Klub powinien być przedsiębiorstwem

Rozmowa z dr Arturem Grabowskim, pracownikiem Katedry Ekonomii Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach

Górnik i Śląsk, czyli dwa wielkie kluby miejskie, które nie potrafią zostać sprywatyzowane. Z numerem 18 Lukas Ambros. Fot. Marcin Bulanda / Press Focus

Kiedy patrzy pan na to, jak przebiega proces prywatyzacji Górnika, to jest pan optymistą, co do jego finalizacji, czy niekoniecznie?

– Jestem umiarkowanym optymistą, ale przy takich procesach kluczowe jest słowo „warunkowo”. Jeśli strony mają zgodę co do wyceny, harmonogramu dokapitalizowania, odpowiedzialności za zobowiązania historyczne i modelu nadzoru właścicielskiego, to finisz jest realny. Natomiast dopóki nie ma domkniętych tych czterech bloków, każdy termin pozostaje bardziej deklaracją niż gwarancją.

Gdzie widzi pan główne przeszkody?

– Widzę trzy obszary ryzyka. Ryzyko wyceny: rozjazd pomiędzy „wartością emocjonalno-wizerunkową” a wartością ekonomiczną opartą o zdyskontowane przepływy. Dwa, ryzyko zobowiązań i ograniczeń prawnych: co jest po stronie spółki, co po stronie miasta, a czego miasto nie może finansować po przeprowadzeniu prywatyzacji. Trzy, ryzyko infrastrukturalne i kosztowe: stadion jako aktywo generujące koszty stałe, z ograniczonymi – obecnie – możliwościami zwiększania przychodów. Pozostaje przyjrzeć się rozwiązaniu prawno-instytucjonalnemu, na jakie zdecydowano się w Poznaniu, gdzie spółka Stadion Poznań w 100 proc. należy do KKS Lech Poznań S.A.

Tuż przed świętami Bożego Narodzenia prezydent Kamil Żbikowski mówił w wywiadzie dla „Sportu”, że prywatyzacja do końca lutego powinna się zakończyć. Myśli pan, że to realny termin? Pytam, bo Lukas Podolski ostatnio podał wszystko w wątpliwość…

– Realność terminu wynika nie z deklaracji składanych przez stronę samorządową, lecz z tego, czy została zrealizowana lista warunków o charakterze merytorycznym niezbędnych do przeprowadzenia prywatyzacji zgodnie z obowiązującym porządkiem prawnym. Jeśli pojawiają się publiczne wątpliwości, to zwykle oznacza, że któraś z kluczowych zmiennych nie jest jeszcze przygotowana i we wskazanym terminie zawarcie umowy nie będzie możliwe.

Prezydent Zabrza mówi, że miasta nie stać na utrzymywanie tak wielkiego klubu jak Górnik Zabrze i dodaje: „Sprzedajemy akcje, które są własnością miasta, a nie można zbyć własności publicznej, nie opierając się o przepisy prawa, a przepisy te są nad wyraz skomplikowane”. Przyznam, że rozumiem tutaj po części obawy Kamila Żbikowskiego. Jak pan, jako specjalista od funkcjonowania futbolowych klubów i ich działalności, na to patrzy?

– To jest sytuacja typowa dla ekonomii sektora publicznego, pozostając przy określeniu, które użył Joseph Eugene Stiglitz, laureata Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii: samorząd lokalny działa w reżimie odpowiedzialności za gospodarowanie majątkiem publicznym i minimalizacji ryzyka zarzutu niegospodarności. W materiale wprost pada argument o braku możliwości „drogi na skróty” oraz o złożoności formalno-prawnej. Z punktu widzenia ekonomicznego to ogranicza pole manewru w negocjacjach.

Jest pan spokojny o to, że Lukas Podolski wprowadzi swojego Górnika na wyższy poziom działalności, porównywalny do tego, co jest w świetnie prosperujących klubach zachodnich?

– W kategoriach ekonomicznych „wyższy poziom” oznacza podniesienie zdolności do trwałego generowania przychodów z dnia meczowego, merchandisingu, sponsoringu, transferów zawodników, przy skrupulatnym kontrolowaniu kosztów stałych, np. wskaźnika wynagrodzeń w stosunku do przychodów. To nie jest sam efekt „nazwiska”, tylko kwestia racjonalnych inwestycji dokonywanych w czynniki produkcji, czyli ziemię, pracę, kapitał, technologię i wiedzę, spółki akcyjnej Górnik Zabrze, aby podnieść efektywność działań i konkurencyjność w wymiarze sportowo-ekonomicznym na rynku krajowym oraz międzynarodowym.

