Korzyści pośród goryczy
Entliczek, pentliczek, co zrobi... Jan Urban? Niedzielny mecz z Ukrainą to jedna wielka niewiadoma – i dla jednych, i dla drugich.
Surowa mina gwarantująca dyscyplinę czy... po prostu słońce świecące w oczy? Fot. Maciej Kulczyński/PAP
REPREZENTACJA POLSKI
Gdy inni zajmują się jakimiś głupotami (choćby mundialem), Polacy w świętym spokoju mogą szlifować własne umiejętności, pomysły, zgranie i taktykę. Oczywiście poprzednie zdanie przepełnione jest toną goryczy... Biało-czerwoni nie lecą na mistrzostwa świata i nic już się z tym nie zrobi. Trzeba więc wykorzystać ten towarzyski okres na to, aby jesienią wrócić silniejszym.
Ostrożnie z oceną
– Nie ma potrzeby rozgrywania większej liczby spotkań towarzyskich. Kiedyś było ich więcej, ale właśnie dlatego powstała Liga Narodów. Tam nie ma sparingów, każdy mecz ma swoją wagę – mówił o obecnym zgrupowaniu selekcjoner Jan Urban, który będzie miał okazję na swobodne i całkowicie nieskrępowane sprawdzenie tego, czego do tej pory nie mógł sprawdzić. Z tego względu odgadnięcie niedzielnego składu przypomina małą loterię, choć w głowie selekcjonera jest już jakaś wizja. – Oczywiście spotkania towarzyskie dają możliwość sprawdzenia większej liczby zawodników, debiutantów czy różnych systemów gry. Uważam jednak, że mecze o stawkę to dla piłkarza zupełnie inne wyzwanie. Konsekwencje wyniku nie są tak poważne, jak w starciach o stawkę, nie wszystko można zatem ocenić w stu procentach. Postaramy się jednak wyciągnąć z tych spotkań maksimum korzyści – podkreślił doświadczony trener.
Zaczęli z III Rzeszą
Reprezentacja Polski wraca do Wrocławia na jeden z niewielu w ostatnim czasie meczów rozgrywanych przez nią poza Warszawą. Ciekawostka jest taka, że po raz pierwszy Biało-czerwoni zagrali w tym mieście... jako goście, gdy w 1935 roku przegrali z III Rzeszą. Potem były już mecze domowe, choćby hat trick Gerarda Cieślika w 1950 z Rumunią, imponujące 7:2 z Izraelem w 1959 czy 0:1 z Czechami na zakończenie fazy grupowej Euro 2012. We Wrocławiu w ostatnim czasie częściej grywają... Ukraińcy, którzy z oczywistych względów nie mogą grać w ojczyźnie. W stolicy Dolnego (i całego zarazem) Śląska mieszka wielu obywateli naszego wschodniego sąsiada, zresztą powojenna historia miasta, które po wiekach przyłączono do Polski, w ogóle jest mocno „wschodnia”, gdyż przybyły tam wówczas tysiące Polaków z Kresów.
Patrząc już z kolei bardziej bieżąco, trener Urban także poznał co nieco Wrocławia, bo w latach 2017-18 prowadził Śląsk. – Mam stąd bardzo dobre wspomnienia. Był moment, kiedy wygrywaliśmy tutaj z Lechem czy Legią, a atmosfera na stadionie była fantastyczna. Życzyłbym sobie tego również w niedzielę. Zapraszamy na nasz mecz do Wrocławia! – zaapelował do kibiców selekcjoner.
Pierwszy obcokrajowiec
Sztab reprezentacji Polski będzie miał utrudnione zadanie, ponieważ na ukraińskiej ławce zadebiutuje nowy selekcjoner. W przeciwieństwie do Biało-czerwonych, po przegranych barażach (też ze Szwecją, tyle że w półfinale) nasi wschodni sąsiedzi pożegnali się po blisko trzech latach z Serhijem Rebrowem. Sięgnęli po pierwszego w swojej historii obcokrajowca – Włocha Andreę Malderę, który w latach 2016-21 był w sztabie selekcjonera Andrija Szewczenki, obecnego szefa Ukraińskiego ZPN-u. Dla 55-letniego Mediolańczyka to pierwsza praca w roli samodzielnego trenera. Wcześniej bywał asystentem bądź analitykiem w Milanie, Brighton i ostatnio Marsylii, więc trudno przewidzieć, czego powinni spodziewać się Polacy. Mając jednak na uwadze towarzyski klimat tego spotkania... Biało-czerwoni także stanowią zagadkę.
Piotr Tubacki
4 MECZE jako gospodarz we Wrocławiu rozegrała Ukraina przez ostatnie trzy lata. Rywalami były: Anglia (9.09.2023, el. Euro 2024, 1:1), Islandia (26.03.2024, el. Euro 2024, 2:1), Czechy (14.10.2024, Liga Narodów, 1:1) oraz Francja (5.09.2025, el. MŚ 2026, 0:2).
4 LATA miną w poniedziałek od ostatniego meczu polskiej kadry we Wrocławiu. 1 czerwca 2022 roku Biało-czerwoni podjęli tam Walię w ramach Ligi Narodów, ogrywając ją 2:1 po golach Jakuba Kamińskiego (debiutanckie trafienie) i Karola Świderskiego. W meczu tym (nieprzesadnie udany) debiut w reprezentacji zaliczył Kamil Grabara.
CZY WIESZ, ŻE...
Choć Wrocław to duże miasto, w reprezentacji nie ma ostatnimi czasy żadnego piłkarza tam urodzonego. Najwyżej wycenianymi – i mającymi jakieś tam szanse powołania – są Tomasz Pieńko z Zagłębia Lubin i Sebastian Bergier z Widzewa. Co ciekawe, we Wrocławiu urodził się też młodzieżowy reprezentant Włoch o marokańskim rodowodzie,Adam Bakoune. To prawy obrońca z drugoligowej włoskiej Monzy, który wiosną występował w Serie B regularnie.
