Klisze z wielkich ligowych meczów GieKSy

GKS Katowice rozpoczyna nowy rozdział. Przypomnijmy najpiękniejsze fragmenty z poprzedniego, ku pokrzepieniu serc.

Blaszok był świadkiem wielu pięknych chwil. To już jednak koniec... Fot. Press Focus

Tych meczów na Bukowej były setki, niezapomnianych – całe mnóstwo. Oto tylko niektóre z nich, które nasuwają się na myśl bez wysiłku. Ze względu na ograniczenie rozmiaru tego tekstu, przypominamy jedynie spotkania ligowe z tego najbardziej zdumiewającego okresu, kiedy GieKSa była tak silna, że występowała 10 lat z rzędu w europejskich pucharach. Kiedy grała systemem 4-3-3 i katowickiego ataku bali się w każdym innym mieście w tym kraju. Nie było drużyny, która na Bukowej nie dostałaby łupnia.

5:4 z Pogonią Szczecin (24 listopada 1985 r.)

Było cholernie zimno, dla młodszych kibiców to niepojęte, ale mecz toczył się przy minusowej temperaturze. GieKSa rozjeżdżała gości. Kiedy w 78 minucie Jan Furtok strzelił główką na 4:1, wydawało się, że jest po meczu. Tymczasem doszło do jakiegoś niepojętego tąpnięcia, pięć minut później był już… remis! Kiedy wydawało się, że zwycięstwo wymknie się z rąk, piłkę przewrotką uderzył Marek Biegun. Była 87 minuta! Czegoś takiego Bukowa nie przeżyła nigdy wcześniej i później.

5:2 z Legią Warszawa (10 sierpnia 1986 r.)

Pierwszy mecz w dziejach polskiej ligi, w którym wygrana drużyna zainkasowała trzy punkty, a przegrana – punkt minusowy. Warunkiem było zwycięstwo co najmniej trzema bramkami i tak się stało. Spotkanie toczyło się na przebudowywanym stadionie, powstawała powoli trybuna główna. Goście, wicemistrzowie Polski, rozgrywali pierwszy ligowy mecz w sezonie, wrócili bowiem właśnie z Chin, opromienieni zwycięstwem w Turnieju Wielkiego Muru. Powrót był wyjątkowo bolesny, bo GieKSa zagrała efektownie i skutecznie.

6:0 z Motorem Lublin (5 października 1986 r.)

Kilka dni wcześniej GieKSa pierwszy raz w dziejach przeskoczyła przeszkodę w europejskich pucharach, eliminując Fram Reykjavik. Na Bukową przyjechał outsider z Lublina i przeżył ciężki nokaut. Pierwszego gola dla GieKSy strzelił wówczas Janusz Nawrocki. Co ciekawe, od momentu, gdy goście grali w dziesiątkę (w 60 minucie obrońca Modest Boguszewski poradził sędziemu „iść się w p…”), katowiczanie nie strzelili już żadnej bramki. Może zrobiło im się żal rywali?

5:0 ze Stalą Mielec (2 maja 1987 r.)

Klasyczny przykład współpracy trzech muszkieterów w ataku. Każdy z tercetu K-F-K (Koniarek-Furtok-Kubisztal) strzelił co najmniej jedną bramkę. Napastnicy potrafili grać w pojedynkę, potrafili współpracować, potrafili grać samolubnie i wręcz przeciwnie. To był jeden wielki popis i jeden z tych meczów, gdy goście wzdychali z ulgą, że nie było dwucyfrówki.

4:1 ze Stalą Stalowa Wola (26 sierpnia 1987 r.)

Ten mecz przeszedł do historii Bukowej z niecodziennego powodu. Jerzy Wijas zdobył fantastycznego gola z połowy boiska. Uderzył, piłka odbiła się od obrońcy, więc poprawił, idealnie siadła mu na nodze. Piłka leeeeeeeciała i… wpadła pod poprzeczkę! Szał na trybunach!

4:0 z Lechem Poznań (22 listopada 1987 r.)

Poznaniacy przekonali się na własnej skórze, co znaczy w futbolu walka, determinacja i nieustępliwość. Na dzień dobry dwa słupki, potem Furtok nie wykorzystuje karnego, ale potem po sprincie przez całą połówkę rehabilituje się w najlepszy możliwy sposób. Lech może się cieszyć, że przegrał tylko czterema golami.

2:0 z Szombierkami Bytom (12 marca 1988 r.)

Nad stadionem przeszła burza śnieżna, trudno było rozpoznać zawodników. Kibice pierwszy raz siedzieli na nowiutkiej trybunie głównej, wówczas najnowocześniejszej takiej w Polsce. Dokładnie na jej skończonej części, reszta była jeszcze w budowie.

4:0 z Bałtykiem Gdynia (20 kwietnia 1988 r.)

Mecz był popisem jednego aktora: hat-trick Jana Furtoka, który jest w świetnej formie – luz, szybkość, technika. Spotkanie pamiętne również ze względu na relację w „Sporcie”. Furtok dostał za ten mecz notę 10, a tytuł brzmiał: „Król Furtok I”.

1:0 z Legią Warszawa (25 maja 1988 r.)

Goście zjechali na Bukową z passą jedenastu meczów bez porażki i sześciu kolejnych zwycięstw. Na stadionie nie można było wepchnąć szpilki (12000). Bohaterem był tym razem Mirosław Kubisztal, który pięknym technicznym uderzeniem przy słupku zdobył jedyną bramkę.