Nie ma żadnych obaw, jeżeli chodzi o plany Podolskiego, których de facto nie znamy? Nie wiemy, jakie będzie podejmował działania, ile przeznaczy na klub, a przecież potrzebne są olbrzymie środki.

– Górnik Zabrze S.A. jest cennym aktywem dla Miasta Zabrze. Jest również z punktu widzenia kibiców czymś więcej, aniżeli tylko klubem piłkarskim. Górnik to jednocześnie historia, tradycja, emocje i ważny składnik tożsamości lokalnej. Górnik jest własnością samorządową, czyli de facto wszystkich mieszkańców. Należy pamiętać, iż głównym źródłem dochodów samorządów lokalnych są podatki – daniny publiczne. Z tego też powodu wymagana jest transparentność działań prywatyzacyjnych, przy jednoczesnym zachowaniu tajemnic handlowych i poufności. Obawy są racjonalne, bo czy istnieje plan „B”, gdy negocjacje z inwestorem zakończą się fiaskiem? Co wówczas planuje zrobić Miasto Zabrze? Słuszne głosy pochodzą od właścicieli klubów prywatnych z naszej ekstraklasy, iż własność samorządowa klubów powoduje sytuację, w której nie ma równych warunków konkurowania na polskim rynku piłkarskim. Stąd też warto nawiązać do wyników badań laureatów Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii, którzy stwierdzili: „Włączające instytucje gospodarcze, które bronią praw własności, tworzą pole gry z regułami jednakowymi dla uczestników, a także zachęcają do inwestowania w nowe technologie i umiejętności, bardziej przyczyniają się do wzrostu gospodarczego niż gospodarcze instytucje wyzyskujące, które nastawione są na przejmowanie zasobów wielu ludzi przez nieliczną grupę, nie chronią praw własności ani nie zachęcają do aktywności gospodarczej. Z kolei włączające instytucje gospodarcze wspierają włączające instytucje polityczne i są przez nie wspierane, gdyż przy tych drugich dokonuje się pluralistyczne rozłożenie władzy, a zarazem buduje się taki stopień politycznej centralizacji, aby ustanowić prawny ład i porządek; jest to bowiem podstawa zabezpieczenia praw własności oraz włączającej gospodarki rynkowej” (Źródło cytatu: Daron Acemoglu, James A. Robinson, Dlaczego narody przegrywają, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2014, s. 477). W perspektywie Acemoglu i Robinsona kluczowe pytanie w sprawie Górnik Zabrze brzmi, czy prywatyzacja i późniejszy model nadzoru stworzą „włączający” ład instytucjonalny: jasne i egzekwowalne prawa własności, równe reguły dostępu do kontraktów, transparentne procedury oraz bodźce do długookresowych inwestycji, akademia, infrastruktura, technologia sportowa, zamiast miękkiego finansowania i uznaniowości typowej dla układów wyzyskujących. Jeśli transakcja zostanie oparta na stabilnych regułach, a nie na doraźnych decyzjach politycznych, i przeniesie odpowiedzialność finansową na właściciela przy zachowaniu przejrzystości wobec interesariuszy, zwiększa to szansę, że klub przejdzie z logiki poszukiwania renty do logiki wzrostu produktywności i inwestycji.

Nie podoba mi się to, że teraz, w klubie kierowanym przez „Poldiego”, gra ledwie trzech Polaków w wyjściowym składzie. To droga donikąd, zgodzi się pan?

