Kariera Nikodema
Jeśli przełamywać snajperską niemoc, to tylko hat trickiem!
Nikodem Juraszczyk wreszcie ruszył wskazówkę licznika odmierzającego kolejne jego trafienia na czwartoligowych boiskach. Fot. ROW 1964 Rybnik
4. LIGA ŚLĄSKA
Jeszcze kilka tygodni temu, u progu wiosny, wydawało się, że Nikodem Juraszczyk niespodziewanie deptać będzie po piętach swemu klubowemu koledze z Rybnika, Jakubowi Kuczerze, w wyścigu po koronę króla strzelców 4. ligi śląskiej. Ten drugi zaczął jednak rundę rewanżową z (bardzo) wysokiego C: w pięciu pierwszych kolejkach strzelił 8 goli. A jego młodszy kolega milczał...
Aż do minionej soboty. Starcie przy Knosały w Radzionkowie, przy wypełnionych po brzegi trybunach, było popisem Juraszczyka. - Derby, fajna atmosfera, publika. Wyjątkowa sprawa – tak 20-letni Rybniczanin wyliczał elementy, które mocno go zmotywowały po wyjściu na murawę. W pierwszej połowie trafił dwukrotnie, ale być może najważniejsze była ostatnia bramka, w 90 minucie. - Po golu kontaktowym Ruchu trochę nam „śmierdziało” remisem, ale udało się postawić kropkę nad „i” - mówił po końcowym gwizdku. Przeszczęśliwy, bo przecież hat trick – już drugi w tym sezonie (a do tego dochodzą dwa dublety) przyszedł w prestiżowym meczu z trudnym rywalem. - Mam nadzieję, że nie będzie ostatnim w tym sezonie. Ale najbardziej cieszę się z przełamania niemocy strzeleckiej – dodawał z uśmiechem.
Rywalizację ze wspomnianym Kuczerą też traktuje z tymże uśmiechem. - Ma przede wszystkim przyjacielski wymiar. Czasem ja jemu asystuję, czasem on mnie. Ale to on jest napastnikiem, a ja skrzydłowym. To on lepiej odnajduje się w polu karnym, a ode mnie oczekuje się właśnie podań – tłumaczył nam specyfikę zadań w zespole rybnickim. W tym kontekście jego 16 goli – 2/3 dorobku kolegi-snajpera – to wynik zaiste imponujący!
Iskra Rowień, RKP Rybnik, Górnik Zabrze, ROW – to kolejne pozycje w ankiecie personalnej Nikodema Juraszczyka. W zabrzańskiej akademii spędził dwa lata – w 7. i 8. klasie szkoły podstawowej. Na okres licealny wrócił jednak do Rybnika i teraz szturmuje z ROW-em progi 3. ligi, w której – potencjalnie – natknąć się może na byłych „akademickich” kolegów, grających w „górnicznych” rezerwach. I tak ich zresztą czasami spotyka. - Bywam bowiem na meczach ligowych Górnika – zdradza. Co prawda nie zasiada w sektorach Torcidy, ale... - Znam dobrze wszystkie zabrzańskie przyśpiewki – zapewnia. Jeśli będzie tak skuteczny, jak w Radzionkowie, być może na ekstraklasowe stadiony w przyszłości trafi nie tylko jako kibic!
(DaL)
