Król jest tylko jeden
Tadej Pogačar wygrał trzy etapy i w wielkim stylu całe Criterium du Dauphine – próbę generalną przed Tour de France.
Tadej Pogačar i Jonas Vingegaard – rywale z szosy. Na razie górą ten pierwszy. Fot. IMAGO/PressFocus
Słoweniec zrobił to w sposób aż nadto przekonujący i na niecałe trzy tygodnie przed startem największej kolarskiej imprezy na świecie jest jej zdecydowanym faworytem. A trzeba od razu dodać, że w zakończonym wczoraj wyścigu wzięli udział jego najgroźniejsi rywale. Nie miał dla nich litości!
Oszczędzanie sił
Ośmioetapowe, rozgrywane w centralnej i południowej Francji Criterium du Dauphine aktualny mistrz świata Tadej Pogačar zaczął od wygrania... pierwszego odcinka, choć miał on należeć do sprinterów. Potem taktycznie oddał żółtą koszulkę lidera, żeby jego koledzy z UAE Team Emirates-XRG nie pracowali na czele peletonu, ale oszczędzali siły na trzy ostatnie, najtrudniejsze etapy. Potem przydarzył mu się wypadek przy pracy, za co należy uznać dopiero czwarte miejsce w jeździe indywidualnej na czas ze znaczną stratą nie tylko do mistrza w tej specjalności, Belga Remco Evenepoela (Soudal Quick-Step), ale także Duńczyka Jonasa Vingegaarda (Visma), z którym w ostatnim czasie toczy ciężkie boje o zwycięstwo na Wielkiej Pętli. To mogło dawać do myślenia, jednak już następnego dnia Słoweniec rozwiał wszelkie wątpliwości co do ewentualnego braku formy – triumfował na alpejskim etapie z metą na szczycie, zostawiając rywali daleko z tyłu i znowu obejmując prowadzenie w klasyfikacji generalnej.
W sobotę na krótkim, ale jakże treściwym alpejskim etapie ze słynnymi przełęczami Madeleine (1991 m n.p.m.) i Croix de Fer (2063 m) oraz metą w stacji narciarskiej Valmeinier 1800, na finałowym podjeździe odjechał od Vingegaarda jeszcze łatwiej niż dzień wcześniej. Tym razem jednak nie powiększał przewagi, tylko wspinał się... ekonomicznie, mając świadomość, że ani Duńczyk, ani tym bardziej nikt inny i tak go nie dogoni.
Pełna kontrola
W niedzielę na ostatnim, także alpejskim etapie z metą na Plateau du Mont-Cenis (2095 m), Pogačar ponownie włączył tryb oszczędnościowy, ale i tak miał pełną kontrolę nad tym, co się działo. Kiedy więc na końcowym podjeździe do przodu ruszył Evenepoel, który liczył, że odrobi straty do Niemca Floriana Lipowitza (Red Bull-BORA-hansgrohe) i awansuje na trzecie miejsce, bez problemów dogonił Belga. Kiedy zaś zaatakował Vingegaard, bez trudu dołączył do Duńczyka i razem zaczęli przeganiać kolarzy z ucieczki dnia. Jednego im się nie udało doścignąć, choć gdyby tylko bardzo chcieli, to pewnie i jego by złapali. A tak 21-letni Francuz Lenny Martinez (Bahrain-Victorious) odniósł już trzecie etapowe zwycięstwo w tym roku w ważnym wyścigu (wcześniej na Paryż-Nicea i Tour de Romandie), co przed zbliżającym się Tour de France ucieszyło jego rodaków. A sam Słoweniec tuż przed metą po dżentelmeńsku przepuścił Duńczyka, zaraz zaś potem pogratulowali sobie walki na tym etapie i w całym wyścigu.
