Klub z przewagą

Rozmowa z Piotrem Szczypką, prezesem Beskidzkiego Klubu Tenisowego Advantage Bielsko-Biała

Katarzyna Kawa (przodem) i Maja Chwalińska to sztandarowe postaci BKT Advantage. Fot. BKT Advantage

Skąd słowo advantage w nazwie klubu?

- Pochodzę z małej wsi pod Czechowicami-Dziedzicami, gdzie 30 lat temu nic nie było, nie było możliwości uprawiania żadnego sportu, w domu też się nie przelewało. Mój dziadek był fanem sportu i na wakacjach u niego oglądałem wszystkie możliwe dyscypliny sportu, wszystkie igrzyska, miałem zeszyty, spisywałem to. Jakoś tak mi wpadł ten tenis i pamiętam, że tam było 40 i A. Pytam dziadka, co to jest to A, a on, że to przewaga. No i potem doszedłem do tego, że to jest advantage. Moim marzeniem było grać w tenisa, ale nie miałem takiej możliwości. Grałem w piłkę nożną, jakieś biegi przełajowe, to co było najtańsze i najbardziej możliwe w szkole, ale marzyłem cały czas o tenisie. Nie było mi to dane, więc wymyśliłem sobie, że jeżeli nie będę mistrzem wielkoszlemowym, to wybuduję klub i stworzę tych zawodników. I utożsamiam się z nimi.

BKT Advantage reprezentują Maja Chwalińska i Linda Klimovicova, które niedawno zostały udziałowcami spółki Sports Advantage SA. Dlaczego?

- Szukaliśmy inwestorów, bo przymierzamy się do kolejnej inwestycji. W dwóch budynkach byłej rozlewni wód i dworze Rosta chcemy wybudować dużą siłownię, strefę odnowy biologicznej, rehabilitacji i fitness, a na piętrze apartamenty. Celem jest kompletny obiekt, który służył będzie także reprezentantkom Polski, Mai, Lindzie, Kasi Kawie i mam nadzieję kolejnym. W Polsce nie ma takiego klubu, w którym na co dzień trenowałoby tyle dziewczyn grających w Wielkich Szlemach.

Może pan zdradzić, jak duży kapitał wniosły tenisistki?

- Oczywiście nie dysponują takimi pieniędzmi, jak Iga Świątek, ale dla 20-latek to całkiem spora inwestycja, mają po kilka procent udziałów w spółce. Maja chciała się w ten sposób odwdzięczyć za te wszystkie lata, od 2020 roku, gdy do nas trafiła, Lindzie też w tym roku fajnie poszło na kortach. Dziewczyny pokazują, że nie tylko liczą się fajne wakacje i torebki, ale poza kortem też chcą się rozwijać. Mamy nadzieją, że inni to dostrzegają, będą nas wspierać i chronić.

Na jakim etapie znajduje się inwestycja?

- Napisaliśmy wniosek do Ministerstwa Sportu i Turystyki w programie dla najlepszych klubów tenisowych, który oferuje 50 procent dofinansowania inwestycji, mamy rekomendację Polskiego Związku Tenisowego. Liczymy, że wniosek na początku roku się zakwalifikuje i wiosną ruszymy z budową. Trochę pomoże miasto, a resztę musimy zdobyć sami - wykładam ja, dziewczyny i jeden rodzic naszego zawodnika.

Gdy inwestycja powstanie i zacznie przynosić zyski, tenisistki mogą liczyć na dywidendy w spółce?

