Kartka za zasłanianie ust? Na razie tylko na mundialu
Rozmowa z Piotrem Lasykiem, arbitrem ekstraklasy, o nowinkach sędziowskich na mistrzostwach świata i ich wprowadzaniu do polskich lig
Salwadorczyk Ivan Arcides Barton Cisneros przejdzie do historii mundialu: jest pierwszym sędzią, który wyrzucił z boiska zawodnika (niewidocznego na zdjęciu Miguela Almirona) zasłaniającego usta. Fot. PAP/EPA
Jak wygląda śledzenie mundialu w przypadku sędziego? To bardziej oglądanie meczów czy... podglądanie kolegów po fachu?
- Zdecydowanie – jako sędzia zawodowy – w pierwszej kolejności jednak analizuję sędziowanie. Raz – że chcę być na bieżąco z formą arbitrów. Dwa – ważniejsze: jestem ciekaw, jak w praktyce wdrażane są wszelkie nowinki w tym turnieju.
Sędziowie na mistrzostwach świata mieli z nich szkolenie podczas przedturniejowego zgrupowania, bodaj w Miami. A polscy arbitrzy, którzy będą je stosować w lidze, uczą się z telewizji?
- Nie... Po pierwsze – wiedzieliśmy, że zmiany wprowadzane na wielkich turniejach niemal automatycznie przenoszone są na rozgrywki ligowe. W okresie letnim, przed ich rozpoczęciem, zawsze spotykamy się na zgrupowaniu. Zaliczamy tam egzamin teoretyczny i fizyczny oraz omawiamy poszczególne zmiany w przepisach i ich zastosowanie w praktyce.
Sporo tych zmian...
- Sporo; doszła kwestia odliczania czasu przy wrzutach i przy rozpoczynaniu gry od bramki, doszła kwestia rozszerzenia protokołu VAR. Za przybliżenie tego obszaru będzie odpowiedzialny zespół, który jest aktualnie w Ameryce. No chyba że nie zdążą wrócić (śmiech), bo turniej się kończy 19 lipca, a my spotykamy się już 10 lipca.
Jak w praktyce wygląda wasze zgrupowanie i praca na nim?
- Sędziowie zawodowi mają w swoich obowiązkach m.in. część szkoleniową. Przed każdą rundą przygotowujemy więc do omówienia na zgrupowaniu – zazwyczaj w 6-7 panelach – materiał z różnych obszarów. Skupiamy się na tych, które w poprzedniej rundzie były podniesione przez środowisko piłkarskie albo co do których uważamy, że powinniśmy się nimi zająć, ponieważ zauważyliśmy niepokojące tendencje. Omawiamy je na podstawie klipów z poprzedniej rundy, porównujemy z materiałami udostępnionymi przez UEFA. Bo chodzi o to, byśmy konkretne sytuacje traktowali podobnie, jak ma to miejsce na międzynarodowych turniejach mistrzowskich.
Czyli niezależnie od faktu, że pewnie każdy z sędziów, jak pan, ogląda mundial pod kątem tych zmian, na zgrupowaniu będzie dopiero pierwsza okazja do ich wspólnego omówienia, wymiany refleksji?
- Zgadza się. Natomiast wszyscy przyjadą już przygotowani, zapoznani z nowymi regulacjami, ponieważ – jak mówiłem – mamy tam też egzamin teoretyczny i spodziewamy się, że większość pytań będzie dotyczyć właśnie zmian w Przepisach Gry. Podczas zgrupowania omówimy sobie te nowości z praktycznego punktu widzenia, żeby nie było jakichś niedomówień.
A propos odliczania sekund przy rozpoczynaniu gry przez bramkarza; ten przepis funkcjonował już w minionym sezonie?
- Owszem; bramkarz miał 8 sekund na zwolnienie piłki z rąk. Przepis został „zapożyczony” z futsalu, gdzie takie odliczanie funkcjonowało „od zawsze”. Uważam, że odniósł sukces i w „dużej” piłce nożnej. Bramkarze szybciej wznawiają grę, już nie ma marnowania czasu przy tej okazji. Stąd rozszerzono temat upłynnienia gry właśnie o wykonywanie rzutów od bramki i wrzutów.
