Kij w szprychy
Najpierw trzy i pół minuty czekania na decyzję VAR-u. Potem prawie dwie kolejne na dyskusję arbitra głównego z wideoasystentami. No i wreszcie decyzja, która wzburzyła trenera Michala Gasparika. Ale...
Jarosław Kubicki (na pierwszym planie) stoczył wiele potyczek. Tej najważniejszej sędzia nie zakwalifikował jako faul na nim. Fot. Marta Badowska / Press Focus
GÓRNIK ZABRZE
Zdecydowana przewaga w posiadaniu piłki (70 do 30), ale też coś, co telewizyjni komentatorzy zwykle nazywają „przewagą optyczną” – walczący o doszlusowanie do liderującej Jagiellonii Górnik zrobił wiele, by z Niecieczy wywieźć upragnione trzy punkty. Tyle że w realizacji planu zanotowali... dwuminutowy poślizg. I to wystarczyło, by zamiast trzech „oczek”, zgarnąć ledwie jedną trzecią zakładanego dorobku. Nic dziwnego, że objawy frustracji towarzyszyły Michalowi Gasparikowi od pierwszych sekund pomeczowej konferencji.
Tydzień nauki, dwie minuty przyśnięcia
– Jeszcze wciąż nie wierzę, że już w 2 minucie zrobiliśmy to, co zrobiliśmy... – Słowak miał na myśli gapiostwo Michala Sacka i Kryspina Szcześniaka, które pozwoliło Michaelowi Fassbenderowi nie tylko bezkarnie urwać się im, ale i poprawić swój własny, odbity przez Marcela Łubika, strzał. Najbardziej bolesny był dla Gasparika fakt, że tego typu akcja, która przyniosła Niecieczanom powodzenie, była dokładnie rozpisana przez zabrzański sztab jego podopiecznym. – Nie wiem, jak to się mogło zdarzyć, bo cały tydzień przygotowywaliśmy się na tę jedną sytuację. A i tak straciliśmy bramkę – zauważał z goryczą opiekun Zabrzan.
Spojrzenie bez wątpliwości
Ten etap żalów szkoleniowca wynikał z gapiostwa jego zawodników. Ale była i druga ich odsłona, związana ze starciem Wojciecha Jakubika z Jarosławem Kubickim w „szesnastce” gospodarzy. – To był czysty, ewidentny karny! Widać to dokładnie na jednej z powtórek, nie mam co do tego wątpliwości – deklarował trener zabrzańskiej drużyny. A zatem – skradzione punkty? Oficjalnej interpretacji eksperta – dokonywanej zwykle w studio Canal+ Sport przez Adama Lyczmańskiego – w poniedziałkowy wieczór jednak zabrakło...
Tajemnica „ruchu poprzecznego”
Za to my zapytaliśmy jednego z aktywnych jeszcze rozjemców ligowych. Kolegi po fachu pod nazwiskiem oceniać nie chciał. Przyznał natomiast, że sytuacja dla VAR-u była bardzo trudna do oceny. Generalnie stanęło na tym, że – jego zdaniem – to raczej Zabrzanin, wykonując „ruch poprzeczny” w kierunku piłki i wsadzając stopę w tor zamachu obrońcy Termaliki, popełnił przewinienie! To było coś, co w sędziowskim slangu nazywane jest „wsadzeniem kija w szprychy”.
Zdaniem naszego rozmówcy, najpoważniejszym błędem Pawła Malca było... samo przerwanie akcji gwizdkiem w tej sytuacji. Łodzianin – a wskazywała na to cała mowa jego ciała – nie do końca był bowiem pewien swej decyzji. Nawet komentarzy telewizyjni przez kilka sekund zastanawiali się, czy przypadkiem rozjemca nie wskazał na... rzut rożny. Ów gwizdek zaprzągł jednak do roboty wideoasystentów. I sprawił, że niemal przez sześć minut obie drużyny – i blisko trzy tysiące fanów na trybunach – czekały na rozstrzygnięcie. Okazało się korzystne dla gospodarzy, co mocno dołująco podziałało na gości. – Do karnego nasza gra wyglądała dobrze. Widzieliśmy, że naciskamy, że wszystko na boisku jest ułożone i wierzyłem, że wykorzystamy jakąś sytuację. Po odwołanym karnym ostatnie dziesięć minut nie było już takie dobre w naszym wykonaniu – podkreślił Gasparik.
Szansa na odrobienie straconych punktów już w sobotę. O 17.45 Zabrzanie podejmą szczecińską Pogoń.
(DaL)
