Każdy dzień cisnąć jak cytrynę

Rozmowa z Danielem Ruminem, napastnikiem GKS-u Tychy

Daniel Rumin (w środku) otworzył wynik w ostatnim meczu z Odrą Opole (1:1). Fot. Łukasz Sobala / Press Focus

GKS TYCHY

Chyba na dobre zadomowił się już pan w Tychach. W styczniu zaczął się piąty rok w GKS-ie. Rozumiem, że na razie nie ma planu niczego zmieniać?

– Faktycznie, muszę przyznać, że w Tychach czuję się dobrze, jestem już tutaj ponad cztery lata i nie ukrywam, że dużo się zmieniło przez ten czas. Co do przyszłości – czas pokaże, co się stanie. Na chwilę obecną mam kontakt do końca tego sezonu. Skupiam się na tym, aby dać z siebie wszystko, co najlepsze i pomóc w walce o utrzymanie.

Ten sezon może być najtrudniejszy z dotychczasowych. W tabeli na razie nie wygląda to zbyt ciekawie...

– Nie da się ukryć, że odkąd dołączyłem do GKS-u, ten sezon jest najtrudniejszy. Jestem jednak przekonany, że odkręcimy to wszystko w tej rundzie, bo wiem, jak ciężko pracujemy na treningach, a także po nich. Analizując, jestem spokojny, że wyniki w końcu przyjdą i szybko wygrzebiemy się ze strefy spadkowej.

Jakim trenerem jest Łukasz Piszczek? Wprowadził nowości treningowe, których nie było wcześniej?

– Trener Piszczek jest wymagający, zwraca uwagę na detale, które potem robią różnicę z piłką czy też w poruszaniu się bez piłki. To nam pomaga w sytuacjach boiskowych.

Nie ma meczów nieważnych, ale trzy najbliższe wydają się dla was absolutnie kluczowe – Górnik Łęczna, Puszcza Niepołomice oraz Stal Mielec. Macie już plan, jak w nich zapunktować?

– Terminarz i tabela pokazują, że one są faktycznie dla nas niezwykle ważne, natomiast my podchodzimy do tego w taki sposób, że skupiamy się na tym najbliższym. Jedziemy na wymagający teren, ale mamy plan na mecz w Łęcznej, będziemy chcieli zrealizować go w stu procentach. Mogę zapewnić kibiców, że będziemy w tym meczu maksymalnie zaangażowani.

Cztery gole oraz asysta w tym sezonie to wynik zadowalający, czy jest pewien niedosyt? W ostatnich kolejkach trafia pan niemal co mecz.

– Zawsze jest jakiś niedosyt. Ale patrząc na chłodno i na to, jaki miałem początek sezonu, kiedy doznałem kontuzji i przez pierwsze kolejki musiałem oglądać drużynę z trybun, nie było to dla mnie łatwe. Teraz jestem zdrowy, cieszę się, że mogę grać, rywalizować i dawać z siebie wszystko, aby pomóc drużynie.

Właśnie o kontuzję chciałem dopytać. Złamanie palca u nogi brzmi bardzo nieprzyjemnie. Jak przebiegało leczenie i wszystko już jest w porządku?

– Tak, choć kontuzja trwała troszkę dłużej, niż zakładałem. Myślałem, że wszystko zamknie się w mniej więcej czterech, może pięciu tygodniach, niestety, wydłużyło się to do ośmiu. Na szczęście po złamaniu nie ma już śladu. Zawsze wyciągam wnioski z sytuacji, które mi się przytrafiają, zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych. Z tej sytuacji wyciągnąłem jeden wniosek – trzeba każdy dzień cisnąć jak cytrynę, bo nigdy nie wiemy, co jutro nam się może przydarzyć.

Tychy mają piękny stadion, zagranicznego inwestora, czyli teoretycznie wszystko, aby była duża piłka. Dalsze plany sięgają nawet ekstraklasy.

– Pełna zgoda, tutaj niczego nie brakuje. Pewnie, że chciałbym, żeby w Tychach była ekstraklasa. Przychodząc tutaj, taki zresztą miałem cel. Niestety, przez te ostatnie sezony czegoś brakowało. Tychy na pewno na to jednak zasługują i mam nadzieję, że będziemy w stanie o to powalczyć w kolejnym sezonie. Zżyłem się z tym środowiskiem i bez względu na to, czy będę dalej w klubie, będę mu kibicował i trzymał kciuki.

Rozmawiał Mariusz Rajek

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się