- Odkąd powstała spółka 15 lat temu jeszcze żadnej dywidendy nie dostałem, ale mają szansę dostać pierwszą dużo szybciej niż ja (śmiech). Wtedy zaczynaliśmy z szopą i dwoma dziurawymi kortami, i od tej pory cały czas coś budujemy. Na razie mówią, że ty jesteś prezesem, to ty możesz więcej. Odpowiadam, że prezes to jest w firmach, w których zarabia jak prezes. Na szczęście mam drugie źródło i z niego się utrzymuję. Wszystko przeznaczamy na tenis, na rozwój. Czasami nie jest lekko, bo każdy po prostu potrzebuje pieniędzy, ale mamy taką misję i wiarę, że nasza praca nam zwróci. Firma ma dopiero 15 lat i działa w sporcie, który jest nieprzewidywalny, ale czekamy cały czas na ten próg rentowności i myślę, że się kiedyś doczekamy.

No właśnie, świętowaliście jubileusz 15-lecia, a już piąty kolejny rok jesteście najlepszym klubem tenisowym w Polsce, w weekend po raz czwarty z rzędu zostaliście drużynowym mistrzem kraju. Na czym opiera się sukces BKT Advantage?

- Na pracy, pasji, poszukiwania pieniędzy. Myślę, że to są główne składniki każdego sukcesu w sporcie. W 2010 roku przy ulicy Ceramicznej w Parku Rosta praktycznie nic nie było - jedynie dwa korty ze sztuczną trawą i dwa pod niszczejącym balonem. Przejęliśmy podupadający obiekt, a w 2011 roku powstała spółka akcyjna Sports Advantage, która obsługuje klub i jest właścicielem wszystkich nieruchomości. Mamy umowę dzierżawy wieczystej na teren, miasto od początku nas wspiera.

Jaka jest aktualnie klubowa baza?

- Mamy cztery kryte korty dywanowe i dwa do minitenisa, jeden kort kryty z profesjonalną nawierzchnią hard oraz sześć otwartych kortów na mączce. Poza tym kilkadziesiąt miejsc noclegowych w hotelu, restaurację, siłownię. W tym momencie nie trzeba wychodzić z obiektu, żeby najlepsi zawodnicy na świecie mogli trenować, zjeść i odpocząć. Teraz przygotowujemy się do inwestycji, od której zaczęliśmy rozmowę. Drugi budynek to jest całkiem inna historia, bo to jest zabytek, były Dwór Emanuela Rosta, dziś zdegradowany, ale chcemy go wyremontować i zrobić tam hotel albo mieszkania na wynajem, ale to w dalszej kolejności i już z prywatnych środków. To potężna inwestycja, mam nadzieję, że dzięki niej klub będzie się rozwijał.

To pan był motorem starań o polskie obywatelstwo dla Lindy Klimovicovej, a w listopadzie tenisistka rodem z Ołomuńca zadebiutowała w biało-czerwonych barwach w turnieju Billie Jean King Cup. Jak do tego doszło?

- Jaroslav Machovsky, który jest trenerem Mai od 18. roku życia, czyli już 6 lat, wcześniej był trenerem w Czechach, miał wielu zdolnych zawodników. On pochodzi z Przerowa, z tych rejonów jest też Linda i jak miała gdzieś 15 lat, szukaliśmy zawodniczek do drużynowych rozgrywek w Polsce. No i Bob - Jaroslav ma taki przydomek - mówi, że ma taką fajną Lindę, że też jej pomaga i zapyta ją i rodziców, czy by nie chciała u nas grać. Przyjechała tutaj i tak się to wszystko zaczęło. Grała w naszej drużynie, ale spodobały jej się nasze warunki, że mogła trenować z Mają, że wszystko było na miejscu, poznała ludzi, zaprzyjaźniła się z nami, no i zaczęła przyjeżdżać coraz częściej. Bob coraz więcej pomagał jej szkoleniowo, stał się mózgiem dla Mai i Lindy. I zaczęła częściej przebywać u nas niż w Czechach. Grała widowiskowo i ludzie chcieli ją wspierać finansowo, ale jak mówiłem im, że jest Czeszką, no to było po rozmowie. I wtedy zaproponowałem: jak już tutaj tyle jesteś, to może chciałabyś po prostu przyjąć nasze obywatelstwo. Rodzice się zgodzili i wtedy zaczęliśmy kompletować dokumenty, żeby złożyć wniosek do Kancelarii Prezydenta. I w zeszłym roku uzyskała nasze obywatelstwo, z czego się bardzo cieszymy.

