„Kiciuś” się złości
KOMENTARZ „SPORTU” - Dariusz Leśnikowski
W sobotnie przedpołudnie zajrzałem – jak zawsze – do mamy, do Bytomia. Kiedy od niej wychodziłem, pod blokiem wpadłem na Tomka. Z czasów szkolnych pamiętam go jeszcze jako „Kiciusia” (o ile pamięć mnie nie myli, niezłym „kiciusiem” był też na szkolnym boisku i na trawniku pod blokiem), dziś – jak sam się zareklamował – w okolicy znają go jako „Marynarza”. Szanuję go bardzo – to kibic na dobre i na złe (i do tego czyta codziennie „Sport”). „A wiesz, że byłem w piątek w Tychach? Łotysze się strasznie po naszych młodych hokeistach przejechali” - rzucił „na dzień dobry”. Dla niego sport to jeden z ważniejszych elementów życia: mówił przecież o reprezentacyjnej potyczce na szczeblu U-16...
Siłą rzeczy nasze krótkie pogaduchy – raczej prędzej niż później – zeszły na wieczorną inaugurację wiosny w wykonaniu piłkarzy Polonii. - Zmiana trenera? A co może ten nowy zepsuć? Chłopaki grają ze sobą od trzeciej ligi, wspólnie awansowali do drugiej, potem do pierwszej – Tomek, obecny na każdym domowym meczu Niebiesko-czerwonych, a i na niektórych wyjazdowych też, o piłkarskie umiejętności polonistów jest spokojny. Ale pytanie o awans cokolwiek go wkurzyło. Padło kilka słów, których przytaczać publicznie nie wypada – w kontekście tych, od których zależy finansowo-organizacyjny kształt całego bytomskiego sportu (vel Bytomskiego Sportu).
Nie wiem, co się stało w sobotę przy Piłkarskiej w ostatnich 30 minutach, w których poloniści wypuścili dwubramkowe prowadzenie. Wiem za to, że „Kiciuś” miał wskutek tego spaskudzony wieczór. Szkoda...
