Koszmar na dobrej drodze
Reprezentacja Polski przegrała w Lublanie pierwsze grupowe spotkanie w mistrzostwach Starego Kontynentu. To jej dziewiąty w historii mecz bez zwycięstwa na Euro.
Tak pryskały marzenia Polaków o pierwszym sukcesie na mistrzostwach Europy... Fot. SIPA USA/PressFocus
MISTRZOSTWA EUROPY
Sobotni mecz z Węgrami był dla Biało-czerwonych trzecim z rzędu i czwartym w historii na ME. Do tej pory nie wygrali, ale tym razem miało być inaczej. Choć trafiliśmy do mocnej grupy, to z będącymi - jak się wydawało - na tym samym poziomie Węgrami liczyliśmy na sukces; rywale tak samo jak Polacy czekali na premierowe zwycięstwo na Euro.
Z nadziejami na przerwę
I do przerwy można było mieć nadzieję, że ten wcale nie hurraoptymistyczny scenariusz jest do zrealizowania, aczkolwiek pierwsza połowa niosła zarówno pozytywne, jak i bardzo złe przesłanki. Zacznijmy od tych drugich, bo już w 6 minucie straciliśmy bramkę. Mecz od początku toczony był w szybkim tempie, zacięta walka trwała na całym boisku, jednak po wyrównanych minutach na prowadzenie wyszli rywale. W zamieszaniu przed bramką trochę swobody znalazł Mark Fekete i z bliska pokonał Michała Kałużę. Był to 1. po prawie dekadzie gol Madziarów w finałach ME.
Kapitan na czerwono
Sytuacja Polaków skomplikowała się jeszcze bardziej, gdy w 15 minucie po czerwonej kartce boisko musiał opuścić Tomasz Kriezel. Oznaczało to dwuminutowe osłabienie zespołu, koniec udziału naszego kapitana w tym spotkaniu, ale też absencję we wtorek (20.30) przeciwko Włochom. Ten koszmar był „przypudrowany” naszym prowadzeniem, bo po stracie pierwszej bramki trener Błażej Korczyński poprosił o przerwę, po której przycisnęliśmy przeciwników. Do remisu doprowadził Kacper Pawlus, wykorzystując sprytne podanie Kriezela z autu. Wkrótce nasz kapitan zaliczył identyczną asystę, a gola dającego prowadzenie potężnym uderzeniem po rykoszecie strzelił Mikołaj Zastawnik. - Gdy straciliśmy kapitana, już nie graliśmy dobrze, ale prowadziliśmy, więc w przerwie powiedziałem zawodnikom: „OK, nie mieliśmy dobrego początku, ale strzeliliśmy dwa gole i wygrywamy, więc jesteśmy na dobrej drodze. Czasami można powiedzieć wszystko, ale jeśli twoja głowa nie jest skoncentrowana, nie da się nic powiedzieć - zdradził nasz selekcjoner, który przeczuwał, co nas może jeszcze spotkać, bo przeciwnicy do przerwy nie byli gorsi; przegrywali trochę pechowo, ich waleczna postawa pokazywała, że są zdolni odwrócić losy.
„Zabójcza” lewa noga
Początkowo Biało-czerwoni przetrwali oblężenie, choć Kałuża został poddany potężnemu ostrzałowi; raz uratował go słupek. Sami również mogli podwyższyć prowadzenie, bowiem Sebastian Grubalski też trafił w słupek. W końcu jednak dyktujący warunki „bratankowie” znaleźli sposób, by przełamać obronę Polaków. Gola „zabójczą” lewą nogą zdobył Patrik Pal, który już eliminacjach trafił 6 razy. W 35 minucie było już bardzo źle, bo Mate Suscsak z najbliższej odległości pokonał Kałużę. Trener Korczyński ratował sytuację i między słupkami stanął ofensywnie grający Michał Widuch. Próbował zaskoczyć golkipera rywali z dystansu, ale za moment - po precyzyjnym uderzeniu Suscaka przez całe boisko - musiał wyjmować piłkę z pustej bramki.
