Koszmary widzewskie
Rozmowa z byłym piłkarzem Widzewa, Śląska Wrocław i Hansy Rostock.
Czy Karol Świderski zagra wreszcie tak, jak na reprezentanta Polski przystało? Fot. Dawid Figura/Press Focus
NA KOLEJKĘ ZAPRASZA SŁAWOMIR CHAŁAŚKIEWICZ
Co się dzieje z Widzewem?
– Ciężko powiedzieć... Myślę, że wewnątrz klubu było za dużo turbulencji. Były zmiany trenerów i to odbija się na wszystkim. Nie ma stabilizacji. Myślałem, że przerwa na kadrę trochę zmieni nastawienie i coś w tym zespole drgnie, ale widzę, że nic się nie zmieniło. Nadal są koszmary z początku sezonu, łatwo tracone bramki... Trenera Mateusza Stolarskiego czeka dużo pracy, żeby to wszystko poukładać.
Widzew ma najwięcej remisów w ekstraklasie – 6 w 10 meczach. Czyli to takie granie na styk – niewiele brakuje, żeby przegrać, ale też... aby wygrać.
– Remis nigdy nic nie daje. Lepiej jeden mecz przegrać, a dwa wygrać, niż sześć zremisować. To wpływa też na morale zespołu. Zwycięstwa budują lepiej na kolejne spotkania niż remisy. Podział punktów to niepewna sytuacja. Linia jest cienka i taki mecz można przegrać, choćby tak jak z Piastem. W końcówce zabrakło koncentracji i Widzew stracił bramkę. Nad tym trzeba pracować, zwłaszcza nad grą defensywną, żeby nie dopuszczać rywala do łatwych sytuacji.
Wokół Widzewa nie ma już takiego efektu „wow, ile oni mają kasy!”, bo ma ją już dłuższy czas i zdążyliśmy się do tego przyzwyczaić. Ale chyba nadal odbija mu się czkawką, że pewne rzeczy chciał zrobić za szybko, zbyt chaotycznie...
– Widzew będzie za to pokutował. Chciał wejść „z buta i to zmotywowało też rywali. Pojawia się drużyna, która ma mnóstwo pieniędzy, kupuje zawodników na lewo i prawo, chociaż nie wszystkie te transfery były trafione. To była woda na młyn dla przeciwników. Gdyby to było robione skromniej, ale z większą odpowiedzialnością, przemyślanymi transferami – to takiego efektu może by nie było, lecz teraz trudno mówić, co by było, gdyby. Sytuacja Widzewa jest ciężka i miejmy nadzieję, że jak najszybciej się z tego wykaraskają i zaczną wygrywać. Nikt chyba nie wyobraża sobie takiego scenariusza jak w poprzednim sezonie, gdy do ostatniej kolejki kibice drżeli, czy Widzew się utrzyma.
Jak pan się zapatruje na hit, bo do Łodzi przyjeżdża Wisła Kraków?
– Wisła będzie chciała powalczyć o punkty, chociaż to beniaminek. Są mecze Wisły, które dobrze się ogląda, a są takie, w których popełnia dużo błędów.
Aż 15 z 17 punktów Wisła zdobyła u siebie...
– Taka też „rola” beniaminka. Chociaż to klub z tradycjami, długo czekał na powrót do ekstraklasy i łatwiej gra mu się u siebie. Miejmy nadzieję, że ta passa nadal będzie podtrzymana i będzie im trudno wygrać na wyjeździe z Widzewem (śmiech). Obie drużyny potrzebują punktów i myślę, że to spotkanie pokaże, w którym kierunku dany zespół będzie zmierzał.
Spojrzałem w terminarz Widzewa, który przed przerwą na kadrę zagra w lidze jeszcze cztery mecze: Wisła i Górnik u siebie, wyjazd do Katowic i Pogoń u siebie. Drużyny z miejsc: 6., 1., 5., 4. Łatwo nie będzie, więc zastanawiam się, co stanie się w klubie – i z trenerem Stolarskim – jeśli w tym czasie gra i stan punktowy nie poprawią się. Bo efektu nowej miotły na razie nie ma.
– Nie ma. Ale nie patrzyłbym na to, że przeciwnicy są z wyższej półki. Wiemy, że w naszej ekstraklasie ostatnia drużyna może wygrać z pierwszą i nie ma aż tak dużych dysproporcji. To głównie kwestia zaangażowania i wiary w siebie, próby zdominowania przeciwnika, a nie tylko chowania za gardą i próby wymyślenia czegoś po stałym fragmencie czy szybkim ataku. Szczęściu trzeba dopomóc i wziąć trochę odpowiedzialności za to, co się robi. Trzeba spróbować wygrać.
W weekend na Górnym Śląsku czekają nas derby: do Zabrza przyjedzie Piast. Czy Górnik podtrzyma swoją świetną serię?
– Myślę, że tak. Jeżeli patrzę na spotkanie Widzewa z Piastem, to Gliwiczanie nie byli drużyną, która zasłużyła na zwycięstwo. Oczywiście, mieli swoje sytuacje, ale nie było zdecydowanej dominacji. Momentami to Widzew przeważał. A Górnik jest w tej chwili lepszy od Widzewa i nie powinien mieć problemów z osiągnięciem zwycięstwa.
Jedyna niepokonana drużyna po 10 kolejkach to Legia. Taka forma panu imponuje czy to zbyt duże słowo?
– Za duże. Uważam, że Legia nie gra takiej piłki, żebyśmy powiedzieli „wow”. To nie jest taka dominacja, jaką miała kiedyś, gdy była zdecydowanym faworytem przed każdym spotkaniem. Teraz bym tak na nią nie patrzył. Ma sporo szczęścia, czasami pomogą trochę sędziowie i nie wygląda to aż tak pięknie, jak liczba zdobytych punktów.
Rozmawiał Piotr Tubacki