No to przypomnijmy wprowadzone ograniczenia. Wrzut?
- Kiedy zawodnik jest gotowy do wykonania wrzutu, sędzia daje sygnał gwizdkiem i rozpoczyna liczenie. Jeżeli zawodnik nie wykona wrzutu w ciągu 5 sekund, piłka jest przyznawana drużynie przeciwnej. W przypadku przekroczenia czasu podczas rzutu od bramki, przyznawany jest rywalowi rzut rożny.
A propos rożnych: ocena słuszności jego podyktowania weszła właśnie do protokołu VAR, prawda?
- Owszem. Jeżeli sędzia przyzna rzut rożny, ale na bazie powtórek widać ewidentnie, że powinien to być rzut od bramki, sędzia może decyzję zmienić. To się już kilka razy podczas tych mistrzostw zdarzyło. Warunek jest jeden: sędziowie VAR muszą zareagować błyskawicznie.
Bo czasem gra z rzutu rożnego wznawiana jest niemal natychmiastowo przez piłkarzy?
- Tak jest. Więc wideoweryfikacja i przekaz do sędziego na murawie musi być bardzo szybki.
A czy kiedy sędzia przyzna rzut od bramki, a faktycznie powinien być rożny, to można wskazać na korner?
- Nie, ten przepis nie działa w obie strony. Ponieważ rzut rożny stwarza duże prawdopodobieństwo zdobycia bramki, zamysłem tego zapisu było ograniczyć możliwość uznania gola po niewłaściwej decyzji sędziego.
Teraz słowo o sytuacji z meczu USA – Paragwaj. Sędzia anulował żółtą kartkę dla Amerykanina, a pokazał ją Paragwajczykowi. Co więcej: owo anulowanie nastąpiło już po wznowieniu gry, w związku z czym arbitrowi zarzucono złamanie protokołu VAR. Czy tak było?
- Dyskusja wokół tej sytuacji jest dla mnie zrozumiała, bo miała miejsce po raz pierwszy, a precedensy zawsze budzą wątpliwości. Natomiast nie, protokół nie został złamany! Co więcej, to wcale nie jest nowy przepis; on już funkcjonował! Chodzi o tzw. błędną identyfikację zawodnika, która może być sprostowana nawet po wznowieniu gry, choć oczywiście lepiej by było, by VAR zareagował szybko, przed jej wznowieniem w celu uniknięcia zamieszania. Ale błędu tu nie było – to po pierwsze. Po drugie, wspomniany przepis wszyscy sprowadzali do pomyłki w przypadku błędnej identyfikacji zawodnika tej samej drużyny. Tymczasem stosowny przepis przewiduje, że może to dotyczyć gracza i przewinienia drużyny przeciwnej.
A na czym polegało przewinienie Paragwajczyka?
- Faulu na nim nie było. Zatem symulował, w ten właśnie sposób popełnił przewinienie. I dlatego to on – a nie Amerykanin – powinien być ukarany. Dlatego sędziowie VAR uruchomili protokół, bo sędzia ukarał nie tego zawodnika, którego powinien zgodnie z tym, co się wydarzyło na boisku.
Wśród kibiców powszechne było przekonanie, że VAR nie mógł interweniować w przypadku napomnień, a jedynie – w przypadku czerwonych kartek.
- Nie do końca. Ten przepis dotyczył każdej kary indywidualnej, czyli i czerwonej, i żółtej kartki. Mieliśmy sytuację w ekstraklasie, kiedy sędzia ukarał zawodnika żółtą kartką w zdarzeniu, w którym brało udział dwóch piłkarzy powstrzymujących rywala. Analiza VAR ujawniła, że napomniany został inny zawodnik niż ten, który faktycznie spowodował upadek przeciwnika. Natomiast, powtórzę, po raz pierwszy zdarzyła się sytuacja – ja przynajmniej nie pamiętam uruchomienia protokołu VAR takim momencie – w której błędna identyfikacja dotyczyła gracza z przeciwnej drużyny niż pierwotnie ukaranej.
