Kraj ludzi niepoważnych

Z DRUGIEJ STRONY – Piotr Tubacki

Uprzedzając wątpliwości – tak, chodzi o Polskę. Z politologicznego punktu widzenia nasz kraj cierpi na syndrom średniaka. Znajduje się pośrodku, wskutek czego z wyższością patrzy na mniejszych i z bojowym nastawieniem na tych większych. Jednocześnie popada w pewnego rodzaju schizofrenię i wahania nastrojów – bo raz myśli, że jest do niczego i jest totalnym zadupiem, a innym, że jest kozakiem godnym miejsca przy stole z największymi. A nie jest ani tu, ani tu. Jest pośrodku.

Z piłką nożną jest podobnie, bo rzadko dostrzegam konstruktywne opinie dotyczące realnej wartości reprezentacji. Niektórzy są w szoku, że Biało-czerwonych nie było na mundialu. A ja pytam: dlaczego? Czy przegrana Polski ze Szwecją – patrząc zupełnie z boku – to wydarzenie historyczne, nieprawdopodobne, wiekopomne, które rzuca na kolana całą piłkarską społeczność? Nie. Świat miał to gdzieś. Zagraniczni eksperci też tam to mieli, bo Polacy – jako piłkarscy przeciętniacy – nie robią na nikim wrażenia. Wrażenie zrobili Bośniacy eliminujący w barażach Włochów (a piszę to bez jakiegokolwiek związku z dzisiejszym spotkaniem).

Na mundial jechało 16 europejskich reprezentacji. Czy Polskę można dziś umieścić w takim gronie top 16? Ktoś powie – a jakże, koniecznie! Ale wymieńmy sobie może, tak dla rekreacji, zespoły dziś mocniejsze od Biało-czerwonych. Niektóre bezapelacyjnie, niektóre trochę – ale jednak lepsze. To: Hiszpania, Portugalia, Francja, Anglia, Belgia, Holandia, Austria, Szwajcaria, Niemcy, Włochy, Chorwacja, Norwegia, Dania, Turcja. I cyk, mamy 14. Zostają więc dwa hipotetyczne miejsca mundialowe i takie ekipy w zanadrzu, jak Szwecja, Serbia, Ukraina, Węgry, Szkocja, Grecja, Czechy... No i oczywiście Polska. Czy Biało-czerwoni pasują na miejsca 15-16? Pasują. Czy pasują, aby ich tam nie było? Pasują. Dlatego nie ma też co popadać w drugą skrajność, widoczną zazwyczaj po porażkach, że Polska to futbolowy trzeci czy nawet ósmy świat, który należy zaorać i posadzić w jego miejsce fasolę. Nie. Reprezentacja Polski jest po prostu przeciętna. Jest pośrodku.

A bycie pośrodku oznacza... granie na udo – „raz się udo, raz nie udo”. Parę lat temu oczywiście częściej się udawało, bo kadra była zwyczajnie mocniejsza, miała lepszy ranking FIFA. Miała więcej piłkarzy w mocnych klubach, w ligach top 5. W obecnej drużynie jest ich tylko siedmiu – Szymański i Frankowski (obaj Rennes), Skóraś (Lens), Zalewski (Atalanta), Zieliński (Inter), Potulski (Mainz) i Cash (Aston Villa).

I w tym wszystkim grono niepoważnych ludzi nic tylko psioczy na selekcjonera. Już nawet nie chodzi o Jana Urbana, ale o... każdego. Oczywiście, niektórzy na to psioczenie zasłużyli, ale po raz kolejny trzeba przypomnieć, że selekcjoner to nie trener, tylko selekcjoner! On odpowiada za selekcję. Gra tymi, których akurat ma, niczego więcej nie wymyśli, nikogo nie wytrenuje, a polska kołderka jest dosyć krótka. Można mieć pewne pretensje do Jana Urbana, jasne, ale nie można nie zauważyć, że wiele rzeczy robi dobrze, że szuka, kombinuje... To on widzi piłkarzy na co dzień, on z nimi rozmawia, analizuje. Nie my. Zatrudnienie następnego, siódmego selekcjonera po odejściu Adama Nawałki naprawdę nie sprawi, że w Polsce pojawią się Haaland, Rodri, van Dijk i Donnarumma.

Chcecie być poważni? Dajcie ludziom pracować i uświadomcie sobie, jaka jest w tej chwili pozycja polskiej piłki. Należy wymagać, ale też schować szabelkę do pochwy i postawić logikę nad emocjami.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się