Karta do odwrócenia
Po fatalnym starcie sezonu Górale wybierają się do Chojnic. W zeszłych rozgrywkach trener Krzysztof Brede nie znalazł sposobu na swój były klub.
W pełni zdrowy Krzysztof Kolanko powinien być kluczową postacią bielskiego zespołu. Fot. Szymon Jaszczurowski/Podbeskidzie Bielsko-Biała
PODBESKIDZIE BIELSKO-BIAŁA
Nie tak wyobrażaliśmy sobie start ligi - przyznaje Krzysztof Brede, bo Podbeskidzie „na papierze” ma potencjał i budżet, by walczyć o awans na zaplecze ekstraklasy. Tymczasem w trzech meczach zdobyło punkt i zamyka tabelę. Przyczyna? Przede wszystkim fatalna skuteczność, czyli problem który ciągnie się za drużyną od początku drugiej kadencji trenera. W poprzednim sezonie jego zespół zdobył 44 gole, a w tym zaledwie 3. - Można długo pracować na treningach nad finalizacją akcji, a w meczach nie trafiać do siatki, ale można też nie ćwiczyć tego elementu, a zdobywać bramki - powiedział szkoleniowiec bielszczan, potwierdzając jednocześnie, że indolencja strzelecka to dziś największa bolączka jego podopiecznych.
Na drugą połowę ostatniego spotkania ze Śląskiem II Wrocław (0:0) nie wyszedł Krzysztof Kolanko. Debiutujący w nowych barwach skrzydłowy był aktywny, wygrywał pojedynki, a po jednym z nich bliski zdobycia gola był Lucjan Klisiewicz. 19-latek został w szatni, bo dwa dni przed meczem poważnie zatruł się... sushi. - Stawialiśmy go na nogi, zdecydował się zagrać na charakterze, ale w czasie pierwszej połowy dostawałem sygnały od sztabu medycznego, że to są jego ostatnie minuty, że nie da rady, że się przewróci. W szatni leżał na kozetce, próbowaliśmy go żelami i innymi - oczywiście - dozwolonymi środkami postawić go na nogi, ale się nie udało, Wszystko go bolało... - tłumaczył trener Brede. W świąteczny piątek (13.00) czeka go mecz z Chojniczanką, z której trafił pod Klimczok, choć tydzień przed pożegnaniem mówił w wywiadach o planach i celach kaszubskiego klubu na nowy sezon.
W poprzednim sezonie Podbeskidzie nie potrafiło pokonać byłej drużyny Bredego, przegrywając u siebie i remisując na wyjeździe. Po wiosennym spotkaniu 44-latek przekonywał, że nie traktował tego meczu wyjątkowo, ale miał żal do pewnych osób, których nie wymienił z nazwiska. - Bardzo szanuję ten klub, bo dwa w nim pracowałem, ale niektórzy muszą pamiętać, że w pewnych momentach trzeba zachować się kulturalnie i dojrzale. Dużo mi dało takie doświadczenie i poznanie ludzi. To zostanie ze mną na stałe - mówił trener bielszczan. Czy za trzecim podejściem uda mi się pokonać swój były klub?
(gru)
