Koniec blasku elity
Polska była niepasującym elementem dywizji A, który został... usunięty.
W dywizji B Biało-czerwoni nie będą grali z najsilniejszymi reprezentacjami Europy. Fot. Mateusz Porzucek/PressFocus
Brzęczek przyfarcił
Nie ma co ukrywać, że Polska w dywizji A była elementem nie za bardzo pasującym. Trzymała się w niej jednak twardo, bo razem ze Szwajcarią była jedyną reprezentacją spoza ścisłego topu (jak np. Francja czy Hiszpania), która wszystkie odsłony LN grała w najwyższej lidze – a noga powinęła się nawet Anglikom! Przykładowo, tylko raz zagrali w niej Czesi, Serbowie, Szkoci, Ukraińcy, Austriacy czy Walijczycy, ani razu Turcy, Norwegowie, Słoweńcy czy Grecy. Wbrew pozorom, utrzymywanie się w dywizji A było dla Biało-czerwonych sukcesem, czego wielu obserwatorów zdaje się nie dostrzegać. Przypomnijmy też, że Polakom dopisało... dużo szczęścia. Po pierwszej odsłonie – pod wodzą Jerzego Brzęczka – powinni przecież spaść, zdobywając dwa punkty z Portugalią i Włochami. UEFA postanowiła jednak poszerzyć skład, więc nikt nie spadł. W dwóch kolejnych edycjach „Orły” nadal zbierały lanie od najsilniejszych (Włochy i Holandia, potem Belgia i Holandia), ratując się jednak meczami z tymi czwartymi.
Miał to powtórzyć
Najpierw nie mieli szczególnych problemów z Bośnią i Hercegowiną (to też czas Brzęczka). Potem poszczęściło im się z Walijczykami, którzy w decydującym o być albo nie być meczu wystawili dość rezerwowy skład, koncentrując się na nadchodzącym barażu o mundial (to już kadencja Czesława Michniewicza). Probierz miał powtórzyć ten wyczyn. Nie liczono na wiele w starciach z najsilniejszymi. Jak w dwóch poprzednich kampaniach, Polska przegrała 3 z 4 spotkań, jedno zremisowała. Probierz musiał tylko pokonać Szkotów. Raz to zrobił, a za drugim razem – gdy wystarczył remis – wszystko zepsuł Robertson. No... zepsuli też piłkarze, którzy na przestrzeni minuty przed golem oddali Wyspiarzom piłkę za darmo (Skorupski i Walukiewicz), oddali środek pola (Slisz, Szymański, Zieliński) i nie potrafili ustawić się do pojedynku powietrznego (Zalewski). To już jednak temat na inną dyskusję...
Losowanie 13 grudnia
W 2026 r. Polacy zagrają więc w dywizji B, której skład – z racji wprowadzenia baraży – wciąż pozostaje pod znakiem zapytania. Na ten moment najważniejsze jest jednak to, że spadek rzutuje na sytuację reprezentacji w eliminacjach do mistrzostw świata 2026. Grupy zostaną rozlosowane 13 grudnia, a Polacy znajdą się w drugim koszyku. W teorii dostaną więc silniejszego rywala z koszyka pierwszego, w którego skład wchodzą: Hiszpania, Portugalia, Niemcy, Francja, Włochy, Holandia, Dania, Chorwacja (miejsca 1. i 2. w grupach dywizji A) oraz najprawdopodobniej Anglia, Belgia, Szwajcaria, Austria (pozostali wg rankingu FIFA). Zmiany w koszykach są jeszcze możliwe i uzależnione od marcowych baraży Ligi Narodów. W eliminacjach będzie 12 grup, połowa po 5 zespołów (zaczną w marcu), połowa po 4 (zaczną we wrześniu). Do tych mniejszych grup trafią finaliści Ligi Narodów. Na mundial pojadą zwycięzcy grup, a drużyny z drugich miejsc oraz 4 zespoły ustalone na postawie rankingu LN zagrają w barażach. Łącznie bowiem Europa (z racji powiększonego składu mistrzostw) otrzyma 16 miejsc na turnieju.
Która opcja lepsza?
– Zabrakło nam minuty, żebyśmy grali w barażach. Wszyscy widzą, jakie zmiany zaszły w kadrze i jak to wyglądało. Musieliśmy borykać się z licznymi kontuzjami. To bolesna nauka dla piłkarzy i dla mnie. Zacząłem pracę z reprezentacją, żeby zbudować ten zespół. Chcieliśmy awansować na Euro, co zrobiliśmy. Chcieliśmy utrzymać się w najwyższej dywizji, to się nie udało. Ale nie cofniemy się z drogi budowania tej drużyny na mistrzostwa świata. I nie cofniemy się z tego, żeby dalej grać w piłkę. Bo uważam, że mecz ze Szkocją był bardzo dobry do oglądania dla kibiców, zabrakło tylko happy endu – mówił Michał Probierz.
Nie wiadomo czy w kolejnej edycji LN bytomski szkoleniowiec będzie prowadził Polskę, nie wiadomo też jeszcze, z kim się zmierzy. Na ten moment pewni gry w dywizji B są przedstawiciele: Bośni i Hercegowiny, Izraela, Macedonii Północnej, Północnej Irlandii, Rumunii, Szwecji i Szwajcarii. Między dywizjami A i B wahają się Austria, Belgia (!), Grecja, Węgry, Szkocja, Serbia czy Turcja, zaś między B i C – Armenia, Bułgaria, Kosowo, Irlandia, Słowacja czy Słowenia. Zestaw wyraźnie słabszy niż to, z czym do tej pory mierzyli się Biało-czerwoni, ale wcale nie łatwy. Obserwatorzy zastanawiają się, czy lepiej grać w dywizji A z potęgami, będąc skazywanym na porażki lub sporadyczny remis, czy jednak toczyć bardziej wyrównane batalie w dywizji B z zespołami bliższymi polskiego potencjału (jak – cokolwiek by mówić – Szkocja). To jednak pytanie, na które będzie można odpowiedzieć kiedy indziej. Teraz (a właściwie od momentu zakończenia Euro) najważniejsze są eliminacje do mundialu. I o tym należy pamiętać.
Piotr Tubacki