Wróćmy zatem do prawdziwych nowości: czyli do tłumaczenia widzom na trybunach przez arbitrów podjętej decyzji. Co pan na to?
- Nie każdej decyzji oczywiście – podkreślmy – a jedynie tej, która została podjęta po wideoweryfikacji. Przy czym moja refleksja jest taka, iż publiczne ogłaszanie decyzji jest wyłącznie elementem show dla publiczności. Sędzia komunikuje swoją decyzję przez mikrofon, ale to nie oznacza przecież, że każdego na stadionie czy przed ekranem przekona. Co więcej, owo tłumaczenie następować będzie tylko po „decyzji konsultowanej z VAR-em”. Kiedy arbiter podyktuje karnego czy ukara kogoś czerwoną kartką w czasie rzeczywistym, nie będzie tej decyzji komentować. A czym się różni jeden karny od drugiego? Czy ten „z gry” zawsze nie budzi żadnych wątpliwości, a ten „z VAR-u” – owszem?
Rozumiem, że to jest tylko pańska osobista wątpliwość, którą być może podniesie pan ewentualnie na waszym sędziowskim zgrupowaniu?
- Nie ma to znaczenia, ponieważ zapisy są ustalane przez IFAB, a rolą sędziów jest zaadaptowanie się do nich. Natomiast chórowi optymistów, którzy twierdzą, że to świetne rozwiązanie, chciałbym przekazać, że to nie jest lek na całe zło. Dostaną „produkt”, który - mam wrażenie – co najwyżej w połowie zaspokoi ich potrzeby, bo decyzje podejmowane na boisku w czasie rzeczywistym, niekonsultowane z VAR-em, nie będą ogłaszane.
W meczu otwarcia podnoszono też problem z klarownością komunikatu arbitra, przekazywanego widzom. Pamięta pan?
- Owszem. Byłem na szkoleniu w wąskiej grupie sędziów VAR na ostatnim etapie selekcji uczestników mistrzostw świata. Mieliśmy tam bardzo wiele ćwiczeń dotyczących procesu komunikacji z sędzią na murawie. Chodzi o to, by informacja przekazana przez niego publiczności była – po pierwsze – czytelna, po drugie – zgodna z przepisami. Dlatego arbitrzy VAR muszą perfekcyjnie znać procedurę i w razie potrzeby „pokierować” arbitrem, aby informacja była przekazana w sposób czytelny i zgodnie z przepisami. Nawet sama kolejność przekazywania poszczególnych komunikatów do widzów jest bardzo istotna. Sędzia najpierw powinien powiedzieć, co stwierdził na podstawie zapisu wideo, a dopiero na końcu ogłosić decyzję. Z doświadczenia wiemy, że po ogłoszeniu decyzji powstaje wrzawa na trybunach i wszystko, co zostałoby powiedziane później, byłoby już niesłyszalne. Przygotowanie tego „announcement” – komunikatu – było jednym z najważniejszych elementów szkolenia dla sędziów VAR. Można w skrócie stwierdzić, że przygotowanie rozjemcy na boisku tej formułki, którą ma wygłosić, leży na barkach sędziego VAR. A nie da się ukryć, że mogą się pojawiać czasami drobne bariery językowe.
W polskiej lidze nie będzie z tym problemu. No właśnie: od nowego sezonu mamy się spodziewać takich komunikatów w ekstraklasie i 1. lidze?
- Już w trakcie poprzedniej rundy, podczas naszych zjazdów, rozmawialiśmy na ten temat, oglądaliśmy materiały wideo i umówiliśmy się na pewne procedury, jeżeli chodzi o wykorzystanie tych komunikatów po wideoweryfikacji. Przy okazji bywania na stadionach testowaliśmy też stosowne połączenia. Sam osobiście przed jednym z meczów Cracovii sprawdzałem, jak to działa od strony technicznej i przeprowadzałem testy, czy komunikat z murawy jest dobrze słyszalny. Były nawet pomysły, by oficjalnie sprawdzać te systemy na niektórych meczach rundy wiosennej. Domniemuję więc, że z początkiem nowego sezonu prawdopodobnie ruszymy z tym projektem.
