Kopciuszek
Z DRUGIEJ STRONY - Paweł Czado
Świat zmienia się w błyskawicznym tempie, ten futbolowy, będący zintensyfikowanym odbiciem realnego, jakby lupą powiększającą – tym bardziej. Nic dziwnego więc również, że szaleje relatywizacja pojęć, od czego może zakręcić się w głowie. Oceny czy opinie są – w tym paradoksalnie coraz bardziej poukładanym świecie – coraz bardziej... względne. Coraz bardziej zależą od kontekstu, zależą od naszego punktu widzenia. Niech przykładem dla potrzeb tego felietoniku będzie... Brighton & Hove Albion, przez wielu ciągle uważany za futbolowego kopciuszka. Prawda taka, że w naszym kraju ta nazwa nie powoduje drżenia serc; nie znam osobiście ani jednego polskiego kibica Brighton, inaczej jest oczywiście z United, City, Tottenhamem czy Liverpoolem. Powiedzmy sobie szczerze: Brighton to zapchajdziura w naszej kibicowskiej świadomości. Ot, kopciuszek...
Byłoby miło, gdyby takie zapchajdziury pojawiły się u nas! Prawda bowiem jest taka, że ten „kopciuszek” to projekt zdumiewający, europejska sensacja, choć sensacja obraziłaby się przecież, gdyby ją tak określano przy tego rodzaju stopniu powtarzalności, jaki obecnie prezentuje Brighton – na wielu zresztą polach. Już przecież od kilku lat ten klub jest wręcz synonimem modelowego zarządzania. Takie nie może opierać się na przypadku. Sukces „Mew”, które obecnie zajmują trzecie miejsce w tabeli Premier League (5 zwycięstw – 1 remis – 1 porażka), na przypadku nie może się opierać, skoro w klubie stawiają na innowacje i matematyczną wręcz precyzję. Właściciel Tony Bloom to nie tylko profesjonalny pokerzysta, ale przede wszystkim znakomity analityk, niektórzy uważają go wręcz za geniusza. Bloom stworzył autorski, tajny system algorytmów meczowych i skautingowych, cokolwiek to znaczy... Ma on dawać Brighton przewagę choćby informacyjną nad resztą stawki. Dzięki temu klub wykonuje działania wyprzedzające, nie chcąc być uzależnionym od jednostek. Gdy więc odchodzi jakiś kluczowy działacz, menedżer czy gwiazda zespołu – nie tyle dysponuje profilem idealnego następcy, co często już go ma we własnych strukturach. W Brighton obowiązuje całkowity brak przywiązania do nazwisk: nikt nie jest niezastąpiony, założenie jest bowiem takie, że każdego zawsze kiedyś przyjdzie zastąpić. Każda sprzedaż gwiazdy jest więc zaplanowana, a następca często trenuje w klubie już wcześniej. To wymusza oczywiście odwagę w stawianiu na młodość: dobrze trafiło, bo Brighton nie boi się wcale rzucać nastolatków na głęboką wodę. Wiek nie gra więc roli – na placu występują po prostu najlepsi i najbardziej dopasowani do taktyki. Co charakteryzuje tę drużynę? To, co najważniejsze - ma tożsamość taktyczną i własny styl gry. To kultura ofensywnej odwagi: Brighton zawsze dąży do dominacji, wysokiego pressingu i widowiskowej wymiany podań.
To oczywiste, że przy tym wszystkim ważna jest stabilność finansowa: klub więc stoi cholernie daleko od słowa „dług”, nie opiera się na kaprysach szejków. Żyje przede wszystkim z bilansu transferowego i systematycznego wzrostu. Całkowity koszt kadry wynosi ok. 237 mln funtów (co stanowi ok. 64 procent przychodów, mieszcząc się w bezpiecznych limitach finansowych Premier League). Budżet płacowy to ok. 134 mln funtów rocznie.
Poproszę u nas o takiego kopciuszka!
