„Kaziu”

REMANENT, cotygodniowy felieton Jerzego Chromika

Takie teraz daty. 2 marca skończyłby 105 lat, a życzyliśmy Mu co najmniej od 1972 skończenia stu. Nie dożył. Zabrakło piętnastu. 23 maja minie 20 lat od dnia, gdy Polska pożegnała swego Trenera Tysiąclecia.

Jest magnetyzm dat. I niestety często są to koincydencje z wojnami. W 2021 pamiętano o stuleciu urodzin. Okrągłe, więc łatwiej było o wspomnienia. Każdy ma z Nim związane. Ja też. Gdy zacząłem swój remanent twórczości, to trochę na przekór innym postanowiłem przypomnieć o Nim także w 101. rocznicę Jego urodzin. Los chciał inaczej. Gdy ukazał się tom 2 zatytułowany „Kalendarze Kazimierza Górskiego”, to akurat 24 lutego Putin uznał, że Ukraina nie może żyć w pokoju. Zaatakował też Jego rodzinne miasto – Lwów. I reszta z godziny na godzinę stała się milczeniem.

Dziś 4 marca, Kazimierza. Memu pokoleniu imię to zawsze będzie kojarzyło się z Górskim. Panem Trenerem Górskim, bo mimo wielu okazji nie skorzystałem nigdy z możliwości przejścia „na ty”. Aż do dziś, gdy pozwoliłem sobie na tak familiarny tytuł felietonu. Co mam teraz na swoje usprawiedliwienie? Nasunęło mi się to po obejrzeniu raz jeszcze w poniedziałek filmu dokumentalnego „Kaziu, Polska Ci dziękuje”.

Miałem ledwie 16 lat, gdy Szołtysik, Lubański i Deyna sprowadzili na trawę Węgrów. A potem był 1974. Wiadomo, że nie tylko „mecz na wodzie”. Wszystko oglądałem na biało-czarnym ekranie telewizora Ametyst 102. Wybrałem sobie potem zawód, który dał mi szansę na osobiste poznanie tej wyjątkowej postaci. W Warszawie, przy Mokotowskiej 24, uścisnąłem rękę Pana Górskiego po raz pierwszy. Przy okazji redakcyjnej dyskusji pod zaczepnym tytułem „Czy będziemy mistrzami świata?”. Był rok 1986. Gość miał wtedy 65 lat. Niedługo potem naczelny Jacek Żemantowski powierzył mi misję specjalną – zrób, młody, cykl rozmów z mianownikiem „Pół wieku Kazia z piłką”. Skorzystałem z radością i podekscytowaniem.

Prawie co tydzień umawialiśmy się na przemian. Albo w lokalu SPATiF-u, prawie vis-a-vis ówczesnej siedziby PZPN-u w Alejach Ujazdowskich. Albo ponad sto metrów dalej w restauracji Ambasador. Tak powstały zamieszczone w drugim tomie „Remanentu” kalendarze. Niezwykły zapis życia. Niestety, przy okazji roku 1974 nie przywołał spotkania z Wilimowskim.

Pomagałem niedawno przy sztuce Talarczyka i Zaorskiego „Ezi”, choć zgodnie z tytułem spektaklu odpowiadałem wyłącznie za fakty z życiorysu Wilimowskiego. Po emisji w Teatrze Telewizji sporo znajomych pytało mnie z dużym niedowierzaniem, czy aby na pewno była taka rozmowa dwóch naszych bohaterów. Pan Kazimierz dopiero w swojej książce wydanej po 1989 wspomniał o tym spotkaniu. Trudno mu nie wierzyć. Paweł Czado i Mariusz Kowoll też są ze mną zgodni. Miały być nawet dwie próby kontaktu „Eziego” z Górskim. W Paryżu żyje świadek pierwszej z nich.

Nikt nigdy już nie ustali, czy ich rozmowa trwała pięć, czy piętnaście minut. W teatrze prawie godzinę. No, ale to kwestia puszczenia wodzy fantazji scenarzysty, a potem wpływu reżysera i dwóch aktorów na to, co na planie. Reszta jest milczeniem. Historii.

Może jednak kiedyś, po sztuce „Ezi”, będzie jeszcze w Teatrze Telewizji, tej największej scenie świata, spektakl „Kaziu”. Chciałbym doczekać, pomóc, a potem posłuchać komentarzy. Niekoniecznie przy koniaczku...

Najcenniejsza pamiątka z... celulozy.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się