Absolutną nowością była czerwona kartka, jaką ukarany został Miguel Almiron w meczu Paragwaj – Turcja. Poszło o... zasłonięcie ręką ust, by kamery nie wychwyciły, co mówił do swego rywala. Proszę przybliżyć tę ideę.
- To jest pokłosie wydarzeń w Lidze Mistrzów, w meczu Benfiki z Realem. Gianluca Prestianni – według słów Viniciusa Juniora – miał go obrazić na tle rasistowskim. UEFA surowo Argentyńczyka ukarała właśnie za zasłonięcie ust podczas „przemawiania” do Brazylijczyka. Generalnie zaś ta sytuacja wywołała dyskusję, co robić w momentach, gdy istnieje podejrzenie, że zawodnicy robią to, by prowokować lub obrażać przeciwników. Pojawił się więc stosowny zapis, na mocy którego można ukarać tak zachowującego się piłkarza czerwoną kartką – z zastrzeżeniem, że krajowe federacje mogą, ale nie muszą, uwzględniać go w swoich regulaminach. Na chwilę obecną – o ile wiem – tego zapisu nie wprowadzono więc jeszcze w żadnym kraju. Natomiast na wniosek Gianniego Infantino znalazł się on w przepisach obowiązujących w trakcie mundialu. Sędziowie dostali go w ramach wytycznych do stosowania w tym konkretnym turnieju!
W Polsce zostanie wprowadzony?
- Nie słyszałem o tym, by zapadła decyzja o wprowadzeniu tych wytycznych na polskich boiskach. Niewykluczone, że będziemy o tym rozmawiać na przedsezonowym zgrupowaniu. Ale z mojego punktu widzenia on wzbudza kontrowersje. Samo zasłonięcie ust przy przekazywaniu komunikatu – nawet rywalowi – nie musi oznaczać tego, że jest on negatywny, obraźliwy.
Poza tym wiele takich sytuacji zdarzyć się może poza polem widzenia arbitra, nie zawsze też muszą zostać one wyłapane przez kamery VAR.
- To po pierwsze. Po drugie – dzięki VAR-owi można takie sporne sytuacje sprawdzić na boiskach ekstraklasy i I ligi. Ale jeśli przepisy mają dotyczyć wszystkich klas rozgrywkowych, to jak wątpliwości rozwiewać na niższych szczeblach?
Rozumiem natomiast, że trzyminutowe „przerwy na nawodnienie” nie będą stałym elementem każdego meczu i każdej połowy?
- Oczywiście w niektórych spotkaniach mundialowych taka przerwa jest uzasadniona ze względu na warunki pogodowe. Ale oglądałem 2-3 spotkania w godzinach wieczornych amerykańskiego czasu, gdy temperatura oscylowała wokół 20 stopni, a więc nie było żadnych przesłanek ku temu, żeby te przerwy stosować. Zaryzykuję więc tezę, że głównym ich przesłaniem niekoniecznie jest ochrona zdrowia zawodników...
W Polsce raczej nikt nie będzie wprowadzać tych przerw, zwłaszcza w listopadzie czy grudniu?
- Myślę, że to raczej nie wchodzi w grę. W mundialowej rzeczywistości – wzorem tamtejszych lig zawodowych – z dwóch połówek robią nam się cztery kwarty... A tego chyba nie chcemy w Europie, prawda?
Rozmawiał Dariusz Leśnikowski
Wilton Sampaio z kolei był pionierem używania mikrofonu do zakomunikowania swej decyzji całemu stadionowi. Fot. IMAGO/Press Focus
Piotr Lasyk Fot. Piotr Matusewicz / Press Focus