Mimo, że „podkradł” pan Lindę Czechom, intensywnie współpracuje pan z południowymi sąsiadami…

- Bo Czesi są tenisową potęgą, nasz klub jest praktycznie polsko-czeski, więc staram się sięgać po te wzorce. Na przykład z Prostejova, który twierdzi - tak słyszałem - że jest najlepszą akademią na świecie. Do nich możemy po prostu równać. I mamy też w związku z tym bardzo dużo czeskich trenerów, czescy zawodnicy u nas trenują. Lindą i Mają opiekuje się też francuska agencja Top Five Management, z którą dziewczyny podpisały umowę. To nieoceniona pomoc, nie tylko finansowa, ale również organizacyjna, księgowa i logistyczna.

Czy w Bielsku i w okolicach dzieci garną się do tenisa?

- Żyjemy w czasach, że trzeba rywalizować z internetem, ze smartfonami, więc nie siedzimy i nie czekamy, aż dzieci same przyjdą. W Czechach tenis to sport narodowy, szczególnie wśród kobiet, więc tam te najbardziej utalentowane dziewczyny prawdopodobnie trafią do tenisa, u nas trafiają do lekkiej atletyki, do siatkówki. Rywalizujemy. Mamy program poszukiwania talentów, zapraszamy dzieci z przedszkoli i szkół na różne gry i zabawy, żeby wyłowić najbardziej utalentowane i tworzyć grupy sportowe. Oczywiście, przyjmujemy wszystkie dzieci, bo nie każdy musi robić karierę zawodową. Tenis na poziomie rekreacyjnym to są same plusy, o czym nie trzeba mówić.

Co musi się wydarzyć, by z takiej grupy wyrosły nowe Maja, Linda, a może Iga Świątek?

- Mam takiego chłopaka, 9 lat, rodzice są Polakami, ale mieszkali na Florydzie, przeprowadzili się do Polski. Chłopak już grał w mistrzostwach Polski U-12, nie chce zejść z kortu, trenuje do wieczora. Jak przetrwa kolejne 10 lat, to pewnie może będzie zawodowcem, ale na razie jest na samym początku. Mamy inne zdolne dzieci w wieku 10-11 lat, ale będąc w tym tyle lat, wiem, że jest tyle elementów, które muszą się poskładać na sukces, więc bądźmy tu i teraz. Czy dotrwają do wieku Mai, Lindy, Kasi, zależy od ich zdrowia, od ich ambicji, od ich pasji, od pieniędzy, od wielu czynników.

A czym dla pana będzie sukces?

- Chciałbym, żebyśmy byli najlepszą akademią na świecie, czyli taką, która sama wychowa zawodnika, chociaż jednego ze światowej czołówki. I będę spełniony, jeśli nasze zawodniczki wejdą do tTop 100, a potem będą grały w drugim tygodniu turniejów wielkoszlemowych. Mówię to z całym przekonaniem, bo wiem, jak ciężko pracują, jakie mają możliwości, znam to środowisko i jestem święcie przekonany, że są w stanie to zrobić. A to oczywiście otwiera wielkie możliwości pod każdym względem. Więc wtedy będę mógł powiedzieć, że mamy jedną z najlepszych akademii na świecie i być dumny z tego, że zrobiliśmy to wspólnie tutaj - od dziecka, od juniora, a nie z gotowych już nazwisk. I wtedy będzie kolejka rodziców, którzy będą płacić miliony, żeby szkolić się na zawodowego tenisistę w Bielsku-Białej. Bo przecież każdy chce na swoim biznesie zarabiać.

Rozmawiał Tomasz Mucha

Piotr Szczypka

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się