„Lotny” nie dał rady
Wprowadzenie w końcówce „lotnego” bramkarza Michała Kubika nic nie zmieniło. Węgry odniosły pierwsze zwycięstwo w 8. meczu na ME. Polska pozostaje bez wygranej w dziewięciu meczach w czterech edycjach. Historycznego kompletu punktów musi poszukać w spotkaniu z Włochami. - Nie wiem, jak to się dzieje, że nadal nie mamy zwycięstwa, ale to nie koniec. Pierwszy mecz jest zawsze trudny, wyjątkowy i ważny. Przegraliśmy, lecz mamy jeszcze dwie szanse, żeby to zmienić. Mamy dwa dni na przemyślenia i na Italię będziemy gotowi. Jestem pewien, że jeśli damy z siebie wszystko, to wygramy - przekonywał Michał Kałuża.
W drugim meczu grupy D broniąca tytułu Portugalia pokonała Włochy 6:2 (1:1).
Zbigniew Cieńciała
CZY WIESZ, ŻE...
Kacper Pawlus został najmłodszym strzelcem gola w historii finałów Euro. Zdobył bramkę w wieku 19 lat i 168 dni, bijąc rekord, który przetrwał 24 lata. Zawodnik Rekordu Bielsko-Biała wyśrubował osiągnięcie Włocha Adriano Foglii o 135 dni.
1:0 - Fekete, 7 min, 1:1 - Pawlus, 11 min, 1:2 - Zastawnik, 14 min, 2:2 - Pal, 28 min, 3:2 - Suscsak, 35 min, 4:2 - Suscsak, 38 min
POLSKA: Kałuża (35. Widuch) – Zastawnik, Grubalski, Pawlus, Kriezel oraz Kubik, Madziąg, Skiepko, Kaniewski, Leszczak, Marek, Haraburda, Jankowski. CZK: Kriezel (15. faul). Trener Błażej KORCZYŃSKI.
GŁOS TRENERÓW
Sergio MULLOR: - Po pierwsze, musimy świętować, bo to coś historycznego dla nas. To tak, jakbyśmy wygrali Euro! To bardzo ważne dla Węgier i wiary w ten sport, a także dla narodowej federacji, która naprawdę mocno stara się wspierać futsal. Muszę pogratulować zawodnikom i sztabowi, ponieważ opracowaliśmy plan, który dał nam punkty, na które zasłużyliśmy. Nie mamy nic do stracenia i spróbujemy postawić się Portugalii.
Błażej KORCZYŃSKI: - Nie wierzyłem, że przegramy na poziomie mentalnym. Niestety, mamy ten sam problem za każdym razem, chociaż dla pięciu zawodników jest to trzeci występ na Euro, a dla kolejnych trzech - drugi. Graliśmy już bardzo trudne mecze, myślałem, że mamy więcej doświadczenia niż Węgrzy, że jesteśmy gotowi ich pokonać, a zagraliśmy może na 60% możliwości. Mam nadzieję, że we wtorek uda nam się oczyścić umysły i zagramy, jak potrafimy.
GRUPA D
|
1. Portugalia |
1 |
3 |
6:2 |
|
2. Węgry |
1 |
3 |
4:2 |
|
3. Polska |
1 |
0 |
2:4 |
|
4. Włochy |
1 |
0 |
2:6 |
GRUPA A
Chorwacja - Gruzja 2:2 (1:1), Francja - Łotwa 5:0 (0:0).
|
1. Francja |
2 |
4 |
7:2 |
|
2. Łotwa |
2 |
3 |
4:5 |
|
3. Chorwacja |
2 |
2 |
4:4 |
|
4. Gruzja |
2 |
1 |
2:6 |
GRUPA B
Armenia - Czechy 5:4 (3:1), Ukraina - Litwa 4:1 (2:0).
|
1. Armenia |
2 |
6 |
7:5 |
|
2. Ukraina |
2 |
3 |
5:3 |
|
3. Czechy |
2 |
1 |
7:8 |
|
4. Litwa |
2 |
1 |
4:7 |
GRUPA C
Białoruś - Belgia 0:4 (0:1), Słowenia - Hiszpania 1:4 (0:4).
|
1. Belgia |
1 |
3 |
4:0 |
|
2. Hiszpania |
1 |
3 |
4:1 |
|
3. Słowenia |
1 |
0 |
1:4 |
|
4. Białoruś |
1 |
0 |
0:4 |
