Koszmar czwartej kwarty
Knicks i Nuggets roztrwonili kilkunastopunktowe przewagi mimo własnego parkietu.
Mecz z Atlantą oglądały legendy klubu z Nowego Jorku, m.in. Patrick Ewing, John Starks, Larry Johnson i Stephen Marbury. Fot. New York Knicks
Knicks przegrali u siebie z Hawks i stracili atut swojego terenu. Po dwóch meczach w Nowym Jorku jest remis, a teraz zespoły przenoszą się do Atlanty. Poniedziałkowy mecz był szalony – gospodarze pewnie wygrali pierwszą kwartę (32:23), przed ostatnią prowadzili 12 punktami (91:79), a potem wszystko stracili. Ostatnie 12 minut było popisem gości, którzy wygrali ten fragment aż 28:15. Do sukcesu Hawks poprowadził CJ McCollum, który zdobył 32 punkty i miał 6 asyst oraz 3 zbiórki. – Nie jestem czarnym charakterem. Przyjechałem tu po prostu rywalizować – zaznaczył. – Mecz jest długi. Musisz grać, dopóki na zegarze nie pojawią się zera – dodał McCollum. Jonathan Kuminga wsparł zespół 19 punktami z ławki, a Jalen Johnson dołożył 17„oczek”, w tym kluczowy rzut na 10 sekund przed końcem, dający czteropunktowe prowadzenie rozstawionym z numerem 6. Hawks. Dla Knicks 29 punktów zdobył Jalen Brunson, a Karl-Anthony Towns dodał 18. Jeremy Sochan całe spotkanie oglądał z ławki. – To był mecz, który powinniśmy wygrać – przyznał koszykarz gospodarzy Josh Hart. – W play offie nie można oddawać takich zwycięstw.
Trener Nowojorczyków Mike Brown miał sporo uwag do swojej drużyny, zwłaszcza za roztrwonienie przewagi w czwartej kwarcie. – Musimy zachować lepszą koncentrację. Trudno wygrać z dobrą drużyną, gdy trafia się tylko 60 procent rzutów wolnych – podkreślał. Kolejny mecz w tej serii w czwartek.
Remis także w rywalizacji Nuggets i Timberwolves. Leśne Wilki wygrały w poniedziałek rewanż w Denver głównie dzięki świetnej grze Anthony'ego Edwardsa (30 pkt, 10 zbiórek). Goście przegrywali w pierwszej kwarcie nawet 19 punktami, ale potem szybko odrobili straty. Finałowe sekundy dostarczyły ogromnych emocji. Na 31 sekund przed syreną Edwards stracił piłkę, ale Christian Braun nie wykorzystał szansy na remis, trafiając tylko jeden rzut wolny (115:114). Po przerwie na żądanie dla Wolves, Randle pewnie trafił z linii, a wynik ustalił efektownym wsadem DiVincenzo.
Dla Nuggets Jamal Murray rzucił 30 punktów, a Nikola Jokić zanotował 24 pkt, 15 zbiórek i 8 asyst. Jednak gwiazdorski duet Nuggets trafił łącznie zaledwie 2 z 12 rzutów w czwartej kwarcie, zdobywając w niej mizerne cztery punkty. Rywalizacja przenosi się teraz do Minneapolis na czwartkowy mecz numer 3. – Przegraliśmy przez punkty drugiej szansy. To one utrzymały ich w grze – przyznał David Adelman, trener Nuggets.
Liga tymczasem ogłosiła nominacje w poszczególnych kategoriach nagród posezonowych. Tytuł MVP otrzyma ktoś z trójki: Shai Gilgeous-Alexander (Oklahoma City Thunder), Nikola Jokić (Denver Nuggets) i Victor Wembanyama (San Antonio Spurs). Warto podkreślić, że nominacji nie dostał Luka Doncić, mimo że z dużą przewagą został najlepszym strzelcem sezonu!
Nominowanymi na trenera roku zostali J.B. Bickerstaff (Detroit Pistons), Mitch Johnson (San Antonio Spurs), Joe Mazzulla (Boston Celtics).
We wtorek ponadto ogłoszono, że Wembanyama został uznany najlepszym defensywnym koszykarzem NBA w sezonie 2025/26. Po raz pierwszy w historii ligi ta nagroda została przyznana jednogłośnie.
1. runda play offu:
Cleveland - Toronto 115:105, stan rywalizacji 2-0, New York - Atlanta 106:107 (1-1), Denver - Minnesota 114:119 (1-1)
(pp)