– Nie nazwałbym tego „drogą donikąd”, ale w ujęciu ekonomicznym jest to model o potencjalnie gorszej funkcji celu, jeśli stanie się trwałym rozwiązaniem, a nie przejściowym dostosowaniem kadrowym. W ujęciu ekonomicznym to pytanie o sposób pozyskiwania czynników produkcji przez przedsiębiorstwa piłkarskie, jakim jest Górnik Zabrze. Skąd będziemy brać piłkarskie talenty i ile będzie ten proces kosztował? Czy budujemy przewagę na rynku pracy poprzez rozwój piłkarzy z własnej akademii, czy też poprzez pozyskiwanie z innych klubów? A może wybieramy trzecią drogę? Są to pytania strategiczne i kierunki działań powinny zostać określone przez zarząd spółki akcyjnej Górnik Zabrze. Trzeba wybrać taki model, który jednocześnie podnosi jakość sportową i wpływa pozytywnie na klubowe finanse. W mojej książce „Finansowanie sportu profesjonalnego oraz stadionów piłkarskich w Polsce przez jednostki samorządu terytorialnego” przeprowadziłem m.in. ocenę działalności takich klubów piłkarskich jak Lech Poznań, Lechia Gdańsk, Legia Warszawa i Śląsk Wrocław. Okres analizy dotyczył lat 2012-2022. Zastosowano metody analizy statystycznej – analizę korelacji liniowej Pearsona pomiędzy wybranymi parami zmiennych dla wyżej wymienionych klubów. Dla wszystkich czterech była widoczna bardzo słaba zależność pomiędzy liczbą obcokrajowców a średnią widzów na mecz. Ponadto po oszacowaniu równania liniowej funkcji regresji oraz współczynnika determinacji uzyskanego dla każdego klubu, spośród wielu otrzymanych wyników zwraca uwagę następujący, dotyczący Śląska Wrocław: kiedy zwiększy się zapełnienie stadionu o 1 procent, to procent wygranych meczów w ekstraklasie wzrośnie o 0,49 przy założeniu „ceteris paribus” (przy innych czynnikach niezmienionych – przyp. red.) stałej liczby obcokrajowców, którzy wystąpili na boisku. Ponadto wraz ze wzrostem obcokrajowców o jedną osobę procent wygranych meczów w ekstraklasie spada o 0,461, przy założeniu, ze stopień zapełnienia stadionu nie ulegnie zmianie. Natomiast Lech Poznań i Legia Warszawa są przykładami, gdzie wystąpiła silna dodatnia korelacja pomiędzy przychodami z dnia meczowego a średnią widzów.

Przejdźmy do innych zagadnień, bo wiele się dzieje. Jak pan oceni kolejne fiasko prywatyzacji Śląska Wrocław? Mariusz Iwański był już bliski przejęcia dwukrotnego mistrza Polski, ale nic z tego nie wyszło.

– Patrząc na sytuację na rynkach światowych w ostatnich czterech latach, czyli „rajd” na metalach szlachetnych – złoto, platyna, pallad, srebro – oraz na surowcach jak miedź, uran, to inteligentny inwestor osiągnął trzycyfrową stopę zwrotu z aktywów i mógł się czuć bardzo usatysfakcjonowany, więc po co na przykład miałby zajmować się zakupem Śląska Wrocław. Kiedyś podczas ćwiczeń i wykładów, jakie prowadzę na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach, zostałem zapytany przez studentów, czy w swoim portfelu inwestycyjnym mam akcje przedsiębiorstw piłkarskich. Odpowiedziałem, że jestem zwolennikiem analizy fundamentalnej i po jej dokonaniu nie znalazłem racjonalnych podstaw ku takiej decyzji. Powracając do Śląska, to nastąpił tutaj rozjazd pomiędzy wyceną a ryzykiem i warunkami finansowania. Pierwsza wycena wrocławskiego klubu dokonana na fali optymizmu (2. miejsce w ekstraklasie) wywołała moje zdziwienie, ktoś wyraźnie zapomniał o zmienności na rynku piłkarskim i słabych fundamentach klubu. Spadek do I ligi potwierdził te obawy i ujawnił wszystkie niebezpieczeństwa związane z faktem, iż miasta są jeszcze nadal właścicielami zawodowych klubów piłkarskich. Rynek zweryfikował Śląsk Wrocław, ryzyko wzrosło znacząco, wycena klubu musiała także spaść, ale „diabeł tkwi w szczegółach”, które opisałem w swojej książce. Grozę budzi informacja, iż na koniec czerwca 2024 roku skumulowana strata klubu z Wrocławia z lat ubiegłych to 137 mln złotych – to się nazywa niegospodarność. Wobec zapaści w polskiej służbie zdrowia, czy nie warto lepiej zadbać o zdrowie polskich obywateli, a nie utrzymywać na „kroplówce” finansowej Śląsk?

Śląsk był w trudnym momencie i nagle – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – z kasy miasta wpłynęło na jego konto 45 mln złotych. Jak pan skomentuje?

