Klasyk dla Jeziorowców
Triumf Lakers w klasyku NBA. Nowojorczycy zatrzymani w Kalifornii.
Luka Doncić znów był bohaterem Los Angeles. Fot. Facebook Los Angeles Lakers
Klasyk w Los Angeles, gdzie grali Lakers i Knicks. Po raz pierwszy te zespoły spotkały się... w listopadzie 1946 roku. Ekipa z Nowego Jorku przyjechała do Kalifornii w roli faworyta, dwa dni wcześniej zdemolowała w Denver tamtejszych Nuggets. Dodatkowo Jeziorowcy musieli grać bez jednego ze swoich kluczowych zawodników - jeszcze rano w dniu meczu wydawało się, że LeBron James wystąpi, bo pojawił się na porannych zajęciach, ale potem okazało się, że urazy stopy oraz łokcia nie pozwolą gwieździe zagrać. W pierwszej piątce zastąpił go Marcus Smart.
Gospodarze zaczęli od prowadzenia 5:0. Nowojorczycy pierwsze punkty zdobyli dopiero w 3 minucie. Pierwsza kwarta ośmioma punktami dla Lakers (31:23), którzy dużo lepiej trafiali zza łuku. W drugiej ćwiartce miejscowi mieli już 13 punktów przewagi, ale przestój pod koniec tej części (ponad 7 minut bez celnego rzutu z gry) zdecydował, że do przerwy było tylko 54:49.
Przed ostatnią kwartą przewaga gospodarzy wynosiła już 19 punktów (88:69), a kibice w Polsce zastanawiali się, czy trener Mike Brown da szansę występu Jeremy Sochanowi. Nie dał, Polak przesiedział cały mecz na ławce rezerwowych.
Najlepszymi zawodnikami Lakers byli Luka Doncić (35 punktów, 8 zbiórek) oraz Austin Reaves (25 punktów, 5 asyst, 3 przechwyty), po stronie Knicks - Karl-Anthony Towns (25 punktów, 16 zbiórek) oraz Jalen Brunson (24 punkty, 6 zbiórek, 7 asyst). - Zaczęliśmy grać twardo, trzymaliśmy się planu i walczyliśmy. Do tego to się sprowadzało – myślę, że po prostu graliśmy z większą pasją niż oni. Nadaliśmy ton od początku i rozegraliśmy bardzo dobrą trzecią kwartę - tłumaczył po meczu Reaves. - W decydującej fazie meczu mieliśmy trzy lub cztery posiadania, które kończyliśmy przechwytem lub trąceniem piłki. To wszystko wynikało z zaangażowania. Byliśmy w stanie utrzymać tę intensywność przez wszystkie cztery kwarty - dodał trener JJ Redick.
Tymczasem w San Antonio odbyły się derby Teksasu - Rakiety dotrzymywały kroku gospodarzom tylko w pierwszej kwarcie, potem mecz przejęły Ostrogi. Spurs zdobyli aż 145 punktów, w tym rekordowe 56 z pomalowanego (spod kosza). San Antonio rozdało aż 38 asyst, trafiając przy tym najlepsze w sezonie 58 procent rzutów z gry oraz 53 procent (21/40) rzutów zza łuku.
Indywidualnie Victor Wembanyama zdobył 29 punktów, De'Aaron Fox dołożył 20 i 10 asyst. - Nasze tempo gry w ostatnim czasie jest bardzo powtarzalne. Kiedy łączysz taką szybkość z talentem i ruchem bez piłki, stajesz się niezwykle trudny do upilnowania - mówił po meczu trener Mitch Johnson. - Myślę, że jedynym elementem, do którego można by się przyczepić, to niektóre faule. Trzeba pilnować, żeby nie tracić równowagi i nie wypadać z pozycji, ale w przeważającej mierze zagraliśmy bardzo solidne zawody w obronie - dodał szkoleniowiec Ostróg.
Cleveland – Boston 98:109, LA Lakers – New York 110:97, Miami – Detroit 121:110, Toronto – Dallas 122:92, New Orleans – Washington 138:118, Milwaukee – Orlando 91:130, San Antonio – Houston 145:120, Portland – Indiana 131:111, Sacramento – Chicago 126:110, Phoenix – Charlotte 111:99.
(p)
