Kompletnie się z tym nie zgadzam

Adam Matysek niespodziewanie zrezygnował z prezesowania Górnikowi. Szefował klubowi od lutego br. Fot. Tomasz Folta/PressFocus
Kompletnie się z tym nie zgadzam
Rozmowa z Tomaszem Masoniem, członkiem zarządu Górnika Zabrze
Rezygnacja Adama Matyska z funkcji prezesa Górnika zaskoczyła pana?
- Oczywiście. Pracowaliśmy normalnie, byłem tym zaskoczony.
Co wpłynęło na jego decyzję?
- Już po wszystkim nie rozmawialiśmy. Wyjechał z klubu i nie było kontaktu.
W rozmowie z „Dziennikiem Zachodnim” były już prezes zaatakował pana i panią Miller-Gogolińską z zarządu, mówiąc ostro, że za jego rezygnacją stoicie wy. Powiedział, że „kopaliście pod nim dołki”. Jak by się pan do tego odniósł?
- Kompletnie się z tym nie zgadzam. Kiedy zarządzasz tak wielkim klubem, to naturalne jest, że pojawiają się różnice zdań co do pewnych rozwiązań. Dla mnie zawsze priorytetem było i jest dobro Górnika. Mimo innych podejść do spraw nigdy nie staraliśmy się szkodzić sobie nawzajem.
W tym momencie na stanowisku prezesa Górnika znowu jest wakat. Czy jest już ktoś, kto może objąć stery?
- Zarząd Górnika jest obecnie reprezentowany przez dwie osoby. Każdą decyzję autoryzować muszą dwie osoby i w taki sposób teraz podejmujemy wszelkie decyzje. Pytanie, które pan zadaje, trzeba by zadać przewodniczącemu Rady Nadzorczej i samej Radzie Nadzorczej, bo to ona powołuje prezesa i członków zarządu. To akurat nie jest w mojej gestii. Poza tym to świeża sprawa, więc ciężko komentować i mówić, co dalej, jeśli chodzi o potencjalne kandydatury.
Wiele osób pyta, co dzieje się w Górniku? Odszedł prezes Matysek, wcześniej to samo zrobił dyrektor sportowy Łukasz Milik. Nie ma też już rzecznika Konrada Kołakowskiego, który również zrezygnował z pracy. Do tego zaległości finansowe i cisza wokół jubileuszu 75-lecia klubu…
- Pytanie jest złożone. Zacznę od jubileuszu. Nie planowaliśmy organizowania takiej gali, jak pięć lat temu. Sam miałem przyjemność ją wtedy reżyserować, a wspólnie z Darkiem Czernikiem wykreować całe wydarzenie. Odbiór był wyjątkowo pozytywny i jestem przekonany, że gala z okazji 80-lecia też będzie miała podobny rozmach. Teraz skupiamy się na innych atrakcjach dla kibiców. W tygodniu jubileuszowym będziemy organizować szereg aktywności. W mieście pojawiły się już okolicznościowe bilbordy. Ogłosiliśmy też przejazd po mieście autokarem pierwszej drużyny, podczas którego przewodnik będzie opowiadał o najważniejszych miejscach dla historii Górnika i legend klubu. Ale to dopiero początek. Mamy przygotowanych jeszcze kilka atrakcji i niespodzianek, których nie mogę zdradzać. Dodatkowo, we wtorek, odbędzie się gala naszej Akademii w Domu Muzyki i Tańca, a w czwartek uroczysta kolacja z legendami klubu.
A odejścia kolejnych ludzi z klubu?
- Odejście prezesa jest zaskoczeniem. Jeżeli chodzi o Łukasza Milika, może dobrze by było, żeby on zabrał głos, a jeżeli nie chce, to go rozumiem. Na pewno duży wpływ na to w tym wypadku miała jego sytuacja rodzinna. Praca w klubie to praca wyczerpująca – szczególnie w Górniku. To praca weekendowa, do późnych godzin. Rodzina wielokrotnie musi być odłożona na drugi plan. Co do Konrada Kołakowskiego – jego umowa kończyła się z końcem listopada i nie chciał jej przedłużyć.
Jest końcówka pierwszej części rozgrywek. Jako zarząd jesteście zadowoleni z wyników zespołu w ostatnim czasie? Jest dobrze czy mogło być lepiej?
- Przed wyjazdem drużyny na mecz do Radomia rozmawialiśmy z trenerem Urbanem o tym, co czeka nas w najbliższych dniach. Powiedziałbym, że jest umiarkowane zadowolenie. Górnika ogląda się przyjemnie. Widać, że zespół jest scementowany i szczególnie w ostatnich trzech meczach pokazał niebywały charakter – z Pogonią u siebie utrzymaliśmy prowadzenie po czerwonej kartce, w Szczecinie strzeliliśmy wyrównującego gola w 90 minucie, a w Radomiu ponownie utrzymaliśmy wynik, mimo gry w osłabieniu. Jasne, niektóre wyniki mogły być lepsze, ale jaka jest nasza ligowa piłka, widzimy. Pogoń, z którą ostatnio dwa razy mierzyliśmy się w lidze i w Pucharze Polski, potrafi zdominować rywala, ale punkty także gubi. Cieszy nas to, jak nasza drużyna wygląda, cieszy jedność na boisku, bo to wiele znaczy i z tego rodzą się potem wyniki. Powtarzam - jest umiarkowane zadowolenie. Teraz czekamy na dobry finisz, a potem już przygotowania do drugiej części rozgrywek.
Nie ma prezesa, nie ma dyrektora sportowego. Kto będzie w takim razie odpowiadał za zimowe okienko i czy można się spodziewać zmian w składzie?
- Kadra jest stabilna, ale oczywiście jakieś ruchy mogą być. Zarząd pracuje nad ewentualnymi ruchami transferowymi razem z pionem sportowym, a przede wszystkim z trenerem Urbanem i jego sztabem. Trener ma decydujący głos. Mieliśmy okresy, kiedy pracowaliśmy w węższym gronie i nieraz udawało się poczynić dobre transfery, czy to wychodzące, czy przychodzące, wynegocjowaliśmy dobre kwoty. Trzeba cały czas przypominać, że budżet klubu – i to nie tylko w Górniku – musi się „spinać”, a jednym z głównych przychodów są ruchy transferowe. Dzisiaj o takich ruchach nie myślimy, bo jesteśmy w trakcie sezonu, ale realia polskiego futbolu są takie, że jak pojawia się wielusettysięczna oferta w walucie euro, to zazwyczaj się z niej korzysta. Jeśli chodzi o wzmocnienia – rozmawiamy z trenerem o napastniku. To element, gdzie można coś poprawić. Tak poza tym zespół jest dobrze zbudowany. Mamy też nadzieję, że z jeszcze lepszej strony pokaże się nasza młodzież, która ma duży potencjał. Pod tym względem Górnik może miło zaskoczyć. Rozmawiał Michał Zichlarz