– Jest to przykład niepokojącego zjawiska w polskim piłkarstwie, gdzie prywatne kluby pozyskują kapitał z rynku, płacąc za pozyskany kapitał instytucjom rynku finansowego, podczas gdy samorządowy klub otrzymuje pokaźne wsparcie publiczne. Takie postępowanie jest sprzeczne z ładem wolnorynkowym i stanowi przykład złego interwencjonizmu publicznego w gospodarkę. Można strawestować znane powiedzenie „zbyt duży jest WKS Śląsk Wrocław, aby upaść”, bo koszty polityczne i społeczne są wysokie. Dla mnie jest to droga donikąd…

Jeszcze coś z pana i naszego podwórka, czyli Zagłębie Sosnowiec. Jak tutaj skomentować to, co się dzieje? Jest piękny obiekt w Zagłębiowskim Parku Sportowym i zaplecze, które stanowią przecież boiska przy Stadionie Ludowym, jest trenująca młodzież, a nie ma dobrego zespołu seniorów…

– Stadion i baza treningowa to ważne czynniki produkcji dla przedsiębiorstwa komunalnego, jakim jest Zagłębie Sosnowiec. W tym miejscu przypominam utwór „Money”, który wykonywał Chris Rea i jego fragment, który pasuje idealnie do sytuacji klubu z Sosnowca: „Till you find out what matters. At the end of the day It's a deal with the devil, The price that you pay. It's all about money. It's all about money, what you think you can buy. But you're just chasing shadows. You got to ask”, czyli „Dopóki nie odkryjesz, co jest ważne. Ostatecznie to pakt z diabłem, cena, jaką płacisz. Wszystko kręci się wokół pieniędzy. Wszystko kręci się wokół pieniędzy i tego, co myślisz, że możesz kupić. Ale ty tylko gonisz cienie. Musisz zapytać”.

Wielomilionowe wsparcie środkami publicznymi dla seniorskiej piłki przyniosło efekt w postaci jednorocznego pobytu w ekstraklasie (sezon 2018/2019), potem walki o pozostanie w I lidze, a obecnie o utrzymanie w gronie drugoligowców. W Sejmie RP był „Marszałek rotacyjny”, a w piłkarskim Zagłębiu od ponad dekady jest „Trener rotacyjny”, na tym stanowisku pracowało już kilkanaście osób. Jeśli do tego dodamy po każdym sezonie radykalne wymiany w kadrze zawodników, to nie dziwi brak stabilizacji. W tle jeszcze jest Akademia Piłkarska Zagłębia Sosnowiec, którą rokrocznie opuszcza znaczna ilość graczy, którzy jeśli trafią na dogodny moment – teraz stawiamy na wychowanków – to mają oni większe szanse na pozostanie w klubie i w nim zagrają. Jednakże bywały okresy, że większość składu stanowili obcokrajowcy z różnych stron świata, którzy niekoniecznie zapisali się w pamięci jako piłkarze, którzy przyczynili się do rozwoju Zagłębia. Efekty działalności prezesa klubu w oczach kibiców weryfikuje wynik rywalizacji na zielonej murawie, a w perspektywie ekonomicznej – wynik finansowy.

Chyba wypisz wymaluj sytuacja w Podbeskidziu Bielsko-Biała. Jak pan ocenia Górali i ich sytuację, kolejny z miejskich źle zarządzanych klubów?

– Problem nie jest wyłącznie sportowy, lecz strukturalny – dotyczy mechanizmów decyzyjnych, dyscypliny finansowej i modelu generowania przychodów; bez ich korekty nawet dobre epizody sportowe będą miały charakter przejściowy.

Współpracuje pan nie tylko z polskimi klubami, ocenia pan w swoich publikacjach działalność nie tylko tego, co jest u nas, ale także poza naszymi granicami. Przyznam, że zszokowany byłem informacją, o której pan wspomniał, że w przedsiębiorstwie Borussia Dortmund pracuje aż 600 osób. Toż to olbrzymia firma! Proszę powiedzieć coś o ich działaniach CSR – na czym polegają, jak pracują, bo to niesamowita sprawa.

