Klasyk dla Celtów

Grający bez dwóch gwiazd Lakers musieli uznać wyższość ekipy z Bostonu.

Austin Reaves (z prawej) rozegrał bardzo dobry mecz, ale Lakers polegli w Bostonie. Fot. Facebook/Boston Celtics

NBA

W Bostonie rozegrano klasyk - Celtowie podejmowali Lakersów. Te zespoły po raz pierwszy mierzyły się przed blisko 80 laty, kiedy Jeziorowcy grali jeszcze w Minneapolis. Piątkowe starcie było ich 303. w sezonie zasadniczym. Tym razem punkty zostały w Boston Garden. Gospodarze bardzo wysoko (39:17) wygrali pierwszą kwartę i to ustawiło przebieg meczu. W drugiej ćwiartce przewaga miejscowych sięgnęła 29 punktów. Goście grali bez swoich dwóch gwiazd - Luka Doncić przebywa w Słowenii, gdzie właśnie narodziła się jego druga córka, a LeBron James - zgodnie z zaleceniami sztabu medycznego - musi odpoczywać, gdy mecze są rozgrywane dzień po dniu. Austin Reaves (36 pkt, 8 asyst) robił, co mógł, ale w pojedynkę nie miał większych szans. Celtics byli tego wieczoru napędzani przez świetnie dysponowanego Jaylena Browna (30 pkt, 8 zbiórek, 8 asyst), Derrick White dołożył 5 „trójek” i 19 punktów, a grający przy znakomitym procencie skuteczności Jordan Walsh miał 17 punktów. Lakers przegrali dopiero drugi raz w ostatnich dziesięciu meczach.

Spurs grali tym razem w Cleveland i musieli przełknąć gorycz porażki. Początek dla ekipy z Teksasu był obiecujący - wygrana pierwsza kwarta (35:30), a także druga (37:34). Cały wysiłek został jednak zniweczony w trzeciej ćwiartce, w której miejscowi zmiażdżyli rywali różnicą 25 „oczek” (44:19).

Donovan Mitchell zanotował 28 punktów i 8 asyst, a Jaylon Tyson zdobył 16 ze swoich 24 punktów w kluczowej trzeciej kwarcie. Spurs podczas tournée po Wschodnim Wybrzeżu pozostają bez swoich gwiazd - Victor Wembanyama, opuścił 10. mecz z rzędu z powodu urazu lewej łydki, a rozgrywający Stephon Castle - 9. mecz z rzędu z powodu bólu biodra. Trener Mitch Johnson powiedział po meczu, że obaj zawodnicy „zdecydowanie robią postępy w dobrym kierunku”. W Cleveland brakowało też środkowego Luke Korneta. Trzeba jednak zaznaczyć, że Kawalerzyści też musieli sobie radzić bez trójki starterów - rozgrywającego Dariusa Garlanda (uraz palca w lewej nodze), środkowego Jarretta Allena (naciągnięcie prawego palca wskazującego) i niskiego skrzydłowego Sama Merrilla (uraz prawej ręki).

Jeremy Sochan był na boisku 25 minut, miał 10 punktów, 5 zbiórek (wszystkie w ataku), asystę i przechwyt. Skuteczność naszego zawodnika była niezła - 5/9 z gry. Dla Spurs był to trzeci mecz w ciągu czterech dni. Teraz czekają ich dwa dni przerwy i mecz z Pelikanami w Nowym Orleanie.

Piątek: Boston - LA Lakers 126:105, Orlando - Miami 106:105, Atlanta - Denver 133:134, Cleveland - San Antonio 130:117, Detroit - Portland 122:116, New York - Utah 146:112, Toronto - Charlotte 86:111, Chicago - Indiana 105:120, Houston - Phoenix 117:98, Memphis - Grizzlies 107:98, Milwaukee - Philadelphia 101:116, Oklahoma City - Dallas 132:111.

Sobota: Cleveland - Golden State 94:99, Brooklyn - New Orleans 119:101, Washington - Atlanta 116:131, Detroit - Milwaukee 124:112, Miami - Sacramento 111:127, Minnesota - LA Clippers 109:106, Dallas - Houston 122:109.

(p)

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się