3:2 z Górnikiem Zabrze (20 sierpnia 1988 r.)

W moim mniemaniu najlepszy ligowy mecz, jaki widziałem na Bukowej. Spotkały się dwie fantastyczne drużyny, z rewelacyjnymi piłkarzami w składach, w bardzo wysokiej formie. Decydującego o zwycięstwie gola strzelił lewy obrońca Jerzy Kapias cudownym uderzeniem po bocznej siatce. Tego dnia po raz pierwszy na Bukowej rozbłysły jupitery.

1:0 z Legią Warszawa (13 maja 1989 r.)

„Zaśpiewajcie wszyscy z nami, będzie wojna z gorolami” – falowała Bukowa, co odnotowała „Piłka Nożna”. Pierwsi kibice pojawili się na trybunach trzy godziny przed meczem. Ten mecz został zapamiętany jako mordercza, fizyczna walka, w błotku i przy siąpiącej mżawce. Jedyną bramkę wbił tuż po przerwie Wiktor Morcinek, ze względu na zaokrągloną lekko sylwetkę pieszczotliwie zwany „Kotletem”.

7:2 z ŁKS-em Łódź (20 maja 1989 r.)

„Katowicka masakra piłką mechaniczną”. Gdybym pisał relację z tego rozgrywanego w potwornej ulewie spotkania, co było niemożliwe ze względu na fakt, że byłem wówczas nieopierzonym knypkiem – taki właśnie dałbym tytuł. Co ciekawe, do połowy było 2:2. Potem jednak piłka głośno zawyła. „To było widowisko jak dobry teatr” – mówił zadowolony trener Władysław Żmuda. Zdegustowany postawą własnej drużyny Leszek Jezierski mruknął raczej o cyrku niż teatrze.

1:0 z Widzewem Łódź (25 listopada 1989 r.)

Skromne zwycięstwo zapewnił Zdzisław Strojek, ale co innego było najważniejsze. Po tym meczu pierwszy raz w historii GKS Katowice został mistrzem jesieni.

1:0 z Zawiszą Bydgoszcz (22 maja 1991 r.)

Pierwszy gol w lidze najlepszego obcokrajowca w historii GieKSy. Gruzin Gija Guruli był wręcz oszałamiający! Zazwyczaj czarował zwodami, ale tego dnia bramkę strzelił głową. Jak to on – bramka musiała być cudowna. Strzelił ją szczupakiem, bramkarz nie miał szans…

3:1 z Lechem Poznań (28 sierpnia 1991 r.)

Na Bukową przyjechał lider, który wygrał wszystkie wcześniejsze mecze i… dzięki temu mecz był fantastyczny, jeden z najlepszych, jakie widziano na Bukowej... Padały wspaniałe gole z bombą atomową Romana Szewczyka na czele. Tę wymianę ciosów zdecydowanie lepiej przeżyli katowiczanie.

2:1 z Hutnikiem Kraków (19 października 1991 r.)

Pierwszy raz w akcji dwaj Gruzini jednocześnie – Gija Guruli i Gija Diszkarjani. Show skradł ten pierwszy: wbił dwa gole, pierwszy – bombą z 25 metrów w samo okno.

5:0 z Zagłębiem Sosnowiec (13 czerwca 1992 r.)

Ten mecz pokazał, co to motywacja. Gospodarze marzyli o kolejnych występach w europejskich pucharach, goście już pogodzili się z degradacją. Hat trickiem popisał się Krzysztof Walczak, był to jednocześnie ostatni mecz Gurulego dla GieKSy. Zagłębie wróci do ekstraklasy dopiero 14 lat później.

5:0 z Szombierkami Bytom (20 marca 1993 r.)

GieKSa miała nowego świetnego napastnika – „Ecika” Janoszkę, który w poprzednim meczu miał wejście smoka na stadionie lidera – Lecha Poznań, gdzie zdobył zwycięską bramkę atomowym strzałem głową w samej końcówce. Szombierkom też wbił – nie mogło być inaczej – głową. Oba zespoły następnym razem spotkają się 12 lat później w… IV lidze.

7:1 z Jagiellonią Białystok (1 maja 1993 r.)

Najwyższa jak dotąd wygrana GieKSy w ekstraklasie. Tytuł w „Sporcie” znamienny: „Skromna wygrana”. Rozochoceni gospodarze zrobili na murawie Hollywood. Janoszka strzelał oczywiście głową, z kolei Adam Kucz – piętą. Jak się bawić, to stylowo!

1:0 z Ruchem Chorzów (7 maja 1994 r.)

Z „Niebieskimi” akurat GieKSie na Bukowej łatwo nie szło, to zawsze był twardy orzech do zgryzienia. Pod dowództwem trenera „Orzecha” (Piotr Piekarczyk) tym razem poszło dobrze. Jedyny gol to „swojak” Piotra Mosóra. Trzy dni później był jeszcze rewanż w Pucharze Polski i tym razem zwycięstwo 3:0, już bez „swojaków”. W tym samym miesiącu miał miejsce pierwszy w historii Bukowejmecz międzypaństwowy – Polska przegrała z Austrią 3:4.

***

A to wszystko w dekadę… Niezapomniane czasy.

Paweł Czado