– Efekty współpracy z niemieckimi klubami znajdują odzwierciedlenie w moich książkach i artykułach naukowych. Upowszechniam wyniki moich badań i chętnie dzielę się swoimi przemyśleniami. Borussia Dortmund to klub piłkarski, który stał się przedsiębiorstwem sportowym, biorącym udział w rywalizacji sportowo-ekonomicznej, mającym ponad 524 mln euro przychodów (sezon 2024/2025). Strategia koncernu BVB oparta jest na pięciu filarach: rozwoju sportowym i akademii piłkarskiej, współpracy z kibicami, monetaryzacji marki i zrównoważonych działaniach w ramach ESG, Environmental, Social, Governance, czyli wpływie na środowisko, odpowiedzialności społecznej i ładzie korporacyjnym. Udziałowcami w spółce są globalne przedsiębiorstwa niemieckie: Evonik Industries, Puma i Signal Iduna. Przypomnę, iż koncern BVB prowadzi ekspansję także na rynki zagraniczne i posiada swoje przedstawicielstwa w Chinach, Singapurze i Stanach Zjednoczonych. Działalność BVB w obszarze tzw. społecznej odpowiedzialności biznesu to nie chwyt marketingowy, ale realna działalność wynikająca ze strategii koncernu przynosząca efekty dla ludzi, gospodarki i środowiska naturalnego. BVB to między innymi największy na świecie producent prądu pochodzącego z paneli słonecznych zamontowanych na fasadzie i dachu stadionu, ale także aktywny uczestnik życia miasta, wspierający inicjatywy społeczno-kulturalno-oświatowe oraz podmiot dbający o sprawnie funkcjonującą gospodarkę odpadami w obiegu zamkniętym.

A przecież 20 lat temu BVB trzeba było ratować przed upadkiem… Pożyczki udzielał nawet Bayern Monachium.

– Działalność gospodarcza w biznesie piłkarskim wiąże się z ryzykiem. Nadmierne inwestycje w obszarze sportowym doprowadziły BVB na skraj bankructwa. Zawarta ugoda z wierzycielami uratowała klub z Dortmundu przed spadkiem do lig amatorskich. Swoją cegiełkę w ratowaniu miał także Bayern, który wsparł pożyczką swego odwiecznego rywala. Ze strony Bawarczyków było to raczej zagranie PR, aniżeli realna pomoc. Notabene BVB szybko spłaciła pożyczkę.

Na koniec jeszcze pytanie o pana. Jako pracownik Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach pracuje pan nad habilitacją i dotyczy ona oczywiście działalności piłkarskich klubów. Proszę coś o tym powiedzieć.

– Jednym z głównych celów empirycznych mojej monografii habilitacyjnej jest weryfikacja ilościowa zależności przyczynowo-skutkowych pomiędzy nakładami czynników produkcji, efektywnością wykorzystania zasobów oraz konkurencyjnością przedsiębiorstw piłkarskich w warunkach polskiej Ekstraklasy. Natomiast najważniejszym celem utylitarnym jest zbudowanie oryginalnego aparatu analitycznego dla diagnozy sytuacji przedsiębiorstw piłkarskich.

Zaczęliśmy od Górnika i skończmy na tym klubie. Zabrzanie skończą sezon na topie?

– Ostatni trenerem, który doprowadził Górnika do mistrzostwa Polski, był Marcin Bochynek, którego pragnę bardzo serdecznie pozdrowić i zapewnić, że w mojej najnowszej książce znajdą się jego cenne refleksje. Podczas jednej z rozmów trener Bochenek powiedział mi tak: „Bardzo ważne, aby trener był dobrym psychologiem, miał „piłkarski nos”, widzenie i dostrzeganie też jest istotne, podobnie jak „dobre oko” trenera na całokształt spraw związanych z funkcjonowaniem drużyny. Nie tylko spoglądanie w laptop, ale osobiste spojrzenie na sytuację własnymi oczami”. Postanowiłem jeszcze zastosować model statystyczny, używając danych według stanu na 2 lutego, i okazało się, że największe prawdopodobieństwo zdobycia MP 2026 ceteris paribus posiadała Jagiellonia przed Wisłą Płock i Górnikiem Zabrze, a szanse na znalezienie się w gronie finalistów Pucharu Polski mają Raków i Górnik. Wolę jednak pozostać przy tym, że prawdziwe piękno piłki nożnej polega na jej nieprzewidywalności!

Rozmawiał Michał Zichlarz

Od porozumienia Lukasa Podolskiego z prezydentem Kamilem Żbikowskim zależy przyszłość Górnika. Fot. Facebook Kamila Żbikowskiego 


dr Artur Grabowski

Pracuje na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach, gdzie między innymi prowadzi Koło Naukowe „Ekonomia Sportu”. Autor kilku książek: „Przedsiębiorstwa sportowe w gospodarce rynkowej na przykładzie Bayernu Monachium”, „Ekonomia sportu. Zagadnienia metodologiczne i wybrane doświadczenia” oraz wydanej w zeszłym roku przez PWE „Finansowanie sportu profesjonalnego oraz stadionów piłkarskich w Polsce przez jednostki samorządu terytorialnego. Przykłady i implikacje”.

Dr Artur Grabowski z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach specjalizuje się w działalności klubów piłkarskich. Fot. Michał Zichlarz 

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się