fot. Michał Zichlarz

Był pan na finałowym meczu w Warszawie, zaproszony przez prezesa PZPN-u Cezarego Kuleszę. Jak pan to wszystko podsumuje? Górnik po raz siódmy w historii, po latach przerwy, ponownie z Pucharem Polski!

- Tak, byłem gościem PZPN-u. No i co, piękne wspomnienia! Można powiedzieć, że kibice Górnika na Stadionie Narodowym przejęli trybuny, bo 3/4 całej widowni kibicowało Górnikowi. Graliśmy tam, w Warszawie, jak u siebie. Fani zrobili wspaniałą robotę, a piłkarze postawili kropkę nad „i”, zasłużenie wygrywając z Rakowem.

Była pewnie okazja do rozmów z piłkarzami, z trenerem Michalem Gasparikiem. Co mówią?

- Wszyscy jeszcze jesteśmy w euforii. Rozmowy są wypełnione radością, okrzykami. To zrozumiałe, biorąc pod uwagę początek sezonu, że raczej mało kto spodziewał się, że będzie aż tak dobrze. To jednak ciężka praca wszystkich ludzi w Górniku, nie tylko zawodników czy sztabu trenerskiego, ale wszystkich pracowników. Mnie jako prezydentowi miasta nie pozostało nic innego, jak tylko nie przeszkadzać. Oddać wszystko w ręce fachowców, pasjonatów. To wszystko zadziałało, sprawdziło się i bardzo się teraz cieszymy.

Co dla pana osobiście stanowi triumf Górnika Zabrze w Pucharze Polski sezonu 2025/26? Przypomnijmy, wygrana po 54 latach! 

- Dla mnie, dla kibica Górnika od urodzenia, dla Zabrzanina, mogę powiedzieć, że od dziecka marzyłem o tym, żeby przeżyć to, co przeżywały pokolenia moich rodziców, dziadków, kiedy mieliśmy do czynienia ze złotą erą w dziejach klubu. Moje życie odkąd pamiętam (prezydent Kamil Żbikowski to rocznik 1986 – przyp. red.) było już niestety pozbawione wielkich sukcesów z przeszłości, a teraz nawiązujemy do tych pięknych czasów. Mamy trofeum, które, owszem, jest przechodnie, ale w naszych sercach pozostanie na zawsze!

Nie sposób nie zapytać o prywatyzację klubu. Kiedy w grudniu rozmawialiśmy w Urzędzie Miasta, to obiecywał pan, że wszystko zostanie dopięte. Jak wiemy, przed meczem z Radomiakiem w sobotę 23 maja w Zabrzu umowa o prywatyzacji klubu, o przekazaniu akcji Lukasowi Podolskiemu, zostanie podpisana. Nie będzie już żadnych problemów? Wszystko odbędzie się tak, jak planujecie?

- Mam nadzieję, że nie będzie przeszkód. Jednak w takich sprawach to do końca nigdy nie wiadomo, ale tak na 99 proc. staramy się z Lukasem oraz z zespołami prawników z obu stron dopiąć ostatnie przecinki w umowach. Jesteśmy już na finiszu. W najbliższych dniach będziemy chcieli parafować umowę, potem damy zapoznać się radnym z finalnymi zapisami, a także Radzie Nadzorczej Górnika. Po ich zgodzie uroczyście i formalnie podpiszemy umowę, kończąc rozdział pod nazwą prywatyzacja Górnika.

Dwa lata temu, kiedy Śląsk Wrocław został wicemistrzem Polski, a też był w procesie prywatyzacji, to na finiszu wycofano się z wszystkiego, bo stwierdzono, że po takim sukcesie wartość klubu poszybowała w górę. W Zabrzu nie ma takiego niebezpieczeństwa?

- Mam nadzieję, że nie. Odkąd w zeszłym roku zostałem prezydentem miasta, to pracowaliśmy w atmosferze, można powiedzieć, sukcesu Górnika. Drużyna od początku rozgrywek jest w czołówce tabeli, była nawet na pozycji lidera…

Przepraszam, że przerwę, sam pan podkreślał, że do tej prywatyzacji Górnika musi dojść, prawda?

- Tak, dokładnie. My jako miasto nie mamy możliwości rozwijania potencjału klubu. Mamy potężne ograniczenia związane z programem postępowania oszczędnościowego. Z własnych pieniędzy nie możemy dorzucać pieniędzy do klubu, a miastu trudno jest też pozyskiwać sponsorów. W momencie, kiedy przychodzi ktoś pokroju Lukasa Podolskiego, ze swoimi kontaktami, to wydaje się to najlepszą opcją, żeby dopompować te sukcesy odpowiednim zarządzaniem, odpowiednimi finansami. Sektor prywatny w sporcie sprawdza się lepiej, tak uważam. Samorządy nie za bardzo powinny „bawić” się w profesjonalny sport, ponieważ mają inne zadania i pieniądze muszą być wydawane gdzieś indziej. Jasne, jest w mieście infrastruktura sportowa, na tym się skupimy. Stadion pozostaje miejski, większość obiektów, gdzie trenują piłkarscy adepci, też jest miejska, więc chcemy skupić się na tym, a profesjonalny futbol pozostawić fachowcom i pasjonatom.

Rozmawiał Michał Zichlarz

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się