Kluczowy gracz, kluczowy mecz
Czy to będzie wreszcie prawdziwa Wielka Sobota dla tyskich piłkarzy i ich kibiców? Mecz ze Zniczem to naprawdę ostatnia okazja do przebudzenia i próby ocalenia pierwszoligowego bytu.
Jeszcze mamy szansę na marsz w górę tabeli – przekonuje kolegów Damian Kądzior. Fot. Łukasz Sobala / Press Focus
GKS TYCHY
To nie jest to łatwa sytuacja, jeśli od sierpnia nie wygrywasz... - gdyby Damian Kądzior, w końcu były reprezentant Polski, a i „piłkarski obieżyświat” (GKS Tychy to jego jedenasty klub w karierze) nie przypomniał tego głośno, prosto do dziennikarskiego dyktafonu, trudno byłoby uwierzyć w tę paskudną serię tyskiej drużyny w Betclic 1. Lidze.
Inna epoka, inny czas
Na wszelki wypadek zerkamy w archiwa: ostatnia wygrana – 21 sierpnia ub. roku, w 6. kolejce: 2:1 w Niepołomicach. Jeszcze rzut oka na tabelę po tamtym weekendzie: GKS na miejscu czwartym... Na ławce trenerskiej – Artur Skowronek, a bramki w tamtym spotkaniu strzelali Noel Niemann, któremu miesiąc później rozsypało się więzadło krzyżowe i do dziś je rehabilituje, oraz Mamin Sanyang – od prawie dwóch miesięcy futbolowo bezrobotny po rozwiązaniu umowy z górnośląskim klubem. Inny czas, inna epoka, której streszczenie zawiera się w kolejnych słowach wspomnianego na wstępie „wyjadacza”. - Mamy już trzeciego trenera w tym sezonie. A każdy trener przecież czego innego wymaga od zawodników. No i do tego dochodzi nasza sytuacja w tabeli. Nie jest łatwo... - to dalsza część smutnych refleksji Damiana Kądziora, nagranych u progu niemal dwutygodniowej reprezentacyjnej przerwy w rozgrywkach.
Statystyka ligi nie uratuje
Dwadzieścia spotkań bez ligowej wygranej, ledwie cztery remisy w ciągu siedmiu miesięcy... Trenerska bezradność Łukasza Piszczka, który tylko na papierze wydawał się „lekiem na całe zło”; bo bezpośrednie zderzenie z piłkarską materią przegrał. No i teraz, od trzech tygodni, w zasadzie „mission impossible” Rene Pomsa. Austriak miewał już w swej zawodowej przeszłości – całkiem niedawno zresztą – kiedy jego średnia punktowa na mecz sięgała 1,85 (w drugoligowym DSV Loeben w ojczyźnie) albo i 2,0 (pięć meczów w PAS Giannina na zapleczu greckiej ekstraklasy). Sęk w tym, że nawet powtórzenie tego drugiego osiągnięcia (czyli 16 punktów w ośmiu kolejkach, jakie pozostały do końca sezonu) może nie wystarczyć do obrony miejsca w Betclic 1. Lidze. Ale próbować trzeba...
Szukając pozytywów
- Nie da się wygrywać meczów, grając dobrze 25, a choćby i 45 minut. To musi być pełne 90 minut na megadobrym poziomie – mówił nam Kądzior po końcowym gwizdku ostatniego przed pauzą spotkania w Bytomiu. GKS zremisował 1:1 po jego golu, zresztą drugim w drugim kolejnym spotkaniu pod skrzydłami Pomsa. - Najważniejsze, że te bramki w końcu zdobywamy. I że – pomijając sytuację z 1. minuty meczu (Oliwier Kwiatkowski z Polonii trafił do siatki Tyszan w 29. sekundzie) – jako zespół zagraliśmy dobrze w defensywie – podkreślał wychowanek Jagiellonii.
Wspomnienia z Zagrzebia
Swoją drogą współpraca z Rene Pomsem to dla niego całkiem sympatyczna „podróż w czasie”, do najlepszych chwil przygody z „kopaną”. - Znamy się jeszcze z okresu wspólnej pracy w Dinamie Zagrzeb, mamy dobre relacje – odpowiadał nam Austriak, pytany o reprezentanta Polski. Rzeczywiście; w okresie, w którym Poms był asystentem Nenada Bjelicy w ekipie chorwackiej, Kądzior wręcz wymiatał w Super Sport NHL (czyli ekstraklasie tego kraju), zaliczając 15 trafień i 19 asyst! - Więc i teraz mocno na niego liczę. To będzie, moim zdaniem, kluczowy zawodnik, jeśli ma nam się udać walka o utrzymanie. A on sam, wiem to z rozmowy z nim, dobrze czuje się w Tychach i chce tu zostać – dodawał opiekun tyskiej drużyny.
Przepchnąć za każdą cenę
Kądzior może być kluczowym zawodnikiem, o ile GKS... w końcu zacznie wygrywać. A lepszej okazji na zapoczątkowanie dobrej passy mieć nie będzie. Na Górny Śląsk przyjeżdża w weekend pruszkowski Znicz, bez wygranej w tym roku (cztery porażki, trzy remisy). - Nieważne jak, alemusimy „przepchnąć” to spotkanie, wygrać. To ostatni dzwonek – wzdychał pomocnik Tyszan. A zatem... byle do soboty. Oby wielkiej dla GKS-u!
Dariusz Leśnikowski
