Kiedy wróci Pawlicki?
Tytułowe pytanie spędza sen z powiek kibicom i działaczom Włókniarza Częstochowa.
Od powrotu lider zależą losy klubu spod Jasnej Góry! Fot. Grzegorz Misiak/PressFocus
Kontuzjowany pod koniec czerwca na torze w Rybniku Piotr Pawlicki miał wrócić do ścigania już w piątkowym, zaległym meczu z Pres Grupą Deweloperską Toruń (35:55). - Był przebrany w kevlar, rozgrzewał się, miał wyjechać na próbę toru i nagle wyszedł z busa z grymasem bólu na twarzy prosząc o wezwanie karetki - obrazowo tłumaczył nam prezes częstochowskiego klubu Michał Świącik. Przypomnijmy, że lider Włókniarza był zgłoszony do składu, ale tuż przed obchodem toru tak niefortunnie rozciągnął się w czasie rozgrzewki, że poczuł potworny ból w kontuzjowanych żebrach. - Początkowo chciał jechać, ale wspólnie uznaliśmy, że to nie ma sensu, bo najważniejsze mecze są dopiero przed nami - dopowiada trener Mariusz Staszewski.
Może się odechcieć
W momencie wycofania Pawlickiego z zawodów przy braku możliwości zastosowania za niego zastępstwa zawodnika stało się jasne, że częstochowianie nie będą mieli wielkich szans na nawiązanie walki z naszpikowanymi gwiazdami torunianami. - Informacja o braku Piotra zabiła ten mecz, może się naprawdę odechcieć. Mnie w czasie meczu bardziej od wyniku interesowały informacje ze szpitala. Oby się to złamanie żeber nie rozeszło, bo to byłoby najgorsze. Do fazy play-down mamy jeszcze chwilę i wierzę, że będzie dobrze - mówi sternik klubu spod Jasnej Góry. - Co można poczuć w takim momencie? Czekam aż szpital w drużynie się skończy i znów wyjedziemy na tor w pełnym składzie - wtórował mu Staszewski.
Szkoleniowiec na manewry taktyczne zdecydował się dopiero w momencie, gdy wynik był już przesądzony. - Chciałem dać trzy biegi z rzędu Philipowi Hellstroemowi-Baengsowi oraz Wiktorowi Lampartowi, aby mieli ciągłość jazdy, możliwość dopasowania się do toru i pokazania się z lepszej strony. Wynik nie był już sprawą otwartą, nie ma się co oszukiwać - tłumaczył trener Włókniarza.
Na ratunek Żagar?
Rokowania co do powrotu Pawlickiego oraz Madsa Hansena są obarczone dużą dozą niepewności. We Włókniarzu muszą jednak być przygotowani również na czarny scenariusz, czyli jazdę bez tych zawodników w decydującej o utrzymaniu fazie play-down. Jakiś czas temu mówiło się, że w tej sytuacji drużynę mógłby wzmocnić Matej Żagar, który w przyszłym tygodniu powinien otrzymać decyzję o rozwiązaniu z winy klubu kontraktu z Unią Tarnów. O tym, że raczej nie wiąże już przyszłości z zadłużonymi po uszy Jaskółkami świadczy fakt, że nie stawił się na ostatni mecz tarnowian w Ostrowie Wielkopolskim. Słoweniec w przeszłości startował już w drużynie częstochowskiej, a prywatnie ma bardzo dobre relacje z prezesem Świącikiem.
- Nie wchodzę w buty trenera, on jest bardzo stanowczy w tych sprawach. Mam nadzieję, że pojedziemy decydujące mecze naszym najmocniejszym składem i nie będzie konieczności szukanie zastępstwa. Mamy w tym roku ogromnego pecha, bo w pełnym składzie powinniśmy być w pierwszej czwórce. Za parę lat ktoś nie będzie pamiętał o kontuzjach tylko o tym, że Włókniarz walczył o utrzymanie - odpowiada sternik częstochowskiego klubu. Co na to trener? - Z tego co wiem, to jeszcze nie ma decyzji o rozwiązaniu kontraktu z Unią Tarnów, więc na chwilę obecną nie ma tematu. Zobaczymy, czy nasi zawodnicy będą do dyspozycji. Jeśli tak, to nie ma sensu dokonywać zmian. Na pozycję U-24 nic lepszego w tym momencie nie znajdziemy - dodaje Staszewski. W najbliższą niedzielę Włókniarz zmierzy się w Grudziądzu z GKM-em.
Mariusz Rajek
