„Kowal” wykuwa.... zdrowie
Zdąży. Albo i nie... Mateusz Kowalczyk, jedna z kluczowych postaci środka pola katowiczan, ściga się z czasem, by jeszcze przed końcem roku choć na chwilę pojawić się na murawie.
Mateusza Kowalczyka na murawie rywale nie oszczędzają... Fot. Dawid Figura / Press Focus
GKS KATOWICE
Pech dopadł tego GieKSiarza już w 5 minucie rozegranego trzy tygodnie temu – a więc jeszcze przed reprezentacyjną przerwą – meczu ligowego z Piastem. Pozornie niegroźne zderzenie z Grzegorzem Tomasiewiczem, przecież nie gigantem, poskutkowało koniecznością zejścia z murawy po kolejnych kilkudziesięciu sekundach. Objawy były niepokojące, więc jeszcze w trakcie spotkania Kowalczyk pojechał do szpitala na badania. – Trzeba dmuchać na zimne – mówiono zaraz po końcowym gwizdku w szatni gospodarzy przy Nowej Bukowej. Kilka miesięcy wcześniej, w nieco podobnych okolicznościach, na operacyjny stół – w stanie zagrożenia życia – trafił przecież Petr Schwarz, kapitan wrocławskiego Śląska.
Nerwy przed ekranem
W przypadku „Kowala” USG wykluczyło poważny uraz nerki. Mocne stłuczenie biodra oraz uraz mięśnia skośnego brzucha wykluczył jednak pomocnika z ważnych listopadowych meczów reprezentacji młodzieżowej. Miast biegać po murawie w Szczecinie, a potem Bitoli, przyszło mu zaciskać kciuki przed telewizorem. – Zwłaszcza mecz z Włochami kosztował mnie dużo nerwów – śmieje się Mateusz Kowalczyk. – Pierwsza połowa była wyrównana, ale w drugiej mieliśmy problem. Włosi nam uciekali – przywołuje towarzyszące mu wtedy przed ekranem emocje. – Zmiana Janka Faberskiego na szczęście zrobiła różnicę – dopowiada katowiczanin, a my na wszelki wypadek przypominamy, że z 0:1 Biało-czerwoni w ostatnim kwadransie „wyciągnęli” na 2:1. A potem wygrali także wyjazdowe spotkanie z Macedończykami i bez straty punktu prowadzą w grupie eliminacji młodzieżowych mistrzostw Europy. – Duma z chłopaków! Przezimujemy na pierwszym miejscu, możemy ze spokojem przygotowywać się do gier wiosennych – dodaje „Kowal”. 27 marca wybrańcy Jerzego Brzęczka ugoszczą Armeńczyków, a cztery dni później pojadą do Czarnogóry.
Byle do... Rakowa
Tymczasem jeszcze tej jesieni GieKSiarzy czekają dwa mecze ligowe oraz pucharowe starcie z Jagiellonią. Choć Kowalczyk trenuje już z drużyną, najpewniej nie pomoże kolegom w sobotnim starciu z Pogonią. Nie zagra też w Barbórkę we wspomnianym spotkaniu 1/8 finału Pucharu Polski z Jagiellonią – to wynik nie tylko zmagań z dolegliwościami, ale też dwóch żółtych kartek z poprzednich rund. Jest natomiast – jak utrzymują w klubie – szansa, że pomocnik „stanie na nogi” przed zaplanowanym na 7 grudnia wyjazdowym spotkaniem z Rakowem, wieńczącym tegoroczne granie ekipy z Bukowej.
Pamięci legendy
Tymczasem w przedandrzejkowy wieczór katowiczanie z Pogonią zagrają nie tylko bez Kowalczyka. Zabraknie też w ich szeregach Marcina Wasielewskiego, pauzującego za nadmiar sędziowskich upomnień. Pod okiem fizjoterapeutów pracują z kolei Maciej Rosołek, Mateusz Marzec, Aleksander Paluszek, Konrad Gruszkowski i Łukasz Trepka.
Mecz ze szczecinianami będzie też okazją do prezentacji przez kibiców specjalnej oprawy poświęconej Janowi Furtokowi, którego pierwszą rocznicę śmierci obchodzono w środę.
(DaL)
30 LAT (i jeszcze sześć miesięcy) minęło od ostatniego zwycięstwa ligowego Pogoni w Katowicach. W maju 1995 Portowcy wygrali przy (starej) Bukowej 2:1.
