Każdy ma ambicje
Rozmowa z Ibanem Salvadorem, 55-krotnym reprezentantem Gwinei Równikowej, napastnikiem Wisły Płock
Iban Salvador to w Pucharze Narodów Afryki prawdziwy weteran. Fot. MB Media/Pressfocus.pl
- Celem jest wygranie wszystkich trzech meczów! Jasne, będzie bardzo trudno, bo rywale są wymagający, ale stać nas na dobry rezultat, co pokazał choćby turniej w 2024 roku w Wybrzeżu Kości Słoniowej. Wygraliśmy wtedy trudną grupę, wyprzedając późniejszych wicemistrza i mistrza, czyli Nigerię i WKS.
Trzeba wyjść z grupy, a potem zobaczymy co się w fazie pucharowej wydarzy. Mamy ambicje, chcemy zajść w turnieju jak najwyżej, na pewno dalej, niż było to na ostatnim Pucharze Narodów, gdzie w 1/8 przegraliśmy z Gwineą.
Na poprzednim turnieju w pierwszym meczu z Nigerią, zakończonym wynikiem 1:1, zdobył pan bramkę. Po odpadnięciu w 1/8 finału było duże rozczarowanie?
- Graliśmy w naprawdę trudnej grupie. Rozgromiliśmy późniejszego mistrza Wybrzeże aż 4:0, ale w tym decydującym meczu o awansie do ćwierćfinału nie zagraliśmy już tak dobrze. Zabrakło trochę szczęścia, bo stracona bramka w doliczonym czasie, niewykorzystany przez nas karny, do tego czerwona kartka... Szkoda straconej szansy, ale teraz przed nami kolejny turniej i już czekamy co będzie, a będzie lepiej!
Kilka miesięcy temu i pan, i Emilio Nsue, wielka postać waszej kadry, zostaliście karnie usunięci z reprezentacji za krytykę działaczy. Teraz nie ma już żadnego problemu?
- Nie, wszystko zostało wyjaśnione. Jesteśmy razem. I ja, i Emilio, świetny piłkarz, wielka postać, jesteśmy ponownie w reprezentacji. Przygotowujemy się spokojnie do pierwszego meczu z Burkina Faso, który odbędzie się 24 grudnia.
Dlaczego w Afryce piłkarze borykają się takimi problemami? Nigeryjczycy przed listopadowym turniejem barażowym w Rabacie o udział w interkontynentalnym play offie nie wyszli na jeden z treningów, protestując przeciwko niewypłaconym premiom. Teraz czytam, że w Kamerunie z 32 miliardów franków (ok 32 mln zł), 1,5 poszło na reprezentację, a 3,5 na działaczy, polityków…
- To Afryka, z takimi problemami zmaga się wiele reprezentacji. Nie wiem z czego to wynika, może z trudnej przeszłości? Z lat zaniedbań? W Polsce jak jest problem, to o tym mówisz i sprawa zostaje wyjaśniona. W Afryce jest inna mentalność, inne podejście, ale ostatecznie zawsze – tak jak teraz w naszym przypadku – wszystko zostaje wyjaśnione i gramy razem.
Urodził się pan w Hiszpanii, praktycznie całe piłkarskie życie spędził pan w tym kraju. Co dla pana znaczy gra dla reprezentacji Gwinei Równikowej w Pucharze Narodów?
- To dla mnie wielki honor i zaszczyt. Turniej w Maroku, to już moim czwartym. Byłem na turnieju w 2015 roku, kiedy doszliśmy do półfinału, potem grałem w 2022 i w 2024. To wielkie wydarzenie i dla mnie, i dla moich kolegów. Jest nas w reprezentacji tylko trzech, którzy byli na tylu turniejach, bo oprócz mnie jest Emilio Nsue i Pablo Ganet. Mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec. Reprezentujemy mały kraj, który ma problemy, więc tym bardziej zależy nam na tym, żeby pokazać się z jak najlepszej strony i dać ludziom wiele radości.
4. miejsce w PNA gdy Gwinea Równikowa byłą gospodarzem w 2015 roku, to było wielkie wydarzenie. Jak pan wspomina tamten turniej?
- To była wielka sprawa! Po pierwsze, był to dla mnie pierwszy Puchar Narodów, w którym grałem, po drugie było to w kraju urodzenia mojego dziadka. No i po raz pierwszy zaszliśmy tak daleko w mistrzostwach.
Gra pan z przodu z Emilio Nsue, królem strzelców poprzedniego Pucharu Narodów z 5 bramkami. Jak to jest być jego partnerem w ataku?
- To bardzo łatwa rzecz, bo Emilio to znakomity piłkarz. Ma doświadczenie, wiek, bo liczy 36 lat, wie jak się ustawić, gdzie się pojawić, żeby trafić do siatki. Z takim zawodnikiem z przodu każdej drużynie jest łatwiej grać.
Przed nami 35. Puchar Narodów i kto jest głównym faworytem? Gospodarz Maroko, a może któraś z reprezentacji z Afryki Zachodniej, obrońca trofeum Wybrzeże Kości Słoniowej albo silny Senegal?
- Na pewno Maroko, bo ma znakomity zespół ze świetnymi i znanymi piłkarzami. Do tego gra u siebie, co zawsze jest plusem. Za Marokańczykami udane mistrzostwa świata w Katarze, gdzie byli na 4. miejscu. To już uznana i doświadczona drużyna, ale w kolejce do wygranej stoją inni.
W przyszłorocznych MŚ zagra 9, a może nawet 10 afrykańskich reprezentacji, bo w interkontynentalnym barażu w marcu w Meksyku jednym z faworytów będzie DR Konga. Jest pan optymistą jeżeli chodzi o grę reprezentacji z Afryki na mundialu 2026?
- Tak. Afrykański kontynent idzie do przodu, rozwija się. 10 lat temu były komentarze w stylu: „Afryka? Oni grają fizyczną piłkę i tyle”. Teraz to się zmieniło. Jest wiele silnych i liczących się reprezentacji. W Hiszpanii, mając do wyboru grę w tamtejszym zespole narodowym albo w Maroku, wielu piłkarzy opowie się za tą drugą opcją, jak Brahim Diaz. Standard futbolu w Afryce podnosi się, drużyny się rozwijają. Mam nadzieję, że afrykańskie reprezentacje pokażą się z dobrej strony na amerykańskim mundialu.
Za panem wymagający sezon w ekstraklasie w barwach lidera Wisły Płock, bo 15 ligowych gier, dwie bramki i kiedy inny odpoczywają to pan przygotowuje się do kolejnej dawki grania. Da pan radę?
- Nie podchodzę do tego w ten sposób. To reprezentacja, to mój dom, chcę jak najlepiej zaprezentować swój kraj. Na pewno ze sztabem Wisły znajdziemy odpowiednie rozwiązanie poukładać przygotowania, które ruszają w styczniu.
Grupowe mecze rozgrywacie w Casablance i Rabacie, gdzie wybieram się na fazę pucharową na początku stycznia. Może do zobaczenia w fazie pucharowej?
- Oby tak było! Do zobaczenia.
Rozmawiał Michał Zichlarz
Marokańczycy to faworyci 35 Africa Cup of Nations. Z lewej Achraf Hakimi - Piłkarz Roku Afryki 2025. Fot. cafonline.com
