Killer przed weryfikacją
Kolejno Projekt, ZAKSA, Bogdanka i Aluron – przed jastrzębianami czas prawdy.
Anton Brehme na początku rozgrywek prezentuje kosmiczną formę. Fot. Sebastian Sienkiewicz / Press Focus
JSW JASTRZĘBSKI WĘGIEL
Zespół z Jastrzębia-Zdroju w ostatnich latach przyzwyczaił swoich kibiców do sukcesów. Od 2019 roku trzykrotnie zdobył mistrzostwo Polski, dwukrotnie grał też w finale Pucharu Europy. W bieżących rozgrywkach, po stracie najlepszych zawodników, do faworytów nie należy. Sezon zaczął jednak wybornie. Wywiózł dwa punkty z trudnego terenu, jakim jest Olsztyn i we własnej hali pokonał Ślepsk Malow Suwałki. Choć to dopiero dwa mecze, niektórzy już okrzyknęli wyniki JSW Jastrzębskiego Węgla „wejściem smoka”. Zawodnikom te wygrane też były bardzo potrzebne, bo dodały pewności siebie i pokazały, że nawet bez Tomasza Fornala czy Jakuba Popiwczaka mogą walczyć o czołowe lokaty. – Z każdym meczem powinno być lepiej. Już w starciu ze Ślepskiem Malow nasza gra wyglądała lepiej niż w Olsztynie. Wtedy nie zaprezentowaliśmy dobrej siatkówki, a mimo to wygraliśmy. To też nas niezmiernie cieszy. Przed własną publicznością zagraliśmy już bardzo dobrze. To, co pokazaliśmy w trzecim secie, jest wielce optymistyczne. Rywale choć prowadzili, nie złamali nas. Teraz oby tylko zdrowie dopisało, bo widać, że mamy potencjał – podkreślił Łukasz Kaczmarek, atakującyJSW JW.
Od początku sezonu w jastrzębskiej drużynie wyróżnia się Anton Brehme. Niemiec wręcz fruwa nad siatką i potężnie zbija. W dwóch spotkaniach zdobył łącznie 32 pkt, co jak na środkowego jest wynikiem rewelacyjnym. Żaden inny zawodnik na tej pozycji nie może się z nim równać. Kolejny na liście, Bartłomiej Lemański, ma punktów 26. Kaczmarek pytany o Brehmego wypalił: - Mamy killera na środku, który nie bierze jeńców. Niezależnie czy skacze pojedynczy, podwójny czy potrójny blok, on i tak kończy akcje. Nie widziałem jeszcze tak atakującego środkowego – obrazowo opisał postawę kolegi.
Czy jastrzębian po zmianach stać na utrzymanie miejsca w czołówce? Na to pytanie dadzą odpowiedź najbliższe kolejki. Czekają ich bowiem mecze z krajowymi potentatami. Już w sobotę spotkanie z rewelacyjnym na początku rozgrywek PGE Projektem Warszawa. Potem starcia z podrażnioną porażkami, mimo dobrej postawy, ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle, dwukrotnie – w Superpucharze i w lidze – z Bogdanką LUK Lublin i na koniec z Aluronem CMC Wartą Zawiercie. W Jastrzębiu-Zdroju liczą, że nie będzie to brutalna weryfikacja wartości tej drużyny. Podkreślają, że zespół ma potencjał, by bić się z najlepszymi i może grać jeszcze lepiej. Potrzeba tylko jeszcze trochę czasu i zdrowia, bo w okresie przygotowawczym tego zabrakło. Wciąż nie może grać libero Maksymilian Granieczny, który z mistrzostw świata wrócił z kontuzją. Dopiero od niedawna na pełnych obrotach trenują Miran Kujundzić i Łukasz Usowicz. Pełni możliwości nie pokazuje też Michał Gierżot. To gracz o ogromnym potencjale, ale niewykorzystanym. W ofensywie sobie jeszcze jakoś radzi, ale na przyjęciu zagrywki krwawi. – W okresie przygotowawczym straciliśmy dużo czasu przez kontuzje. Po prostu nie jesteśmy jeszcze w pełni zgrani. Potrzebujemy czasu na doszlifowanie naszych zagrań, ale mamy potencjał – przyznał Nicolas Szerszeń, który w JSW Jastrzębskim Węglu ma piekielnie trudne zadanie, bo zastępuje samego Tomasza Fornala.
(mic)