– Byłem tutaj w 2020 roku w skróconym wyścigu z powodu koronawirusa. Wspominam tamte pięć dni jako jedne z najtrudniejszych w mojej karierze (Pogačar zajął wtedy 4. miejsce – przyp. red). Teraz wróciłem, wygrałem, jestem szczęśliwy i dumny. To był naprawdę niesamowity tydzień – podkreślał Słoweniec, który teraz będzie się przygotowywał do Wielkiej Pętli. – Jedziemy na obóz wysokogórski do stacji narciarskiej Isola 2000, potem trzy dni w domu i na start. Nie mam za wiele do zrobienia, no może przyda się trochę dodatkowej pracy nad jazdą na czas i wtedy będę gotowy – dodał 26-letni Słoweniec, który już trzy razy triumfował w Tourze (2020, 2021 i 2024).
7. etap, Aigueblanche/Frankreich – Valmeinier (131,6 km):
1. Tadej Pogačar (Słowenia/UAE Team Emirates-XRG) 4.10.002. Jonas Vingegaard (Dania/Team Visma) strata 14 sek.
3. Florian Lipowitz (Niemcy/Red Bull-BORA-hansgrohe) 1.21
4. Tobias Halland Johannessen (Norwegia/Uno-X Mobility) 2.26
5. Remco Evenepoel (Belgia/Soudal Quick-Step) 2.39
6. Ben Tulett (W. Brytania/Team Visma) 3.48
8. etap, Val-d'Arc – Plateau du Mont-Cenis (133,3 km):
1. Lenny Martinez (Francja/Bahrain Victorious) 3:34.182. Vingegaard 34
3. Pogačar ten sam czas
4. Matteo Jorgenson (USA/Team Visma) 40
5. Evenepoel ten sam czas
6. Enric Mas (Hiszpania/Movistar Team) 45
Klasyfikacja generalna:
1. Pogačar 29:19.462. Vingegaard 59
3. Lipowitz 2.38
4. Evenepoel 4.21
5. Johannessen 6.12
6. Jorgenson 7.28
W Szwajcarii też się szykują
Formę przed Wielką Pętlę można sprawdzić także na Tour de Suisse, które wczoraj rozpoczęło się etapem ze startem i metą w Kuessnacht. Wśród tych największych z takiego założenia wyszli jednak tylko drugi na ubiegłorocznym wyścigu Vuelta a Espana Ben O'Connor (Jayco AlUla) i drugi tu rok temu Joao Almeida, który wkrótce we Francji będzie pomagał... Tadejowi Pogačarowi, swojemu koledze z UAE Team Emirates-XRG. I o ile Australijczyk na niedzielnym tylko z pozoru łatwym odcinku pojechał czujnie, zajmując 5.miejsce, to Portugalczyk w zasadzie już stracił szanse na końcowy sukces, bo nie znalazł się w ucieczce dnia i dotarł do mety ponad trzy minuty po zwycięzcy. Wygrał Francuz Romain Gregoire (Groupama-FDJ), który o 20 sekund wyprzedził swojego rodaka Kevina Vauquelina (Arkea), Holendra Barta Lemmena (Visma) i byłego francuskiego mistrza świata Juliana Alaphilippe'a (Tudor). O'Connor przyjechał ponad minutę za triumfatorem.
I choć tym razem w Szwajcarii kolarze tylko na dwóch etapach będą się wspinać na przełęcze powyżej 2000 m n.p.m., ale z nich daleko będzie do mety, to i tak – co pokazał chociażby wczorajszy płaski odcinek – powinno być ciekawie. Zwłaszcza że aż sześć na osiem etapów będzie kończyło się podjazdami, w tym ten ostatni – jazda indywidualna na czas do Stockhuette (10 km z poziomu 439 m na 1268 m).
Niestety, w Tour de Suisse nie startuje żaden polski kolarz, a przypomnijmy, że nasz jedynak w Criterium du Dauphine, Kamil Gradek (Bahrain-Victorius) wycofał się podczas piątkowego etapu.
