Koszmar Stocha
Połowa polskiej reprezentacji przepadła w kwalifikacjach do sobotniego konkursu w Wiśle. Zabraknie w nim naszego trzykrotnego mistrza olimpijskiego.
Kamila Stocha nie zobaczymy w sobotnim konkursie. Fot. PAP/Grzegorz Momot
SKOKI NARCIARSKIE
Jako gospodarze Polacy mogli wystawić 10-osobową reprezentację powiększoną o tak zwaną krajową grupę. Trener Maciej Maciusiak i prezes Polskiego Związku Narciarskiego, Adam Małysz, liczyli, że na swojej skoczni nasi zawodnicy pokażą się ze znacznie lepszej strony niż w poprzednich konkursach. Niestety, były to płonne oczekiwania.
Już dwie sesje treningowe pokazały, że nasi skoczkowie odstają od najlepszych. Pierwszą wygrał Słoweniec Domen Prevc, a drugą Niemiec Philipp Raimund. Z Polaków w pierwszej sesji najwyżej był Kacper Tomasiak, na 22. miejscu, a w drugiej Paweł Wąsek na 13. Z pewnym niepokojem, ale wciąż jednak z nadzieją na przełamanie czekaliśmy na kwalifikacje. Te jednak pokazały, że z polskimi skokami nie jest za dobrze. Z tych, co dołączyli do szóstki pucharowiczów, szansę wykorzystał tylko Maciej Kot, awansując do sobotniego konkursu. Pozostali przepadli z kretesem.
Szokiem było jednak to, że przepadł też Kamil Stoch. Skoczkowi z Zębu wczoraj na skoczni Adama Małysza szło wyjątkowo źle. Już na treningach był daleko, plasując się na początku czwartej dziesiątki. Nikt nie zakładał jednak, że może mieć kłopoty w kwalifikacjach. Te okazały się koszmarem dla naszego trzykrotnego mistrza olimpijskiego. Skoczył zaledwie 118,5 m, mając do tego kłopoty w powietrzu. Gdy wylądował, zrezygnowany machnął tylko ręką. Nota 104,4 punktu dała mu wtedy 37. miejsce, niedające awansu, ale po nim skakało jeszcze kilkunastu skoczków, więc niewielka szansa była. Koniec końców zajął jednak 51. miejsce, a do wejścia do sobotniego konkursu zabrakło mu 0,5 pkt.
W rozmowie z reporterem Eurosportu nie szukał wymówek, przyznając, że nie potrafił sobie poradzić na skoczni. - Po wyjściu z progu skręciło mną i nie wiedziałem jak reagować. Tak było na treningach i w kwalifikacjach. To nie powinno się zdarzyć, a jednak się stało. Nie odwrócę tego i muszę patrzeć w przyszłość - powiedział Kamil Stoch. Wypada więc mieć tylko nadzieję, że w niedzielę będzie o wiele lepiej.
Najlepiej z Polaków wypadł Piotr Żyła, który po skoku na odległość 128,0 m zajął 13. miejsce. Paweł Wąsek wylądował na 125 m i był 20., Dawid Kubacki uzyskał 124 m (22. lokata), Maciej Kot 126,5 m (23.), Kacper Tomasiak 124,5 m (25.). Ta piątka wystąpi w sobotnim konkursie. Awansu do niego, oprócz Stocha, nie wywalczyli: Aleksander Zniszczoł – 118 m (52. miejsce), Adam Niżnik – 111 m (59.), Klemens Joniak 110 m (63.) i Jakub Wolny – 108 m (64.). Dodajmy, że w kwalifikacjach wzięło udział 69 skoczków.
Kwalifikacje wygrał Japończyk Ryoyu Kobayashi, który w kapitalnym stylu z obniżonego rozbiegu uzyskał 133 m. Za zwycięstwo otrzymał czek na 3175 euro. Drugi był Austriak Daniel Tschofenig 128 m, a trzeci Francuz Valentin Foubert 130 m.
(a)
Sobota, 6 grudnia 13.45 - seria próbna mężczyzn 14.45 - konkurs indywidualny mężczyzn Niedziela, 7 grudnia 12.55 - kwalifikacje mężczyzn 14.25 - konkurs indywidualny mężczyzn
